Zgodnie z zapowiedzią wyrażoną w trzecim felietonie niniejszym następuje ciąg dalszy opowieści dziwnej treści. Na scenie nadal Komisja Habilitacyjna, a na tapecie protokół z posiedzenia tejże Komisji. Jedno i drugie jednakże pod lupą, ku uciesze tych, którym na sercu leży przestrzeganie prawa, zasad i dobrych obyczajów w nauce, i ku niezadowoleniu, jak można przypuszczać tych, którzy czują odmiennie. Tych drugich niestety nie brakuje w środowisku naukowym, a już z pewnością, jak można założyć, właśnie tacy, co im obce zasady i prawo, wzięli udział w omawianym postępowaniu habilitacyjnym.

Mając dogłębną wiedzę na temat wszelkich nieprawidłowości pracy Komisji Habilitacyjnej można by odnieść wrażenie, że jej członkowie wzięli udział nie tylko w postępowaniu habilitacyjnym, ale w jakimś niemoralnym i nieetycznym konkursie pt.: „Złe praktyki w postępowaniach habilitacyjnych”. Trudno uznać bowiem, że splot nieetycznych działań, naruszających prawo i dobre obyczaje w nauce, to przeoczenie, czy przypadek. Oczywiście szczególnym wyrazem zaangażowania w tenże „konkurs” są z pewnością przekłamania dotyczące dorobku habilitanta, jakich dopuścili się niektórzy członkowie Komisji, a przede wszystkim dwie szanowne recenzentki, które udział w konkursie rozpoczęły już na etapie pisania recenzji. Te wspomniane recenzje zawierają szereg nieprawdziwych informacji, a także jak wynika z ekspertyzy prawniczej, naruszają swoją treścią dobra osobiste habilitanta, ale o tym w odrębnych felietonach, bo to temat rzeka.

Z pewnością jednak praca rzeczonej Komisji Habilitacyjnej to dowód na łamanie etycznych standardów naukowych i dobrych obyczajów w nauce w wielu wymiarach. I trudno się dziwić, że  budzi to jednocześnie ogromną niezgodę i bunt nie tylko w osobie uwalanego habilitanta, ale i wielu innych osobach, które  mają wiedzę na temat poczynań Komisji i cechują się z pewnością odmienną postawą niż uczestnicy wspomnianego nieetycznego konkursu. Warte uwagi jest choćby stwierdzenie prokurator, która po zapoznaniu się z dokumentacją postępowania habilitacyjnego, a szczególnie efektami pracy członków Komisji Habilitacyjnej, nie tylko podjęła decyzję o przyłączeniu się do postępowania, ale nazwała ten stan rzeczy „metodologią zła”. Co więcej, zaryzykowała konstatację, iż działania Komisji, a szczególnie tych dwóch zaangażowanych niebywale w proces uwalania recenzentek, zmierzały nie tylko do odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego, ale do zniszczenia wizerunku habilitanta w środowisku naukowym i do zdyskredytowania jego osoby. I trudno się z tym nie zgodzić! Szczególnie jeśli połączy się ze sobą w całość różne działania na różnych etapach postępowania habilitacyjnego i kaliber tychże nieetycznych działań.

Być może właśnie taką karę płaci się za nieposłuszeństwo i brak pokory wobec tych, którzy nazywają się bogami, i którzy na ogół posłuszeństwa i pokory oczekują! A już z pewnością nie do przyjęcia jest przez nich, jak to wynika z doświadczeń wszelakich,  jawna dezaprobata ich działań poprzez obronę swoich praw i dobrego imienia. Tak przynajmniej próbowano tłumaczyć uwalanemu habilitantowi nietyczne i niezgodne z prawem poczynania członków Komisji Habilitacyjnej, i innych osób zaangażowanych w postępowanie habilitacyjne. I może faktycznie tak jest, bo się o tym tu i ówdzie mówi, ale to nie oznacza, że trzeba się na to zgadzać! Nie, nie można przyzwalać na takie działa!  Każdy człowiek, obywatel, a zatem i habilitant ma prawo do obrony swoich praw, godności, szacunku i to bez względu na to z kim ma do czynienia i w jakich okolicznościach  – chciałoby się rzec emocjonalnym tonem! I słusznie, ale jak widać nie  zawsze w realiach uniwersyteckich jest to możliwe, czego dowodzi nie tylko historia habilitanta, ale kilkudziesięciu innych osób, które zechciały się podzielić swoimi doświadczeniami. 

W przedmiotowej sprawie jednak,  o tym  jak daleko mogą się posunąć ci, których uznajemy na ogół za prawych i moralnych, świadczą nie tylko przykłady kłamstw zawartych w recenzjach, protokole z posiedzenia Komisji Habilitacyjnej, ale także próby zastraszania, jakich doświadczył habilitant. Począwszy od szantażu kierowanego ze strony sekretarza, że jeśli habilitant się nie wycofa ze swoimi działaniami i nie uspokoi swojego prawnika (sic!), to odbiorą mu stypendium dla wybitnych młodych naukowców (sic!), po próbę zastraszenia znanym z tropienia patologii w nauce pewnym panem dziennikarzem, który to „za karę” miał zdyskredytować habilitanta w czasopiśmie, do którego w owych sprawach pisuje (sic!), aż po hejt w Internecie na poczytnym blogu dotyczącym habilitacji, prowadzonym przez….naukowca z kręgu osób bliskich niektórym członkom Komisji (sic!). To jednak nie wszystko!

