Sprostowanie w sprawie książkowego wydania „Śmierci dziekana” (Lech i Czech) 07 06.2016 12:55

Informuję, że z powodu nieporozumienia w książce nie podałam nazwiska redaktora i składacza w jednej osobie, którym jest pani Aleksandra Ziemlańska.

Od strony redakcyjnej pewne uwagi zawdzięczam również znakomitej tłumaczce literatury czeskiej pani Dorocie Dobrew. Obie panie zajęły się tym z czystej życzliwości, i za to też jestem im szalenie wdzięczna.

Skąd się wzięło to nieporozumienie?

Odniosę się tu do wpisu  pt. O „onych” albo kosmiczna zagadka, z dnia 28.11. 2015 na blogu www.bohemistyka.bloog.pl , który m.in. charakteryzuje atmosferę wokół mej osoby: niechętną, nieprzyjemną i pełną zastraszania. Skutkiem tego odcięło się ode mnie kilka osób z kalkulacji czy z lęku, a kilka innych przewidywało komplikacje, jeśli je będą łączyć z moim nazwiskiem (doskonale to rozumiem, niektórym to wręcz doradzałam).

Pewien kandydat na wydawcę „Śmierci dziekana” chwalił książkę, ale „…sama pani rozumie, XX, czyli bliska mi osoba, pracuje na Uniwersytecie Wrocławskim…”, redaktorki z Wydawnictwa UWr., wynajęte do redagowania mojego „Nowego Kapoana” (Afera, 2013), zażądały zatajenia swych prawdziwych nazwisk (nie jest to w porządku, bo w sferze twórczej kupując dzieło, kupujemy również nazwisko wykonawcy, zwłaszcza jeśli jest znany). Inne przykłady: poszukując dobrego wrocławskiego prawnika kilka razy natrafiłam na rady „tej osoby proszę nawet nie pytać, jego syn/córka studiuje na UWr. prawo/robi doktorat z prawa”, a nawet moi doktoranci startując w konkursach na pracowników UWr. nieoficjalnie usłyszeli, że gdyby nie byli moimi doktorantami, to być może… (z delikatności mi o tym nie powiedzieli, doszło do mnie bokiem). Kilka życzliwych osób obawiało się, że narażę się na proces sądowy o zniesławienie, ktoś mi nawet przypominał casus Andrzeja Żuławskiego i Weroniki Rosati jako przyjacielskie ostrzeżenie.

Jak to się stało, że ta sytuacja niechcący odbiła się na książce „Śmierć dziekana”? W imieniu zaprzyjaźnionego „Lecha i Czecha” wysłałam do p. Ziemlańskiej projekt strony redakcyjnej, podając jej nazwisko w punktach: redakcja i skład. Pani Ziemlańska króciutko upomniała się o „opracowanie graficzne” (termin szerszy w stosunku do składu), słusznie mi na to zwróciła uwagę. Ja jednak w pośpiechu wydawniczym źle zrozumiałam jej odpowiedź - z powodów jak wyżej – a ponieważ z całych sił nie chciałam jej zaszkodzić, więc „redakcję i skład” zastąpiłam „opracowaniem graficznym”.  I tak poszło.

W tej chwili, gdy zabawiam się pisaniem drugiego kryminału uniwersyteckiego, czuję potrzebę, żeby tę sprawę wyjaśnić. Mam wrażenie, że przygoda z książką „Śmierć dziekana” wiele mi dała, a uwagi Aleksandry Ziemlańskiej, Doroty Dobrew i kilkorga byłych studentów specjalizacji bohemistycznej z lat 90. XX wieku, tego i owego mnie nauczyły.

Dziękuję!

Dodam jeszcze, że to wielce przyjemne i radosne – uczyć się od własnych studentów

Zainteresowanym akapitem „Pewien kandydat na wydawcę…” polecam wpisy na tym blogu: „Promotor i jego doktorant” oraz  „WSTYD! Brak honoru hańbiący Uniwersytet Wrocławski”.  

 

 

  

Dodaj komentarz

Komentarze   

0 # Zofia Tarajło-Lipows 2020-04-24 11:20
W tym felietonie nie podano, kto jest jego autorem. Otóż jestem nim ja, Zofia Tarajło-Lipowska, autorka książek naukowych i beletrystycznych, w tym siążki "Śmierć dziekana".
Odpowiedz
7.png4.png1.png6.png1.png1.png