11 09.2013 00:35

Kierownictwa bohemistyki wrocławskiej pozbawiono mnie w kwietniu 2011, stawiając mi jeden jedyny zarzut: że mój mąż (w stopniu naukowym równym memu stopniowi) jest moim podwładnym. Była to skandaliczna sprzeczność, bo kilka miesięcy wcześniej panią dr K.. przeniesiono do zakładu, którym kieruje jej mąż (i to wbrew woli kierowniczki zakładu, w którym przedtem pracowała). Czyli postąpiono dokładnie na odwrót.

Bohemistyką wrocławską kierowałam od samego początku: w latach 1990-1998 byłam kierownikiem Studium Języka i Kultiry Czeskiej, a potem zostałam kierownikiem Zakładu Bohemistyki w Instytucie Filologii Słowiańskiej UWr. W styczniu 2011 wystąpiłam w obronie tej bohemistyki (patrz: wpis z marca 2013), za co pozbawiono mnie jej kierownictwa. Był to oczywiście powód nieoficjalny, skryty, bo oficjalnym zarzutem było to, co napisałam wyżej. Przypuszczam, że były też inne powody nieoficjalne, ale nie chcę się tu powtarzać. Kto ciekaw, znajdzie je w poprzednich wpisach na tym blogu.

Dodam, że te "nieoficjalne powody" w normalnych, uczciwych warunkach pracy naukowej i dydaktycznej, wiodącej do rozwoju tej dziedziny wiedzy i optymalnego kształcenia studentów, byłyby właśnie moim plusem.

Kiedy w liście do kolegów wskazałam na absurd oficjalnego powodu pozbawienia mnie kierownictwa bohemistyki wrocławskiej w świetle faktu, że małżeństwo K.- K. zostało niedawno połączone w tym samym zakładzie, którym kieruje jedno z nich, dostałam dwa nie podpisane e-maile o treści:

1)  Маразм крепчал, деревья гнулись...

Искренне - т. К (вольный сын эфира)

2)  По-русски это называется бред сивой кобылы.

Ваш т. К

Z adresu nadawcy pierwszego z nich (jako nadawca drugiego podany był "tow. K") dowiedziałam się, że ich autorem jest pan Krzysztof Kusal, kierownik zakładu, do którego przed niespełna pół rokiem włączono jego żonę. Ani przedtem, ani potem NIGDY z nim nie korespondowałam, próżne zatem jego tłumaczenia, że te liściki miały charakter "prywatny".

----------

"Tow. K."? Może towarzysz K.K.? "Towarzysz Kodeks Karny" jako ostrzeżenie przed czymś złym, sygnał zbliżającego się niebezpieczeństwa? Skojarzenie wzięłam stąd, że w książce Jerzego Pilcha "Miasto utrapienia" doktor Swobodiczka używa takiej frazeologii w stosunku do trapiących ludzi chorób: "towarzyszka cukrzyca", "towarzyszka miażdżyca" i inne "towarzyszki" ... potem nawet "towarzyszka śmierć".

Nazwisko, które pisarz nadał tej postaci literackiej, jest  dla tych rozważań nieistotne, ale dobrze pasuje do tematyki blogu.

 

http://www.tarajlo-lipowska.cba.pl/

 

6.png1.png2.png9.png0.png6.png