Było tego sporo, i to z różnych stron, o czym niebawem! Pomijam świadomie w tym momencie traumatyczne doznania podczas posiedzenia Komisji Habilitacyjnej, jakich doświadczył habilitant, ale zapewniam, że przypominają metody stosowane w zupełnie odmiennym systemie… i w zupełnie innych okolicznościach! Dość wspomnieć tylko, że trudno uznać za przejaw etyki i przestrzegania dobrych obyczajów w nauce podanie do picia habilitantowi, podczas udziału w posiedzeniu Komisji Habilitacyjnej, wrzątku, gdy ten poprosił o wodę (sic!), czy też przerywanie wypowiedzi, wypraszanie z sali przed zadawaniem pytań itp. A jednak to miało miejsce! (sic!).

A jeśli dołożyć do tego okoliczności, o których mowa w poprzednich felietonach, to nie sposób odmówić racji prokurator nazywającej te nieetyczne działania „metodologią zła”. Żal również nie poczynić refleksji o tym, jak bardzo trzeba być amoralnym, żeby tak kłamać, fałszować rzeczywistość, zniesławiać kogoś,  dyskredytować w oczach innych osób, narażać habilitanta na utratę zaufania do wykonywanych zawodów, i jak bardzo trzeba czuć się bezkarnym, aby takich działań się dopuścić. Dość wspomnieć także, jaki trzeba mieć szacunek i stosunek do swoich kolegów i koleżanek po fachu, zasiadających choćby w Radzie Wydziału, żeby przedstawić tym, którzy podejmują ostatecznie decyzję w sprawie nadania stopnia doktora habilitowanego, tak zafałszowaną rzeczywistość?!

Odrębnej refleksji wymaga z kolei brak reakcji i milczenia tych członków Komisji Habilitacyjnej, którzy słuchali tego, o czym mowa powyżej. Czyżby nad wyraz wzięli sobie do serca  powiedzenie, że „milczenie jest złotem” i postanowili nie reagować na nieprawdziwe i deprecjonujące stwierdzenia dotyczące dorobku habilitanta? A może obawiali się narazić tym, którzy szczególnie przyłożyli się do nieetycznego i niezgodnego z prawem zadania?  W końcu przeciwstawienie się przewodniczącemu Komisji, stałemu bywalcowi tego typu spotkań, członkowi wielu zacnych instytucji, z CK na czele, to niesamowite wyzwanie! A już z pewnością wymaga męstwa i odwagi! A co dopiero narazić się i zaprzeczyć nieprawdziwym treściom wypływającym z ust świeżo upieczonej pani doktor habilitowanej, ale jakże prominentnej w pewnych kręgach i o jakim niepojętym potencjale, rozwiniętych sieciach społecznych i aspiracjach, co to „doskonałość” za cel sobie obrała! Takie czy inne spekulacje można by mnożyć, ale w kontekście negatywnych konsekwencji tychże nieetycznych i niezgodnych z prawem działań, jakich doświadczył habilitant, motywy autorów tych poczynań mają drugorzędne znaczenie.  Zatem wracając do istoty rzeczy…

Analiza rozbieżności treści protokołu z posiedzenia  Komisji w sprawie uwalanego habilitanta ze stanem faktycznym, tj. jego dorobkiem przedłożonym do oceny, wskazuje bezsprzecznie, iż jej członkowie nie tylko czuli się bezkarni, ale zbyt bardzo wzięli sobie do serca użyteczne we współczesnym świecie i niezwykle cenione wartości, tj. skuteczność, determinację, kreatywność! Czyżby wszystko po to, aby skutecznie uwalić habilitanta? Bo czemuż innemu miałyby służyć opisywane nieetyczne działania, których szczególnym przejawem jest treść protokołu z posiedzenia Komisji Habilitacyjnej stanowiącym załącznik do sporządzonej uchwały. I tak dla przykładu niechlubnych poczynań Komisji wskazać należy kolejne następujące treści: 

PO PIERWSZE, recenzentka stwierdza, „inne kwestie dotyczą cytowania literatury klasycznej, a nie współczesnej”, tymczasem wśród cytowanych publikacji habilitant wielokrotnie  odwołuje się do literatury współczesnej z zakresu przedmiotu badań. W dorobku przedłożonym do oceny habilitant powołuje się na blisko 100 pozycji wydanych po 2010 roku, czego potwierdzenie można znaleźć w wykazie bibliografii zamieszczonym na  końcu każdego tekstu.

