03 10.2016 14:36

Kilka dni temu dostałam list:

Szanowna Pani Profesor,

lektura stron internetowych wrocławskiej slawistyki tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego jest bardzo pouczająca. Można się dowiedzieć na przykład tego, że:

  1. mgr inż. K. Bałaban, protegowany swojej cioci, pani A.P. i jej doktorant, prowadzi zajęcia ze studentami I roku w zakresie praktycznej nauki języka rosyjskiego
  2. na bohemistykę przyjęto prawie 50 osób, a tyle się mówi o niżu demograficznym. Kto ich będzie uczył praktycznej nauki języka, z jakich podręczników, czy mają tam jakiegoś Czecha/Czeskę do nauczenia dobrych podstaw ? Nigdy nie myślałem, że na bohemistykę w czasach tzw. niżu przyjmuje się tak liczne grono studentów.

Pozdrawiam

Na ten list odpowiedziałam następująco:

Szanowny Panie,

z Bałabanem to skandal, żaden z niego rusycysta, to ciągnięcie za uszy nieudacznika, sprytne wykorzystanie braku odpowiednich przepisów.

Na bohemistykę przyjmują zazwyczaj na drugi kierunek, studenci innych "podstawowych" dla nich kierunków chcą się tam nauczyć czeskiego za darmo - i tyle. Poza tym łatwo tam dostać papierek (poziom!), i już ma się ukończony drugi kierunek, bo wymagania - żadne.

Pani Bzdurna i jej przyjaciółka biorą sobie lektoraty dla początkujących, bo niby nie musi się umieć języka, że wystarczą podstawy - zupełnie jak z tym Bałabanem.

Nie ma tam lektora, z nieznanych powodów nie chcieli zatrudnić nikogo w tej funkcji, że niby UWr. "nie opłaca się". To są bzdury - w Poznaniu, Opolu, Krakowie, przypuszczam, że też w W-wie są rodowici Czesi odpowiedzialni za nauczanie języka.

Tutaj jest zasada, że wszystkiego może uczyć byle kto. Nie wiem, czemu taka uczelnia jeszcze się trzyma

ZTL

 

Drugiego listu nie będę cytować, ale zacytuję fragment swojej odpowiedzi:

Tym niemniej przez to pozbawienie bohemistyki jakiegokolwiek autorytetu (dojeżdżający raz na dwa tygodnie docenci nimi nie są, tym bardziej że przydarzają im się takie "przygody" jak Gawronowi Przelotnemu) kierunek jest bardzo słaby i skazany na "protekcję" rusycystów (którzy z kolei na tym się nie znają, a nawet ich to nie obchodzi). Podobnie jest z serbistyką (jedyną prawdziwą dr hab. wyszczuli do Poznania).

Jeśli Pan może, to niech Pan studiuje w Czechach albo nauczy się języka na kursach dla obcokrajowców na czeskich uniwersytetach (np. w Brnie), nie jest to drogie, a przy odpowiednim skupieniu można dużo skorzystać. Jeśli Pan chce być tłumaczem, to po osiągnięciu odpowiedniego poziomu znajomości języka najlepiej stażować u tłumacza przysięgłego, a potem dopiero przystąpić do egzaminu, który jest trudny i obciążający. Tym niemniej znamy przykłady, że się komuś udało, że "tędy droga".

 

Wiem, co piszę, bo wciąż zgłaszają się do mnie osoby z brakami wyniesionymi  z tej rzekomej, jakże ubogiej, bohemistyki. Okazuje się na przykład, że pracy magisterskiej na określony temat na bohemistyce wrocławskiej nikt promować nie chce, bo się "nie zna" na literaturze starszej niż współczesna. Dopiero po moich wskazówkach i wypożyczeniu książek studentka (bardzo inteligentna zresztą) skończyła pomyślnie kierunek. Inna pani studiująca bohemistykę nie nauczyła się tam odmieniać czeskich nazw własnych w polskim tekście. W pewnym momencie tego potrzebowała do pracy na innym kierunku. I gdzie trafia? Przez znajomych (którzy nawet nie wiedzą, że ona "studiuje bohemistykę") trafiła do mnie, a ja z życzliwości udzieliłam jej odpowiednich instrukcji.

