Szanowna Pani Profesor, 

od pewnego czasu „podczytuję” Pani blog i na początku, muszę szczerze wyznać, nie bardzo wierzyłam w to, co tam Pani opisuje, jednak patrząc na to, co dzieje się w IFS, jestem teraz skłonna uwierzyć już we wszystko. Wszystko, co pisze Pani o dr Zurze i dr Chrobak to prawda! Wraz z całym moim rokiem od początku studiów mieliśmy wątpliwą przyjemność mieć (może raczej – nie mieć!) zajęć z obiema paniami. Dr Zura ciągle była na zwolnieniach. Kiedy byliśmy na pierwszym roku, odbyło się z nią może z 40% zajęć! Oczywiście były wyznaczane zastępstwa, ale sama Pani wie – inny prowadzący nie realizuje dokładnie tego, co zaplanuje w sylabusie główny wykładowca. Obie Panie, kiedy nie były na zwolnieniach i pojawiały się w pracy, zajęcia prowadziły z błędami, nie stosowały się do tego, co było opisane w sylabusach. Dr Chrobak podawała nam błędne formy leksykalne, błędne tłumaczenia słówek, najprostsze konstrukcje typu „Mám rád” sprawiały pani doktor problem – nie wiedziała kompletnie, kiedy wstawiać czasownik, kiedy rzeczownik….te przykłady można podawać w nieskończoność!

Niedługo przed nami egzamin licencjacki, zastanawiamy się, czy dalej kontynuować studia (większość już nie chce) – i co – i sytuacja się powtarza!! Dr Zura prowadzi seminarium licencjackie, cały październik była na zwolnieniu, potem nie było jej w jakichś pojedynczych dniach, a teraz znów jej nie ma cały miesiąc! Niedługo nasze obrony – nie mamy nic, dr Zura jest naszym promotorem tylko na piśmie, w niczym nie pomaga, ledwo przeczyta jakieś tam podesłane rozdziały (o ile akurat pracuje!). Kiedy już mamy seminarium, to jest ono prowadzone na żenująco niskim poziomie, niewiedza tej pani jest taka, że nawet my – studenci potrafimy wyczuć, jak ślizga się po tematach. Nie wiemy nic – czy w ogóle wróci, czy zmieni się promotor, kto będzie recenzował prace, kiedy ogóle odbędą się obrony. To dla nas źródło stresu i niepewności.

Wracając do osób zatrudnionych w Zakładzie – jedno zastępstwo miała z nami w ramach seminarium dr Agnieszka Kołodziej, nowa osoba, zatrudniona chyba w tym roku. Kolejny pracownik, który chyba nie zna języka! Dr Kołodziej nic nie mówi po czesku, poda jakieś wyrwane z kontekstu słówka, wszystko tłumaczy w odniesieniu do języka polskiego. Koledzy, którzy mieli egzamin ze składni czeskiej, opowiadali, że zdawali go po polsku i analizowali co? Zdania w języku polskim!! Niestety dr Kołodziej jest chyba bardziej polonistką niż bohemistką. Podśmiewamy się na jej konsultacjach, ponieważ kiedy przychodzimy coś zaliczać, a akurat w gabinecie jest inny wykładowca, dr Kołodziej mówi tak cicho, że ledwo ją słychać, a siedzimy twarzą w twarz! To chyba po to, by ukryć swoją niekompetencję przed innymi w gabinecie, żeby nikt jej nie słyszał, bo ani nie mówi po czesku, ani nie tłumaczy niczego na czeskich przykładach.

Jesteśmy naprawdę zażenowani tym wszystkim. Sama nie potrafię zrozumieć, dlaczego taką sytuację toleruje dyrekcja Instytutu i władze dziekańskie? Może nie wiedzą, co się dzieje? Może przymykają oko? Potencjał takiego fajnego kierunku jest marnowany przez osoby niekompetentne, którym nie chce się pracować! W Instytucie panuje chaos, marazm,” olewanie wszystkich i wszystkiego”, czy ktoś tam jest w ogóle za coś odpowiedzialny?! Szokujące. Oczywiście nie każde zajęcia są złe, nudne i prowadzone niekompetentnie. Są wykładowcy, którzy jednak chyba mają jakąś misję, wiele umieją, chcą się dzielić z nami wiedzą. Chce im się pracować! Ci są niestety w mniejszości.

Mam nadzieję, że ktoś wreszcie zwróci uwagę na problem niekompetencji pewnych osób i wyciągnie z tego konsekwencje, ponieważ jeśli nie, to Instytut wystawia sobie piękną wizytówkę!

Pozdrawiam Panią i życzę wytrwałości,

Rozczarowana studentka


Droga Pani,

nie mam złudzeń, że jest inaczej, ale nie mam jednocześnie wpływu na to. Panie Zura i Chrobak są tam przez nieporozumienie (i mój błąd taktyczny). Nigdy nie przypuszczałam, że one się "wyrwą" z mojego doglądu, a tymczasem sprytnie wykorzystały układy, żeby się wygodnie urządzić. Stało się źle, ale nikomu tam nie zależy, żeby było dobrze.