PO DRUGIE, recenzentka stwierdza, „analizy są bardzo banalne, nierzadko na poziomie pracy magisterskiej”, tymczasem habilitant w ramach statystycznej analizy pozyskanych danych wykorzystał liczne narzędzia, które można zakwalifikować do dwóch grup: narzędzi prostych (wskaźniki struktury, miary zależności, test niezależności c2, testy istotności współczynników korelacji) oraz narzędzi zaawansowanych (np. analiza skupień, analiza wariancji, modele regresji, konstrukcja własnych indeksów), por. ( Nawojczyk M., 2002   Rószkiewicz 2011, Bedyńska S., Cypryańska M., 2013). Wśród zastosowanych przez habilitanta narzędzi, tych banalnych, co to w każdym artykule naukowym, szczególnie w naukach społecznych, znaleźć można, wymienić należy te poniższe, które w opinii statystycznej, przygotowanej na wniosek habilitanta, zostały skalsyfikowane wg stopnia zaawansowania, [1]:

(1) Wskaźniki struktury. Są one najpopularniejszym narzędziem wykorzystywanym do analizy struktury badanych zjawisk umożliwiającym dokładne poznanie badanej zbiorowości statystycznej (niemalże obligatoryjnie wykorzystywane w badaniach społecznych).
(2) Indeksy – wskaźniki syntetyczne, których konstrukcja jest procesem wymagającym i złożonym (por. Nowak 2007, s. 177-189).
(3) Statystyki i testy do pomiaru zależności cech:
(a) dla cech mierzonych na skalach słabych wykorzystano współczynnik asocjacji V-Cramera oraz test niezależności
c2;
(b) dla cech mierzonych na skali porządkowej wykorzystano: współczynnik tau-c Kendalla, współczynnik korelacji rang Spearmana i test jego istotności;
(c) dla cech mierzonych na skalach silnych wykorzystano współczynnik korelacji liniowej Pearsona i test jego istotności.
(4) Analiza skupień.
W części badania dotyczącej klasyfikacji obiektów wykorzystano procedurę dwustopniowego grupowania (por. Rószkiewicz 2011, s. 81-86). W jednym z prezentowanych badań dokonano grupowania respondentów ze względu na postawy przedsiębiorcze. W wyniku klasyfikacji otrzymano dwie grupy. Jakość grupowania została oceniona przy wykorzystaniu w
skaźnika Rousseeuwa (tzw. silhouette index, por. Kaufman i Rousseeuw 1990).
(5) Jednoczynnikowa analiza wariancji.
Jednoczynnikowa analiza wariancji pozwala na ocenę wpływu jednego czynnika międzygrupowego na zmienną ustaloną jako zależna (innymi słowy pozwala na sprawdzenie czy różnice wartości średnich zmiennych w poszczególnych podpróbach mogą wynikać ze zróżnicowanie warunków). Metoda ta została szczegółowo opisana m.in. w opracowaniach: King i Minium (2009), Bedyńska i Cypryańska (2013).
(6) Wieloczynnikowa analiza wariancji.
Wieloczynnikowa analiza wariancji pozwala na ocenę
wpływ kliku czynników (warunków) międzygrupowych na zmienną zależną. W prezentowanych analizach wykorzystano dwuczynnikową wersję analizy wariancji. (Opis metody przedstawiono m.in. w pracach: King i Minium 2009, Bedyńska i Cypryańska 2013).
(7) Analizę wariancji uzupełnia się o tzw. testy post hoc. W prezentowanych badaniach wykorzystano test Bonferroniego. Test ten zaliczany jest do grupy tzw. testów konserwatywnych. Ze względu na słabą moc nie jest uważany za najlepszy test post hoc. Jednakże w przypadku dużych prób jego wyniki można uznać za zadowalające ponieważ wraz ze wzrostem liczebności próby wrasta moc testu (por. np. Ruta 2012).
(8) Testy statystyczne pozwalające na porównanie zbiorowości statystycznych: t-Studenta, U-Manna-Whitneya, Kruskala-Wallisa. Testy te pozwalają sprawdzić różnice między analizowanymi próbami w kontekście ich miar tendencji centralnej. (por. np. Aczel i Sounderpandian 2008, King i Minium 2009).
(9) Modele regresji liniowej.

Recenzentka wprawdzie nie wyjaśnia skąd teza, że zastosowane analizy są właściwe poziomem pracy magisterskiej, ale z pewnością swoją wypowiedzią uzyskała zamierzony efekt. Zupełnie jednak umknął jej widać fakt, że podziału na proste i zaawansowane analizy dokonać można w  oparciu o literaturę przedmiotu, co m.in. uczyniła autorka przywoływanej opinii statystycznej, ale po co miałaby to robić?

PO TRZECIE, członek Komisji stwierdza,  „w dorobku kandydata nie ma publikacji naukowych w czasopismach znajdujących się w bazie Journal Citation Reports (JCR) lub na liście European Reference Index for the Humanities (ERIH)”,  tymczasem w swoim dorobku habilitant posiada 4 publikacje w polskim czasopiśmie znajdującym się na liście ERIH PLUS, nowej bazie ERIH, która została uaktualniona o czasopisma społeczne. Ponadto jeden z artykułów opublikowany został w czasopiśmie  indeksowanym w bazie CEJSH.

PO CZWARTE, recenzentka stwierdza, „Kiedy zaczęłam się przyglądać dorobkowi dokładniej to zobaczyłam, że zarówno wśród pięciu tekstów poza „osiągnięciem”, jak i wśród tych, które przedstawiła jako osiągnięcie są takie teksty, które były publikowane wcześniej po polsku (..)”. Tymczasem wśród 6 artykułów składających się  na osiągnięcie, 3 wydane zostały w języku angielskim i żaden z nich nie ukazał się wcześniej w języku polskim.

