Zanim przejdę do meritum pragnę przedstawić postanowienia zawarte w ówcześnie obowiązującym  Regulaminie Pracy oraz Kodeksie Etyki Politechniki Wrocławskiej, na mocy których nieprawidłowości, które niniejszym opisuję nie powinny się w ogóle mieć miejsca.

A zatem,  do obowiązków pracodawcy należało:

  • prawidłowe naliczanie i terminowe wypłacanie pracownikom wynagrodzenia…
  • kierownicy jednostek organizacyjnych ponoszą odpowiedzialność za prawidłowe ustalanie czasu pracy podległych pracowników oraz jego właściwe rozliczanie i prowadzenie ewidencji czasu pracy.

Według Kodeksu Etyki to nauczyciele akademiccy, pracownicy naukowi, naukowo-badawczy oraz władze Politechniki Wrocławskiej w zakresie organizacji i administracji powinni m. in.:

  • dbać o pełną przejrzystość podejmowanych działań

Zarówno Dziekan jak i ówczesny Rektor nie zareagowali na moją skargę w sprawie zmiany wystawionych przeze mnie ocen zaliczeniowych. Zmiana jednej z ocen spowodowała iż poniosłam straty finansowe.

W czasie moich nieobecności dwukrotnie zmieniono wystawione przeze mnie niedostateczne oceny. Za pierwszym razem ocenę zmienił mój ówczesny bezpośredni przełożony, co spowodowało iż nie otrzymałam wynagrodzenia za wykonaną przeze mnie pracę (735 złotych brutto, dodam iż przebywałam wówczas na urlopie dla poratowania zdrowia i koszt rehabilitacji, którą mi wówczas zaordynowano wynosił ok. 800 zł miesięcznie), za drugim ocenę poleciła zmienić „koleżanka” z zespołu, bliska współpracownica ówczesnego bezpośredniego przełożonego, w tym wypadku doszło do wprowadzenia pracownika dziekanatu w błąd i oraz jak osobiście uważam naruszenia moich  dóbr jako pracownika.

O pierwszej, udanej zmianie oceny w 2013 roku dowiedziałam się od studenta po powrocie z urlopu dla poratowania zdrowia.  

O drugiej zmianie wystawionej przeze mnie oceny, dowiedziałam się z systemowego maila, w którym poinformowano mnie o dokonanej zmianie (luty 2014 r.). Tę próbę udało mi się „udaremnić”, ponieważ z konieczności śledziłam pracownicze maile, pomimo tego iż przebywałam na kolejnym urlopie dla poratowania zdrowia.

W komunikacie, który otrzymałam było podane nazwisko pracownicy dziekanatu, która dokonała zmiany, więc poprosiłam o wyjaśnienia i przywrócenie pierwotnej oceny. Ocenę przywrócono i wyjaśniono mi, iż w dziekanacie stawiła się studentka, która powołując się na ową „koleżankę” oraz zaliczenie u niej praktyk poprosiła o zmianę wystawionej przeze mnie oceny, zapewniając iż wyraziłam na taką zmianę zgodę, co było kłamstwem.

Wyjaśniono mi, iż to „dawna sprawa” z roku 2011. Studentka nie uczestniczyła w zajęciach, w związku z czym otrzymała w elektronicznym indeksie ocenę niedostateczną, więc zaliczenie pleneru u owej „koleżanki” mogło się odbyć tylko drogą „nieoficjalną”, ponieważ system nie „zezwoliłby” na wpisanie studentki jednocześnie do dwóch prowadzących ten sam przedmiot. Niemniej jednak jako rozwiązanie zaproponowałam wypisanie studentki z mojej grupy i wpisanie do grupy owej „koleżanki”, co niezwłocznie uczyniono.

Dla mnie sprawa została wówczas załatwiona, ale dla mojego ówczesnego bezpośredniego przełożonego niestety nie, bowiem otrzymałam maila.

Treść owego maila odebrałam jako mataczenie i zamiatane pod dywan karygodnego wręcz zachowania „koleżanki” z zespołu.    

Ówczesny bezpośredni przełożony powołując się na rozmowę i akceptację Prodziekana ds. Dydaktyki stwierdził, iż do systemu zostanie wpisana ocena uzyskana na zajęciach prowadzonych przez tu dla odmiany padły imiona dwóch bliskich współpracownic i tym samym moja ocena zostanie usunięta.

W dalszej części maila poinformował mnie iż studentka broni pracy dyplomowej, a bez tego zaliczenia, nie mogłaby przystąpić do obrony i zakończył informacją iż uznał iż nie powinniśmy uniemożliwiać jej zakończenia studiów. Nadmieniam iż maila otrzymałam tydzień po rozwiązaniu przeze mnie sprawy.

