24 05.2015 23:48

Napiszę o sprawie tak skandalicznej, że nawet nie ma co jej komentować, wystarczy podać fakty. Otóż w roku 1982 na polonistyce Uniwersytetu Karola w Pradze zdolna, wybijająca się studentka, pani I. K. obroniła pracą magisterską o podobieństwach poezji Krzysztofa Kamila Baczyńskiego z poezją Jiřego Ortena. Oficjalnym promotorem pracy był Jan Pilař, poeta i tłumacz poezji z języka polskiego (docent Otakar Bartoš bał się trochę, było to po roku 1980 - Czechosłowacji "zagrażała"  polska buntownicza Solidarność itp.). Mimo że praca była wybitna i ciekawa, pani K. na Uniwersytet Karola się nie dostała, bo ówczesny szef polonistyki praskiej, prof. Jan Petr postawił jej warunek „nie do odrzucenia”, a mianowicie wstąpienie do Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Odrzuciła. Znalazła się na UK dopiero po roku 1989, ale nie na Wydziale Filozoficznym, tylko na Wydziale Nauk Społecznych. M.in. wzięła wtedy udział w konferencji polonistycznej na Uniwersytecie Wrocławskim z referatem o czeskich tłumaczeniach poezji Tadeusza Różewicza. Odeszła z UK, tym razem własną decyzją, wygrawszy konkurs na dyrektora Ośrodka Kultury Czeskiej w Warszawie.

Znakomita praca magisterska o Ortenie i Baczyńskim leżała więc w sekretariacie katedry slawistyki UK, który służył jednocześnie jako gabinet do konsultacji dla lektorów. Okazja była przednia, żeby ją wykorzystać – i śmiem twierdzić – okazję tę wykorzystał ówczesny lektor języka polskiego na UK pan dr Mieczysław Balowski.  Twierdzę tak, bo w roku 1990 w Pradze pan M.B. powiedział mi o swym specjalnym zainteresowaniu poezją Ortena i zamiarze naukowego zajęcia się tym – co mnie dość zaskoczyło, dotąd znałam go jako językoznawcę.

W roku 2000, kiedy  M.B. dawno skończywszy swoje lektorowanie w Pradze pracuje jako polonista na Uniwersytecie Ostrawskim (jednocześnie będąc bohemistą na Uniwersytecie Opolskim oraz w Wyższej Szkole Zawodowej w Raciborzu), ukazuje się jego książka: Słowiańskie paralele : Jiří Orten i Krzysztof Kamil Baczyński: z zagadnień semantyki języka poetyckiego (wyd. w Ostrawie), która zostaje uznana za jego rozprawę habilitacyjną, czyli dalszy krok w karierze naukowej. Późno ją wykorzystał -  być może ktoś się zdziwi -  po prostu na jesieni roku 1996 zmarł Jan Pilař, który w tej książce mógł rozpoznać elementy pracy swojej magistrantki (rok wcześniej zmarł Otakar Bartoš, który też zapamiętał tę odkrywczą pracę). W książce M.B.j jednak brak jakiejkolwiek wzmianki o pierwowzorze. [Inwencją jest natomiast pompatyczne nazwanie tych poetyckich podobieństw„paralelami słowiańskimi”, co jest śmieszne, bo jak można rozpatrywać polsko-czeskie analogie na bazie „słowiańskości”? Toż to dawno skompromitowane.]

Niezależnie od tego autor książki wkrótce otrzymuje habilitację na UAM w Poznaniu, dokąd się przenosi jako bohemista i samodzielny pracownik naukowy. Na portalu Nauka Polska brak wprawdzie tytułu pracy habilitacyjnej M. B. (dosłownie wpisano „brak tytułu”), ale na dole hasła dodano jako publikację czasopiśmienniczą w czasopiśmie Bohemistyka 2009), którego on sam jest redaktorewm naczelnym (sekretarzuje mu zaś... któżby inny niż niżej wymieniona pani Anna Zura, która naukowo zajmuje się składnią, ale jednocześnie w artykułach robi błędy składniowe - pisałam już o tym na blogu). Artykuł nosi tytuł "Slovanské paralely: Jiří Orten a Krzysztof Kamil Baczyński", czyli jest tłumaczeniem na czeski książki, którą pan Balowski wydał po polsku w Ostrawie. Czyżby po plagiacie nastąpił autoplagiat?