PO PIĄTE, recenzentka stwierdza,  „Jednak szczególnie mnie zbulwersowała słabość metodologiczna” - tymczasem wskazać należy iż:  (1) wszystkie publikacje zgłoszone do cyklu zostały pozytywnie zrecenzowane  przez recenzentów wydawniczych, również w aspekcie metodologicznym, (2) teksty opublikowane w czasopismach poddane zostały także ocenie przez  redaktora statystycznego, i co istotne, oceny te były pozytywne w każdym  przypadku, (3) prawidłowość w zakresie zastosowanych przez habilitanta metod potwierdza opinia statystyczna przygotowana przez  panią doktor  z Katedry Ekonometrii i Statystyki jednej z wiodących polskich uczelni, pełniącą funkcję redaktora statystycznego.  Z opinii tej wynika, że „Dobór narzędzi analitycznych jest jak najbardziej poprawny a uzyskane wyniki zinterpretowano prawidłowo. Zaproponowane narzędzia były wystarczające do realizacji celu badania. (…) Z przedstawionej dokumentacji wynika, że praca ta została przeprowadzona w sposób rzetelny, zgodnie z metodyką prowadzenia tego typu badań (por. m.in. Babbie 2009, Rószkiewicz i in. 2013)”.

PO SZÓSTE, recenzentka stwierdza, „wbrew temu, co habilitant podaje w autoreferacie, badania nie sią pionierskie, istnieje bardzo szeroka literatura zarówno w j. polskim, jak i angielskim poświęcona tej problematyce, i nie jest ona tu cytowana”, tymczasem habilitant w autoreferacie nie użył słów pionierskie, a jedynie wskazał na innowacyjny charakter swoich ustaleń. Ponadto recenzentka nie precyzuje, jaką problematykę ma na myśli, a wydaje się mylić przedmiot  recenzowanego dzieła. Na kolejnej stronie protokołu stwierdza bowiem, że głównym zainteresowaniem habilitanta jest kapitał społeczny, co jest niezgodne z faktami.

Należy także zaznaczyć, iż skrupulatność, wnikliwość, a także uzasadnienie formułowanych opinii, a zatem wymogi, które stawia się recenzentom w zakresie dokonywanych ocen dorobku naukowego nakazywałby oczekiwać, iż  stawiając tak mocną tezę co do istniejącej obszernej literatury w j. polskim i angielskim, której habilitant zdaniem  recenzenta, nie uwzględnił, wskaże ona przynajmniej kilka pozycji bibliograficznych dla uzasadnienia swojej opinii. Tak się jednak nie stało.

PO SIÓDME,  recenzentka stwierdza,  że warto tylko dopytać, o to czy habilitant „wykorzystał ten sam materiał empiryczny w habilitacji, co w doktoracie”. Sformułowanie to jednoznacznie sugeruje, iż w habilitacji habilitant wykorzystał jedynie materiał z doktoratu, i w zupełności pomija fakt innych badań zrealizowanych na potrzeby pracy habilitacyjnej, których to pominięcie przez recenzentkę miało służyć zapewne potwierdzeniu narracji o powieleniu doktoratu, która stała się podstawą negatywnej opinii Komisji Habilitacyjnej.

Z pewnością jednak insynuowanie potencjalnym odbiorcom treści protokołu, że habilitant dokonał powielenia badań doktoratu i jednocześnie POMINIĘCIE AŻ 8 BADAŃ EMPIRYCZNYCH BĘDĄCYCH PODSTAWĄ HABILITACJI (sic!), miało wpływ na ostateczną konkluzję nie tylko Komisji, ale także członków Rady Wydziału nadających stopień doktora habilitowanego. TRUDNO UZNAĆ, IŻ PODANIE TEJ NIEPRAWDZIWEJ INFORMACJI BYŁO PRZYPADKIEM, gdyż recenzentka dysponowała wiedzą na temat badań empirycznych składających się na habilitację, które dokładnie zostały scharakteryzowane przez habilitanta w materiałach przekazanych recenzentce (autoreferat, wykaz osiągnięć, publikacje), jak i wszystkim pozostałym członkom Komisji. 

PO ÓSME, przewodniczący stwierdza, że habilitant „nie zdefiniował również wkładu w reprezentowaną dyscyplinę”, tymczasem wkład w rozwój socjologii habilitant definiuje  zarówno w autoreferacie, jak i w dokumencie przesłanym drogą mailową sekretarz z prośbą o przekazanie do wszystkich członków Komisji Habilitacyjnej, za zgodą przewodniczącego. Dość wspomnieć przy okazji,  iż dokument ten nie został dołączony do akt sprawy.