Mój mąż w roku 2012, już po moim odejściu, ale tuż przed jego odejściem, zgłaszał, że się zajęcia nie odbywają, a poziom zajęć niespotykanie niski - był u ówczesnego dziekana Sarnowskiego i u rektora Bojarskiego. Jedyny skutek był taki, że p. Paszkiewicz zrobiła zebranie z bohemistami i już w pierwszych słowach zaatakowała mego męża, że to on nie przychodzi na zajęcia (co było kłamstwem i bzdurą, nigdy nie brał zwolnień). Jak można z nimi wygrać, skoro w oczy mówią nieprawdę?

Dziękuję Pani za list, dam go na blog, bo wiem, że blog jest czytany.

Najwięcej mogą zrobić Państwo sami zgłaszając te fakty rektorowi (jest nowy, podobno ma dobre chęci), jeśli wystąpicie razem, to nic Wam nie zrobią.

Napisałam drugi "kryminał", a właściwie powieść satyryczną "Recykling", w której wykorzystuję dużo "wspomnień" z IFS. Niedługo będzie jako e-book, podam adres

Mąż, mimo profesury, pracuje jako tłumacz przysięgły polsko-czesko-słowacki, chwali sobie swoją nową branżę i twierdzi, że stosunki tam są o wiele zdrowsze, a kontakty przyjemniejsze.

Nie bądźcie Państwo ofiarą głupoty i nieróbstwa prowadzących zajęcia. Może nawet wizyta u dziekana (choć zaprzyjaźniony z Sarnowskim) coś by dała? Druga możliwość to rezygnacja z tak prowadzonego kierunku. Czas dany na życie jest tak cenny, że nie warto nawet tych dwóch godzin na głupi wykład, na mamroczącą ze wstydu panią "doktor" zmarnować.   

Pozdrawiam serdecznie

Zofia Tarajło-Lipowska

P.S.  Panią Zurę (i może p. Chrobak też) można zgłosić do ZUS-u, który jej płaci pensję w okresie zwolnienia lekarskiego. Znajoma lekarka opowiadała mi, że z takimi przypadkami dają sobie radę bez większych problemów. Ona od wielu lat, jeszcze za mego kierownictwa znikała na kilka tygodni. Jak pozbyła się mnie, to znikała na niemal całe semestry. Podobno jeździ do Niemiec i tam handluje albo jest częścią jakiejś niemieckiej sieci marketingowej (?) W kwietniu 2011 dziekan Sarnowski na Radzie IFS ją pochwalił za ukończenie 20-godzinnego kursu kierowników sieci marketingowych  - w takim sensie, że będzie "lepsza" ode mnie w funkcji kierownika Zakładu Bohemistyki (ja wtedy byłam dr hab. ze złożonym wnioskiem o profesurę, a ona od niedawna doktorem). Świetnie pamiętam tę jego wypowiedź.
Sam więc napytał sobie biedy

ZTL

W sprawie odwołania mnie z funkcji kierownika Zakładu Bohemistyki w roku 2011 patrz też: wpis z 18.12.2016 "Jak były dziekan i była dyrektor oszukali byłych rektora i prorektora UWr."

A czy to nie było tak, że pp. Zura i Chrobak "wykształciły" bohemistycznie p. Kołodziej?

I oto mamy rezultaty, a promotorka jej doktoratu, jak słusznie zgaduje studentka, jest polonistką. 

Zura i Chrobak to absolwentki polonistyki na Uniwersytecie Opolskim, których ani jeden z promotorów ich doktoratów mi nie polecał do zatrudnienia: jeden dał mi o tym znać przez wspólną opolską znajomą, a drugi wręcz w liście o tym napisał, ale post factum, odcinając się w ten sposób od tej "uczonej" pani. A ja naiwnie im zaufałam...

Dyrekcja Instytutu Filologii Słowiańskiej UWr. (poprzednia i obecna, postdziekańska) wręcz zrobiła z nich narzędzie przeciw mnie i prof. Lipowskiemu - a przy okazji je wywindowała na "czołowe bohemistki" Uniwersytetu Wrocławskiego.

A dlaczego? Bo ani poziom naukowy, ani poziom dydaktyczny, ani uczciwość (czy nawet życzliwość!) wobec studentów TAM SIE NIE LICZY  - liczy się tylko wygodne usadzenie siebie, kolesiostwo i zasada reciprocity "jak ty nie wydasz mnie, to ja ciebie też nie wydam". Jak zresztą napisałam w motcie do "Śmierci dziekana"

prof. dr hab. Zofia Tarajło-Lipowska

Na ten temat patrz też poprzednie wpisy (listy):

27.06.2014 - Studentka bohemistyki pisze (przeszło 2000 potwierdzeń aprobujących!)

18.05.2016 - Przykład reakcji na mój blog i inspirowane nim uwagi,

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png5.png9.png6.png