Tymczasem praca magisterska pani I. K. leży sobie w Pradze, gabinety slawistów się zmieniają, praca (ciągle w maszynopisie) trafia do biblioteki slawistycznej, ale w dziwny sposób z katalogu biblioteki ginie fiszka, po której można by do tej pracy dotrzeć. Autorka pracy przebywa zaś tymczasem, jak pisałam, zagranicą.

Dociera jednak do jej pracy czeski literaturoznawca Josef Štochl, który przygotowuje książkę Svět díla Jiřího Ortena - pisze artykuł o swoim odkryciu w czeskim periodyku: Akord 28, 2010, nr 9, s. 483–493, echa tej publikacji pojawiają się również w Internecie. Sytuacja robi się nieprzyjemna, czeskie uczelnie dziękują M.B. za współpracę, bo trochę jednak wstyd, że za niepublikowaną wcześniej cudzą pracę magisterską można dostać habilitację.

Tym niemniej nie ma to wpływu na otrzymanie przez naukowca M. B. tytułu profesora i stanowiska profesora zwyczajnego w Polsce. Pan M. B. w ogóle dużo publikuje, są to jednak artykuły drobniejsze, pewne tematy w nich się stale przewijają i powtarzają.

Największe powodzenie ma M. B. jako recenzent rozpraw doktorskich, uchodzi bowiem za „dobrego recenzenta”, można na nim polegać, nie rozczaruje promotora ani autora rozprawy. Jest ulubionym recenzentem na Uniwersytecie Wrocławskim, ocenia tutaj rozprawy polonistyczne (tu zresztą studiował, wiele osób zna go prywatnie). Rada Instytutu Filologii Polskiej UWr. nie zwraca się natomiast wcale o recenzowanie do bohemisty, polonisty i słowacysty prof. Jaroslava Lipowskiego, choć ten karierę naukową ma czystą jak łza (może przeszkadza to, że jest "uczonym z Zaolzia"? - tak brzmiała jedna z rzekomych inwektyw w usuniętych już komentarzach do tego właśnie blogu, cudzysłów oryginalny)  Zwracają się do niego jednak inne ośrodki, np. warszawski.

Już dawno wiem o „ścisłych pokrewieństwach” między nieopublikowaną pracą magisterską Ireny Krasnickiej. a książką M.B. (przyjętą za habilitację), w której nazwisko pani I.K. w ogóle nie występuje. W roku 2011 zgłaszałam to na Radzie Instytutu Filologii Słowiańskiej UWr. (zapewne ani słówka nie ma w protokole z tej Rady), ale dotąd o tym na blogu nie pisałam. Może szkoda.

Skłaniają mnie jednak do napisania o tym wspomnienia Annie Zurze, doktorantce M. B., sekretarzującej "Bohemistyce" , bo na Uniwersytecie Wrocławskim zachowała się wobec mnie bardzo nieuczciwie. Najpierw długo prosiła o polecenie jej do pracy na slawistyce UWr. (współpracowałyśmy w Nysie), przymilała się wręcz, a potem – zwietrzywszy okazję - zgodziła się na poniżającą rolę narzędzia manifestacji wrogości do mnie ze strony wrocławskich rusycystów, którzy w ten sposób  "powitali" moje osiągnięcia z przełomu lat 2010/2011. . Ba, pani Zura namawiała do usunięcia mnie, z pomocą zresztą swojej koleżanki ze studiów, Katarzyny Chrobak, za którą kiedyś napisałam artykuł opublikowany pod jej nazwiskiem w „Bohemistyce” i którą zaprotegowałam na UWr. wbrew stanowisku jej krakowskiego promotora. Wiele razy zresztą panią Chrobak musiałam uczyć, i to nie tylko w zakresie pisania naukowego, ale również dydaktyki

Skłania mnie do tego również pamięć o Josefie Štochlu (1966-2014), uczniu wielu wybitnych czeskich naukowców (m.in. Miroslava Červenki), o literaturoznawcy specjalizującym się w wersologii, o którym pochlebnie wyrażał się sam Petr Sgall.  

Zacytuję fragment charakterystyki jego różnych zasług: „Roku 2009 J. Štochl na základě studia archivních pramenů odhalil plagiát univ. prof. M. Balowského (publikováno v Akordu 28, 2010, č. 9, s. 483–493), jenž poté opustil své univerzitní působiště.”

Profesor M. B. pracuje jednak obecnie na dwóch uczelniach w Polsce (w tym jest bardzo prestiżowy ośrodek), na obu pełniąc funkcje kierownicze, a ponadto wykłada na Uniwersytecie w Wilnie

 

 

 

7.png4.png1.png6.png3.png6.png