PO DZIEWIĄTE, recenzentka stwierdza „mamy też teksty, które są raportami z badań”, tymczasem wszystkie teksty są artykułami naukowymi, przygotowanymi zgodnie z wytycznymi Ministerstwa w tym zakresie. Jak wynika z Komunikatu MNiSW z dnia 02.06.2015 r. w sprawie kryteriów i trybu oceny czasopism przez artykuł naukowych  należy rozumieć artykuł prezentujący wyniki oryginalnych badań o charakterze empirycznym, teoretycznym, technicznym, analitycznym zawierający tytuł publikacji, nazwisko i imiona autorów wraz z afiliacją i przedstawiający obecny stan wiedzy, metodykę badań, przebieg procesu badawczego, jego wyniki oraz wnioski, z przytoczeniem cytowanej literatury (bibliografię). Do artykułów naukowych zalicza się także opublikowane w czasopismach naukowych opracowania o charakterze monograficznym, polemicznym lub przeglądowym jak również głosy lub komentarze prawnicze [2]. Zgłoszone do cyklu artykuły zawierają wszystkie aspekty artykułu naukowego.

PO DZIESIĄTE, recenzentka stwierdza „na poziomie osoby aspirującej do bycia samodzielnym pracownikiem naukowym i do pracy z doktorantami nie zauważa różnicy między współwystępowaniem zjawisk i zależnością kierunkową – to jest taki fundamentalny problem, że taką osobę dyskwalifikuje jako naukowca. (…) Nie wie co to są indeksy, w jej pracach są tworzone w sposób  nieuzasadniony empirycznie i teoretycznie, nie wie co one mierzą, nie potrafi uzasadniać doboru zmiennych i wskaźników”. Tymczasem: (1) Sugestie recenzentki dotyczące pracy z doktorantami wydają się przedwczesne, szczególnie biorąc pod uwagę pozytywny wynik przewodu doktorskiego, w którym habilitant pełnił funkcję promotora pomocniczego, jak również pozytywną opinię w zakresie powierzonej mu roli wyrażoną przez  promotora pracy doktorskiej, w której czytamy m.in. „Pragnę wyrazić słowa uznania dla  zaangażowania przy realizacji pracy doktorskiej (…) P. uwagi merytoryczne i edycyjne wiele wniosły do ostatecznego kształtu pracy, co zostało docenione w bardzo pozytywnych recenzjach rozprawy”. A zatem nie tylko samo powołanie habilitanta do pełnienia tej funkcji, ale i pozytywny wynik rozprawy stanowią faktyczną kontrę do tezy recenzentki; (2) Habilitant zauważa różnicę między współwystępowaniem zjawisk i zależnością kierunkową i dał temu wyraz zarówno w autoreferacie, referując uzyskane wyniki oraz w publikacjach zgłoszonych do cyklu, mając zarazem świadomość, iż „do określenia zależności przyczynowo-skutkowej niezbędna jest wiedza spoza statystyki, merytoryczna wiedza badacza”[3], (3) Habilitant tworzył indeksy w sposób  uzasadniony empirycznie i teoretycznie, zgodnie z literaturą przedmiotu[4], a także z założeniem, na które wskazuje prof. Kukuła, tj. że w przypadku doboru zmiennych badacz kieruje się także kryterium merytorycznym, które „obejmuje przesłanki przesądzające o ważności wybranej zmiennej. Dokonany wybór w oparciu o to kryterium ma charakter bardziej subiektywny tj. zależny od opinii prowadzącego badania."[5] Należałoby oczekiwać, aby i recenzentka miała świadomość i wiedzę, o której mowa powyżej. A jeśli ją ma to, to żal że z niej nie skorzystała. A może nie za bardzo miała pojęcie o czym mówi i puściła wodzę fantazji zgodnie z oczekiwanym rezultatem, tj. uwaleniem habilitanta skutecznie i na dobre. Szczególnie, że ma dość ciekawe poglądy w zakresie recenzowania prac, niezwykle interesujące jak na recenzenta, które w przypływie szczerości postanowiła wyrazić w  pewnym piśmie. Czytamy tam…, (warto wziąć głęboki wdech), „NIE JEST ROLĄ RECENZENTA SCZYTYWANIE TEKSTÓW PRZEDSTAWIONYCH DO RECENZJI, A JEDYNIE USTALENIE STOPNIA ICH ORYGINALNOŚCI”.  I pomyśleć, że szanowna pani recenzentka swoją recenzją zainspirowała innych członków Komisji do takich, a nie innych przekonań co do dorobku habilitanta i jego oceny, co wynika wprost z protokołu! Lekko to przerażające, choć patrząc pro publico bono, to nie tak bardzo, jak fakt, że recenzentka przyznała, że jest autorką kilkuset recenzji. Biedni autorzy tekstów, którzy trafili pod jej recenzenckie skrzydła. Swoją drogą pewnie nadal trafiają, bo z racji pełnionej aktualnie funkcji pani recenzentka zajmuje się recenzowaniem z urzędu. Zapewne bardzo sprawnie jej to idzie, skoro nie czyta prac, tylko ustala ich oryginalność. Można jedynie życzyć tym, którzy spotkają się z nią na recenzenckiej drodze, żeby to spotkanie nie było tak dotkliwe, jak w przypadku habilitanta. Z analizy protokołu wynika, że recenzentka z niezwykłym zaangażowaniem wykonuje swoją pracę, bo w porównaniu do innych członków Komisji wykazała się sporą aktywnością słowną. Dlatego też większość przywoływanych treści z protokołu, niezgodnych z rzeczywistością,  jest jej autorstwa!  I dlatego też habilitant miał nie lada wyzwanie!