Chciałabym wiedzieć dlaczego owa „koleżanka” nie rozwiązała tej sprawy w sposób standardowy, na przykład nie wystosowała do Prodziekana pisma o wypisanie studentki z mojej grupy, a wpisanie do swojej, a jeżeli nie chciało jej się pisać, po prostu z Prodziekanem nie porozmawiała, bowiem to sami wykładowcy, a nie bezpośredni przełożeni rozwiązują dydaktyczne sprawy w porozumieniu z Prodziekanem..

Ta zmiana wystawionej przeze mnie oceny nie udała się, za to udała się poprzednia, której rok wcześniej dokonał ówczesny bezpośredni przełożony i w wyniku której wynagrodzenie za moją pracę pracodawca przelał na jego konto zamiast na moje.  

Już w trakcie trwania procesu w Sądzie Pracy, w roku 2017 przeglądając strony Jednolitego Systemu Obsługi Studentów, zorientowałam się iż w wykazie prowadzonych przeze mnie zajęć nie ma grupy plenerowej, do której uczęszczał student, któremu mój bezpośredni przełożony „poprawił” ocenę (nadmieniam iż ów student nie stawiał się na kolejne, wyznaczone przeze mnie specjalnie dla niego terminy zaliczeń).

Rozpoczęłam cykl działań mających na celu ustalenie „co się stało z moją grupą”. Okazało się iż prowadzenie grupy, w której zajęcia poprowadziłam zostało przypisane mojemu bezpośredniemu przełożonemu. Zmiana wystawionej przeze mnie oceny niedostatecznej mogła być świetle prawa legalna, o ile były przełożony podpisał druk powierzeń, czyli papierowe potwierdzenie iż wykonał zajęcia, które ja wykonałam, z datą wcześniejszą niż data zmiany oceny.

Pod koniec lipca 2017 wystosowałam pismo do J.M. Rektora prof. Cezarego Madryasa z prośbą o zapłacenie za wykonaną pracę, poprosiłam również o stosowne wyjaśnienia. W odpowiedzi otrzymałam pismo od Prodziekana Wydziału Architektury ds. Nauki i Kształcenia Kadry prof. dr hab. inż. arch. Roberta Masztalskiego, w którym poinformował mnie iż roszczenia ze stosunku pracy ulegają przedawnieniu z upływem 3 lat od dnia, w którym roszczenie stało się wymagalne, w związku z czym moje roszczenia uległy przedawnieniu. Wyjaśnień, o które prosiłam nie otrzymałam.  

Sprawę niewypłacenia mi należności za wykonaną pracę zgłosiłam do Państwowej Inspekcji Pracy, która potwierdziła zasadność mojego zgłoszenia oraz bezradność wobec przedawnienia roszczeń. Zastosowano zalecenia pokontrolne majce na celu przestrzeganie na przyszłość stanu prawnego zgodnego z obowiązującymi przepisami.

Zdecydowałam się również na zgłoszenie policji podejrzenia o przywłaszczenie mienia, w związku z czym wszczęto dochodzenie w sprawie przestępstwa określonego w art. 284 par.1 KK.

Dokument powierzenia zajęć jest podstawą do wypłacenia wynagrodzenia za przeprowadzone zajęcia dydaktyczne, tu nie ma miejsca na słowo „pomyłka”. Ówczesny bezpośredni przełożony, pełniący od lat funkcje kierownicze, miał, a przynajmniej powinien mieć świadomość iż wynagrodzenie za wykonaną pracę nie zostanie mi wypłacone. W tym czasie byłam już szykanowana, odmówiłam też wykonania nie mojej pracy na prywatnym sprzęcie oprogramowaniu i mediach w trakcie urlopu dla poratowania zdrowia.

W wyjaśnieniach dla zaistniałej sytuacji pracodawca kładł nacisk na moją nieobecność związaną z urlopem dla poratowania zdrowia jako przyczynę tzw. „niedopatrzenia”, czyli pośrednio przerzucono odpowiedzialność na mnie, tłumacząc iż to właśnie ze względu na moją nieobecność, przy czym zgodnie z procedurami organizacji procesu dydaktycznego obowiązek wpisania ocen przejął mój bezpośredni przełożony, który również podpisał dokument powierzenia zajęć, zrealizowanych wcześniej przeze mnie.

Bodajże od roku akademickiego 2010/2011 wprowadzono zaliczanie praktyk rysunkowych przeprowadzonych w okresie wakacyjnym semestru letniego do semestru zimowego następnego roku akademickiego.

Praktykę rysunkową poprowadziłam pod koniec czerwca 2012 r., podanie o urlop dla poratowania zdrowia złożyłam w pod koniec lipca 2012 r. listę zaliczeń przekazałam bezpośredniemu przełożonemu w październiku 2012 roku, a powierzenia zostały podpisane pod koniec stycznia 2013 roku. 

Czy naprawdę nie było niego sposobu na wpisanie ocen do indeksu elektronicznego, jak tylko za sprawą poświadczenia wykonania pracy, którą przecież wykonałam?  