"A będzie gorzej" (jak mówi tytuł książki Jana Pelca).

Będzie gorzej z przyczyn podanych we wstępnym akapicie i z przyczyn podniesionych przez  autora zacytowanego tu listu.

Za moich bowiem czasów, czyli za czasów, kiedy kierowałam Zakładem Bohemistyki, formalnego lektora co prawda nie było (rusycyści na to nie pozwalali), ale uczyli rodowici Czesi, mgr Alena Zipser i PhDr. Petr Jokeš. Czechem jest też ówczesny magister, potem doktor, potem dr hab., a obecnie prof. dr hab. Jaroslav Lipowski, który wielokrotnie, ale niestety bezskutecznie, domagał się, żeby prace magisterskie na bohemistyce były pisane po czesku (u niego i u mnie rzeczywiście kilka prac magisterskich po czesku powstało), a poza tym zawsze, konsekwentnie, i uparcie rozmawiał ze studentami po czesku. Wymagał tego od nich (podczas gdy teraz pan Martinek - słyszałam - chce tylko mówić po polsku, bo chce się nauczyć polskiego).

Jak lektoraty prowadził pan Martinek - wiemy, bo bardzo ciekawie opisała to pewna korespondentka dwa lata temu (patrz wpis: "Studentka bohemistyki pisze"). Podobnie trafnie autorka listu scharakteryzowała "komunikację międzykulturową" pani Zury.

 

I tu rada dla wszystkich studentów w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. Nie dajcie sobie wcisnąć żadnej "komunikacji międzykulturowej" (podobnie jak rosyjskiego z panem Bałabanem oraz wykładów o diabłach w czeskich bajkach, które proponuje inna pani)!!! Jest to przedmiot, na którym można uczyć "wszystkiego", jak oficjalnie poinformował pan Sarnowski (obecnie dyrektor, pewnie trzyma się tej zasady). Nie traćcie czasu na byle co.

A na koniec zapewnię, że to podłe kłamstwo,  że odeszłam z Instytutu Filologii Słowiańskiej z własnej woli (jak ponoć rozgłasza Demonter Papasza). Było tak, jak opisałam w niedawnym  wpisie "Dyrektorka za negatywne głosowanie na mnie obiecała kolegom gruszki na wierzbie". Mówienie inaczej to fałsz i obłuda (dyskwalifikujące, moim zdaniem, człowieka w zawodzie nauczyciela akademickiego).

Seminaria magisterskie - zamiast mnie - będzie teraz prowadził prof. Soliński z polonistyki, autor książki o recepcji Hrabala w Polsce, w której twierdzi, że Hrabal specjalną uwagę zwracał na Polskę i Polaków. Patrz też moja recenzja "Słoń a sprawa Hrabala"

http://www.dokis.pl/articles/view/940

Czyli będzie to spolonizowana bohemistyka, a właściwie uproszczona polonistyka. Brak Czecha-lektora, od pierwszego roku uczą czeskiego polonistki z Opola (pani Bzdurna podobno naucza - Polaków! - rozróżniania końcówek - li -ly, czyli uczy tak, jak są nauczane czeskie dzieci), a praca magisterska będzie polegać na wyszukiwaniu u Hrabala drobnych wzmianek o Polakach.

Powiedziano mi nieoficjalnie, że studiowanie bohemistyki we Wrocławiu polega na opanowaniu mojej "Historii literatury czeskiej".

Tylko dlaczego mi NIE POZWOLILI rozszerzyć tej wiedzy studentów bohemistyki? Materiałów (i chęci) po opublikowaniu tej książki zostało mi bardzo dużo.

 

7.png4.png4.png8.png1.png3.png