Z racji ilości przekłamań dotyczących dorobku i nieetycznych wypowiedzi aktywnej recenzentki oraz pozostałych członków Komisji habilitant poświęcił wiele, wiele godzin na odczarowanie zakłamanej rzeczywistości.  Niestety trochę po czasie, ale zawsze! Jak już wiadomo, z  wcześniejszych felietonów, protokół z posiedzenia Komisji Habilitacyjnej skrzętnie przed nim ukryto i udostępniono dopiero po posiedzeniu Rady Wydziału, a zatem pozbawiono go możliwości wcześniejszej reakcji i uświadomienia członków Rady Wydziału, jak dalece treść protokołu odbiega od stanu faktycznego. I to zarówno w zakresie  zgłoszonego do oceny dorobku, jak i wypowiedzi habilitanta biorącego udział w posiedzeniu Komisji Habilitacyjnej. Wiadomo jednak, dlaczego mimo wcześniejszych zapowiedzi pani sekretarz, nie otrzymał do autoryzacji swoich wypowiedzi, w przeciwieństwie do pozostałych uczestników posiedzenia, i dlaczego nie otrzymał do podpisu dokumentu - mimo iż takie prawa przysługują mu z racji odpowiednio stosowanego KPA. Ale kto by się tym przejmował! Jak widać z pewnością nie członkowie Komisji Habilitacyjnej, ani nie sekretarz, ani nawet nie prodziekan czy dziekan Wydziału, którzy również mają swoje za uszami w tej materii. Bo przecież ktoś musiał wydać decyzję miłej pani z dziekanatu, że ma przesłać protokół już po posiedzeniu Rady Wydziału, co zresztą uczyniła. Mimo iż Uczelnia była w posiadaniu protokołu i uchwały Komisji znacznie wcześniej, co wynika z daty i godziny zeskanowania dokumentu, która widnieje w mailu na załączniku, tj. 2017-03-10 – 07-54. A zatem powstaje kolejne kluczowe pytanie. Skoro dokument został zeskanowany 10 marca 2017 o 7.54, to kto nie wyraził zgody na udostępnienie go habilitantowi, mimo iż jego pełnomocnik wystąpił także o skan dokumentu tego dnia,  po tym, jak na 7 minut przed zamknięciem dziekanatu w piątek (o 15.23!) przed poniedziałkową Radą (13 marca) poinformowano go o dostępności protokołu? Czy był to dziekan, prodziekan, a może ktoś inny? Jest to o tyle interesujące, że jak wynika z informacji od członków Rady Wydziału  protokół został im przesłany przed Radą Wydziału, niektórym osobom 9 marca, a niektórym 10 marca. Widać habilitant niegodzien! Mimo iż uprawniony do zapoznania się z ww. dokumentem! Niestety to nie miało znaczenia, jak i inne przepisy i regulacje prawne. Liczył się cel, o którym mowa w tytule felietonu: uwalić habilitanta za wszelką cenę… Mówiąc słowami piosenki.. Show must go on…

Warto na koniec poczynić jeszcze niewinną uwagę… Zgodnie z art. 18a ust. 11 Ustawy Komisja habilitacyjna w terminie 21 dni od dnia otrzymania recenzji przedkłada radzie jednostki organizacyjnej uchwałę zawierającą opinię w sprawie nadania lub odmowy nadania stopnia doktora habilitowanego, o której mowa w ust. 8, wraz z uzasadnieniem i pełną dokumentacją postępowania habilitacyjnego, w tym recenzjami osiągnięć naukowych. Na podstawie tej opinii rada jednostki organizacyjnej, w terminie miesiąca, podejmuje uchwałę o nadaniu lub odmowie. Oznacza to zatem, że w przedmiotowej sprawie ww. dokumenty: uchwała Komisji i jej uzasadnienie, czyli protokół powinny zostać przedłożone Radzie i złożone do akt najpóźniej 30 stycznia 2017 r. (sic!) A zatem wszystko wskazuje na to, że dokumenty były poza aktami aż 41 dni (sic!), licząc do daty widniejącej na zeskanowanym pliku. Choć wspomnieć wypada, że skowronki ćwierkają, że dotarł na Wydział dopiero 9 marca, ponieważ trzeba było raz jeszcze zbierać podpisy, bo coś się zmieniło, coś było nie tak… A jeśli faktycznie dać im wiarę, to rodzi się wątpliwość, z jakiego powodu prodziekan podpisał odbiór dzieła w postaci opinii i jej załącznika, tj. protokołu i wypłacił wynagrodzenie członkom Komisji, w tym sekretarzowi do dnia 14 lutego 2017 roku (sic!)[9].

Komentarz prawny

Kwestia sporządzania protokołu z posiedzenia Komisji Habilitacyjnej nie jest normowana w przepisach Ustawy o stopniach naukowych ani w przepisach wykonawczych do niej wydanych. Konieczne staje się zatem sięgnięcie do przepisów odpowiednio stosowanego, w sprawach nieuregulowanych w ustawie Kodeksu postępowania administracyjnego (oznaczanego dalej skrótem "KPA"), który w art. 68. § 1.  stanowi, iż protokół sporządza się tak, aby z niego wynikało, kto, kiedy, gdzie i jakich czynności dokonał, kto i w jakim charakterze był przy tym obecny, co i w jaki sposób w wyniku tych czynności ustalono i jakie uwagi zgłosiły obecne osoby. § 2. Protokół odczytuje się wszystkim osobom obecnym, biorącym udział w czynności urzędowej, które powinny następnie protokół podpisać. Odmowę lub brak podpisu którejkolwiek osoby należy omówić w protokole. Art. 69. § 1. KPA stanowi z kolei, iż protokół przesłuchania powinien być odczytany i przedstawiony do podpisu osobie zeznającej niezwłocznie po złożeniu zeznania.