Czy nie można było skonsultować mojej sprawy z uczelnianymi specjalistami w dziedzinie prawa pracy np. radcą prawnym Politechniki, z zwłaszcza z tym, który był członkiem „Komisji ds. rozwiązania sprawy”.

Czy pół roku, to był dla władz Wydziału zbyt krótki czas, aby znaleźć rozwiązanie lepsze od sygnowania nieprawdy i pozbawienia mnie wynagrodzenia za wykonaną pracę.  

A czy, jak już nauczono się jak postępować, w sprawach takich jak moja np. po roku, to czy nie można było wypłacić wynagrodzenia jeszcze przed okresem przedawnienia i rozliczyć się z ówczesnym bezpośrednim przełożonym.

Dochodzenie w sprawie przestępstwa określonego w art. 284 par.1 KK umorzono wobec braku znamion czynu zabronionego. Wystosowałam więc do prokuratury zażalenie na umorzenie.  Odbyła się rozprawa, na której ze strony pracodawcy nikt się nie stawił. W kwietniu 2018 roku otrzymałam postanowienie. Sąd zażalenia nie uwzględnił, nie dopatrując sie celowości w postępowaniu ówczesnego bezpośredniego przełożonego, na którego rachunek bankowy przekazano moje wynagrodzenie. Ówczesny bezpośredni przełożony w postępowaniu wyjaśniającym zapewnił iż o fakcie przekazania wynagrodzenia za moją pracę dowiedział się w wyniku moich starań o odzyskanie wynagrodzenia, przy czym Sąd podkreślił dobrą wolę bezpośredniego przełożonego, który zapewnił iż po uzyskaniu informacji podjął starania, aby te pomyłkę wyjaśnić, ale ze względu na przedawnienie było to już nie możliwe.

Sąd w uzasadnieniu podkreślił iż doszło do wypłacenia mojego wynagrodzenia osobie nieuprawnionej i wskazał postępowanie na drodze prawa cywilnego i prawa pracy. Czyli aby odzyskać zarobione pieniądze, powinnam wystąpić z powództwem przeciwko ówczesnemu bezpośredniemu przełożonemu, lub z powództwem przeciwko Politechnice Wrocławskiej.

Zachęcona demonstrowaną przez ówczesnego bezpośredniego przełożonego intencją, abym otrzymała wyprawowane wynagrodzenie, bo tak odebrałam starania jakie podjął i przed ewentualnym wystosowaniem pozwu wystosowałam wezwanie do zapłaty.

W odpowiedzi, którą otrzymałam nie dopatrzyłam się ani śladu wcześniej deklarowanej dobrej woli,  ówczesny bezpośredni przełożony poinformował mnie iż:

  • podmiotem zobowiązanym do wypłaty mojego wynagrodzenia jest Politechnika Wrocławska
  • jeżeli uważam iż nie otrzymałam przysługującego mi wynagrodzenia, roszczenia o jego wypłatę powinnam kierować do pracodawcy
  • obowiązujące przepisy prawa nie dają mi uprawnień do kwestionowania wysokości wynagrodzenia wypłacanego przez pracodawcę innym pracownikom, ani domagania się zwrotu wypłaconych kwot od tych osób, w oparciu o moje przekonanie, iż zostały im one wypłacone nienależycie.
  • moje pismo odebrał jako kolejny przejaw nękania jego osoby.

Jakie jest powszechnie przyjęte postępowanie wobec osoby która poniosła straty na skutek czyjejś pomyłki lub niedopatrzenia. O ile mi wiadomo, są to przeprosiny, zwrot poniesionych strat, a nawet zadośćuczynienie.

Po raz kolejny wystosowałam prośbę do J.M. Rektora[1].

Otrzymałam standardową odpowiedź, którą otrzymuję bez względu na zmieniające się okoliczności zgłaszanych spraw i próśb o interwencję. Ten typ odpowiedzi nazwałam „już to Pani (wielokrotnie) wyjaśniano”.

prośba o zapłatę odpowiedź rektora

„Chcesz to się sądź”, dla pracodawcy to jest przecież tylko incydent, bo o ile wiem nie ma audytów wyższych uczelni, które brałyby pod uwagę ilość wytoczonych przez pracowników sądowych spraw.

Złą wolę pracodawcy mogą przełamać jedynie regulacje prawne, które uczynią wrogie poczynania oraz opieszałość w ich eliminowaniu nieopłacalnymi i to pod każdym względem.

Ewa, Małgorzata Górska


[1] Zanim jednak to zrobiłam zwróciłam się do Prezydium Rady Zakładowej ZNP przy Politechnice Wrocławskiej o reprezentowanie mnie jako pracownika w sprawie zrzeknięcia się Politechniki Wrocławskiej, jako dłużnika z zarzutu przedawniania i wypłacenia mi zaległego wynagrodzenia. Prezydium, powołując się na art.30 ust. 2 o Związkach Zawodowych podjęło decyzję o nie wyrażeniu zgody na obronę moich pracowniczych praw.

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png4.png6.png5.png8.png