Szanowna Pani Profesor,

mam nadzieję, że nie uzna Pani tej wiadomości za zbyt poufałą - zupełnym przypadkiem natrafiłam w sieci na Pani blog i poczułam potrzebę odniesienia się do opisywanej sytuacji.

Z pewnością mnie Pani nie pamięta, ale byłam studentką filologii czeskiej w ostatnich latach Pani pracy w Instytucie Filologii Słowiańskiej. Przez jeden semestr byłam również magistrantką Pana Profesora Jaroslava Lipowskiego (zanim "zrezygnował z pracy").

Bardzo przykre jest to, co Państwa spotkało - nigdy nie przypuszczałabym, że środowiska akademickie stać na takie popisy pozoranctwa i podłości. Powód Państwa odejścia trzymano w ścisłej tajemnicy, mydląc nam oczy "dobrowolną rezygnacją". Nigdy nie byłam mniej niż w tej chwili dumna z bycia studentką Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Po powrocie ze stypendium Socrates-Erasmus rekrutowałam się na studia magisterskie uzupełniające, których nigdy nie skończyłam. Żenująco niski poziom nauczania zniechęcił mnie do kontynuowania nauki, mimo że do końca pozostał mi jedynie semestr studiów.

W trakcie trzech semestrów moich studiów magisterskich trzykrotnie zmieniano mi promotora pracy magisterskiej - warto nadmienić, że jedyną osobą, która starała się mi w napisaniu tej pracy pomóc, był profesor Lipowski. Profesor Lipowski prowadził też ostatnie w historii mojej przygody z tym instytutem zajęcia, które miały jakąkolwiek wartość merytoryczną (była to komunikacja międzykulturowa).

Na komunikacji międzykulturowej z dr Anną Zurą oglądaliśmy filmy instruktażowe o prowadzeniu negocjacji (czasem nawet zdarzały się filmy w języku czeskim). Uczyliśmy się, jak być dla siebie miłymi i doceniać wzajemnie swoje osiągnięcia. Zadaniem domowym było powiedzenie bliskim trzech komplementów. Na roku było sześć osób - na zajęcia przychodziły góra dwie-trzy. Czułyśmy się jak w przedszkolu - większość z nas na czwartym roku zaczęła pracować w pełnym wymiarze, ponieważ było to znacznie bardziej interesujące niż "studiowanie".

Profesor Martinek na zajęciach z praktycznej nauki języka czeskiego początkowo realizował z nami jakieś minimum programowe, ale i tę ideę porzucił w obliczu rozkładającej się struktury zakładu na rzecz zmuszania nas do poprawiania interpunkcji w jego tłumaczeniach polskiej poezji. Na zajęciach mówił po polsku, ponieważ - jak twierdził - "lubi mówić po polsku".

Profesor Sokołowski potrafił ignorować nasze wystawanie pod jego gabinetem godzinami, ponieważ akurat "Ten pan, który teraz przyszedł, jest z filologii rosyjskiej, pozwoli pani, że przyjmę go przed panią?". Czułyśmy się jak studenci drugiej kategorii, choć to my byłyśmy tymi, którzy stawili się na konsultacje na czas.

A choć pozostały w zakładzie jednostki, które przywracały mi wiarę w kompetencje tej instytucji - bardzo sobie ceniłam zajęcia z doktorem Malickim oraz doktor Dorotą Żygadło-Czopnik - to otoczka tajemnicy i złe rozpisanie zajęć dla studiów magisterskich (uważam, że praktyczna nauka języka czeskiego na studiach magisterskich powinna się odbywać jeśli nie z native speakerem, to przynajmniej z osobą sprawnie się językiem czeskim posługującą, a nie zawsze tak było) bardzo nas rozczarowały.

Zajęcia się nie odbywały masowo (nie przypominam sobie podobnego problemu z profesorem Lipowskim), więc w końcu i my przestałyśmy na nich bywać. Nikt nie miał z tym problemu. Podejrzewam, że część z nas zaliczała kolejne semestry jedynie dlatego, że głupio by wyglądała liczba "2" przy określeniu puli studentów na roku. Niech świadczy o tym fakt, że kiedy postanowiłam nie kontynuować studiów i nie pojawiłam się ani razu (!) na zajęciach w semestrze czwartym (ostatnim), w USOS-ie mimo wszystko zaliczono mi dwa z trzech przedmiotów widniejących w moim programie nauczania. Nie kontaktowałam się w tej sprawie z żadnym z prowadzących zajęcia, nie prosiłam również o zaliczenia - z powodu mojej nieobecności (a zatem i niespełnienia warunków zaliczenia) nie znajduję podstaw do otrzymania oceny pozytywnej.

Najmocniej przepraszam, że dzielę się z Panią Profesor swoimi osobistymi doświadczeniami - mają one jednak związek z działaniem instytucji, przez którą zostali Państwo tak niesprawiedliwie potraktowani, pomyślałam w związku z tym, że choć nie jest już Pani pracownikiem Zakładu Bohemistyki, to z pewnością - po tylu latach ciężkiej pracy - leży Pani na sercu jego los.

Jest mi przykro, że zaczynałam studia na dobrze prosperującym, przyszłościowym kierunku, a przyszło mi kończyć sierotę - przez nikogo niechciane brzydkie kaczątko. Planowałam napisać i obronić pracę magisterską w przyszłym roku. Przyznam szczerze, że po lekturze Pani blogu nie jestem pewna, czy chcę jeszcze kiedykolwiek mieć do czynienia z instytucją, która w ten sposób traktuje swoich zasłużonych pracowników.

Pozostaje mi życzyć Państwu wszystkiego dobrego - dziękuję Pani Profesor oraz Panu Profesorowi Lipowskiemu za inspirujące zajęcia i publikacje. Nie wątpię, że pozostałe uczelnie, z którymi są Państwo związani, doceniają Państwa wkład w dziedzinę i są nie mniej niż ja oburzone postępowaniem władz Instytutu Filologii Słowiańskiej oraz całego Uniwersytetu Wrocławskiego.

Z wyrazami szacunku,

(nazwisko opuszczam – ZTL)

 

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png1.png9.png