Z powyższego może wynikać, iż habilitant biorący udział w posiedzeniu Komisji Habilitacyjnej powinien zostać zapoznany z treścią protokołu, a następnie winien złożyć swój podpis. Szczególnie, iż z zgodnie z wyrokiem Sądu VI SA/Wa 823/08 - Wyrok WSA w Warszawie, Jeżeli sporządzono w sprawie protokół ustaleń między organem i stroną, z którym strony nie zapoznano i nie przedstawiono do podpisu, a następnie, w oparciu o ten protokół, wydano decyzję, to takie działanie organu nie tylko narusza przepis art. 10 kpa, wymagający dopuszczenia strony do udziału w każdym stadium postępowania, przepisy o sporządzaniu protokołów, a w tym art. 68 § 1 i 2 i art. 70 kpa, ale także narusza art. 8 kpa, wymagający od organów administracji publicznej prowadzenia postępowania w sposób pogłębiający zaufanie obywateli do organów Państwa (wyrok NSA W-wa z dnia 29 czerwca 2004 OSK 532/04 LEX nr 158985). Protokół może być dowodem w postępowaniu tylko wówczas, jeżeli jest zgodny z prawem, a więc jeżeli został sporządzony w sposób określony w art. 68 § 2 kpa. Zgodnie z unormowaną w art. 7 zasadą prawdy obiektywnej organy administracji publicznej "podejmują wszelkie kroki niezbędne do dokładnego wyjaśnienia stanu faktycznego oraz załatwienia sprawy". Zgodnie z tą zasadą to organ prowadzący postępowanie ma obowiązek zebrania i rozpatrzenia materiału dowodowego, aby ustalić stan faktyczny sprawy zgodny z rzeczywistością. W szczególności jest obowiązany dokonać wszechstronnej oceny okoliczności konkretnego przypadku na podstawie analizy całego materiału dowodowego, a stanowisko wyrażone w decyzji uzasadnić w sposób wymagany przez przepisy Kodeksu postępowania administracyjnego. Nie może tego obowiązku przerzucać na stronę postępowania administracyjnego wobec której wszczął postępowanie. To na organie administracji publicznej spoczywa obowiązek sporządzania prawidłowego protokołu, spełniającego wymagania formalne i materialne. Podlega on kontroli przez osoby biorące udział w czynności urzędowej. Służy to ochronie strony postępowania przed próbami nierzetelnego zamieszczania w aktach danych niezgodnych z rzeczywistym przebiegiem czynności, czy też z ustaleniami dokonanymi podczas tych czynności. Tę kontrolę strona sprawuje poprzez spełnienie wymogu podpisu.

Z przywołanych aktów prawnych, a także stanowiska Sądu, wynika wprost, że w przedmiotowej sprawie naruszono stosowane regulacje prawne, gdyż odmówiono habilitantowi prawa do autoryzacji swoich wypowiedzi, nie przedstawiono protokołu do podpisu i ukrywano ten dokument aż do momentu rozstrzygnięcia sprawy przez Radę Wydziału[6]. Zważywszy na fakt podnoszonych przez habilitanta zarzutów co do adekwatności treści protokołu do stanu faktycznego powyższe naruszenia prawa wpisują  się w ciąg zdarzeń wskazujących na ewentualne celowe działania nie tylko Członków Komisji Habilitacyjnej. Wskazać bowiem należy, iż trudne do uzasadnienia na gruncie odpowiednio stosowanych przepisów prawa administracyjnego jest stanowisko prezentowane przez  przedstawicieli I i II Organu,  którzy mając wiedzę o zgłoszonych przez habilitanta naruszeniach prawa w zakresie sporządzenia protokołu, nie tylko nie podjęli żadnych działań, ale w pismach adresowanych do habilitanta prezentowali stanowisko przyzwalająca na łamanie prawa. Szczególnym tego przejawem było odmówienie habilitantowi prawa do nagrania z posiedzenia Komisji Habilitacyjnej,  czy też brak woli CK (przynajmniej dotychczas) przeprowadzenia dowodu z nagrania dźwiękowego, mimo iż habilitant o to wnosił w odwołaniu, a także uznanie wszystkich podniesionych zarzutów dotyczących protokołu za bezzasadne w całości (przynajmniej dotychczas). Tym bardziej iż w omawianych powyżej kwestiach z interwencją do Centralnej Komisji wystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich, który podzielił stanowisko habilitanta. 

W wystąpieniu dotyczącym protokołu Rzecznik stwierdził, „Skarżąca powinna mieć możliwość zapoznania się z przygotowanym protokołem, a następnie podpisania go. W ocenie Rzecznika okoliczność ta, a także przedstawione przez …. przykłady nierzetelności protokołu powinny zostać wzięte pod uwagę przez Centralną Komisję i poddane analizie w kontekście możliwości ich znaczenia dla prawidłowości działań komisji habilitacyjnej” – pismo RPO z dnia 11 kwietnia 2018 r.,  ponowione wystąpieniem z dnia 11 lipca 2018 r.

W interwencji dotyczącej nagrania Rzecznik wskazał iż, „Mając na uwadze podstawową wartość dowodową opinii recenzentów, w mojej ocenie, powinni oni zostać zapoznani przed wydaniem opinii z pełną dokumentacją, w tym z przedstawianymi przed komisją habilitacyjną przez …. stanowiskami, które pełne odzwierciedlenie znajdują w nagraniu z posiedzenia. Tymczasem, jak wskazuje …, recenzentom nie umożliwiono wydania opinii w oparciu o kompletne akta sprawy, tj. pominięto nagranie z posiedzenia komisji habilitacyjnej. Jak wskazywałem na to w poprzednim wystąpieniu, w świetle zarzutów …., która podnosi, że protokół z posiedzenia został nierzetelnie sporządzony i nie oddaje rzeczywistego przebiegu posiedzenia, nagranie jest jedynym dowodem pozwalającym na weryfikację tych twierdzeń” – wystąpienia RPO z dnia 24 października 2017 r. ponowione, z racji braku odpowiedzi ze strony CK,  pismem z dnia 30 listopada 2017 r. i z 9 lutego 2018 r.

W odpowiedzi na interwencje Rzecznika w sprawie protokołu Centralna Komisja stwierdziła, co następuje: „Taka jest też od 2011 r. praktyka wszystkich komisji habilitacyjnych w Polsce, że protokół jest podpisywany wyłącznie przez członków komisji” (sic!), co oznacza wprost, iż zakres działań CK w tym aspekcie regulują  nie przepisy prawa, a praktyka i schematy działania. W zakresie przysługującego habilitantowi  prawa autoryzacji wypowiedzi zawartych w protokole, CK również ma swoje racje wyrażone zdaniem,Protokół został podpisany przez wszystkich 7 członków komisji, co jest autoryzacją protokołu”[7]. A zatem są równi i równiejszy wobec prawa.

W odpowiedzi na wystąpienie Rzecznika w sprawie nagrania stanowisko CK również rodzi poważne obawy o respektowanie regulacji prawnych przez Organ odwoławczy. W piśmie czytamy, „Odnosząc się do podstawowej kwestii nagrania z posiedzenia komisji habilitacyjnej z 26 stycznia 2017 r. Centralna Komisja ustaliła, że robocze nagranie z posiedzenia komisji zostało dokonane na prywatnym[8] dyktafonie sekretarz komisji habilitacyjnej i miało służyć wyłącznie jako środek techniczny ułatwiający sporządzenie protokołu. (…) Po sporządzeniu protokołu został przez właścicielkę wykasowany i nie sposób czynić z tego jakiegokolwiek zarzutu”. 

Odrębnie wskazać należy, że odmiennego zdania jest prokuratura, która w związku z powyższym prowadzi postępowanie w sprawie przestępstw stypizowanych w art. 271 i art. 276 Kodeksu Karnego.


[1] Opinia statystyczna w zakresie poprawności wykorzystanych metod statystycznych oraz poziomu zaawansowania zastosowanych narzędzi przez habilitanta przygotowana przez specjalistę z zakresu statystyki na potrzeby odwołania.
[2] http://www.biblioteka.pswbp.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=245; pobrano dn. 16.04.2017 r.
[3] Szymczak W., Podstawy statystyki dla psychologów, Difin, Warszawa, s. 145.
[4] Rószkiewicz M., Perek-Białas J., Węziak-Białowolska D., Zięba-Pietrzak A., 2013, Projektowanie badań społeczno-ekonomicznych. Rekomendacje i praktyka badawcza, PWN, Warszawa; Rószkiewicz M., 2011, Analiza klienta, SPSS Polska, Kraków; Bedyńska S., Cypryańska M. (red.), 2013, Statystyczny Drogowskaz 2. Praktyczne wprowadzenie do analizy wariancji, Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa.
[5] K. Kukuła, (2016), Gospodarka odpadami komunalnymi w Polsce w świetle wielowymiarowej analizy porównawczej, Acta Oeconomia, nr 4, s. 94.
[6] Prawo wglądu do akt wynika z odpowiednio stosowanego art. 73 KPA.
[7] Faktycznie podpisów na protokole jest 6 a nie 7, ponieważ jeden z członków Komisji był nieobecny na posiedzeniu, ale widać ten szczegół umknął, tak jak i stosowanie KPA.
[8] CK umknął fakt, że narracja dotycząca właściciela sprzętu uległa zmianie i w konsekwencji okazało się, że był to jednak służbowy dyktafon, o czym habilitant informował Organ odwoławczy. Powstało również kilka wersji jego nieistnienia: wykasowanie na prośbę członków Komisji, nadpisanie, przypadkowe zniszczenie…
[9] Wynika to z umów udostępnionych habilitantowi

Dodaj komentarz

4.png4.png6.png4.png3.png5.png