"Śmierć dziekana" - recenzje w "Lubimy czytać" 08 11.2016 11:45

I.

"Gdy naruszy się układ, to ten reaguje jak organizm zakażony wirusem, czyli generuje przeciwciała."

"Śmierć dziekana. W studni złych emocji" to bardzo udane połączenie powieści kryminalnej i satyry. Muszę przyznać, że zarówno intrygujący wątek detektywistyczny, jak i karykaturalne przedstawienie środowiska akademickiego, mocno mnie wciągnęły. Autorka miała nietuzinkową koncepcję na fabułę i w pełni wykorzystała możliwości w nim drzemiące. Dzięki temu książka ma swój niepowtarzalny klimat, czytając wiele kryminałów, właśnie takich świeżych pomysłów poszukujemy.

Komisarz Jacek Cichosz rozwikłuje sprawę morderstwa popełnionego na uniwersytecie. Nie spodziewa się jednak, że przyjdzie mu zmierzyć się nie tylko z tradycyjnymi trudnościami i przeszkodami w rozwiązywaniu zagadek zbrodni, ale również z patologiczną wewnętrzną sytuacją na uczelni i niemal nie do przebicia zmową milczenia jej pracowników. Ta swoista niestosowność zbrodni w środowisku naukowym przewija się przez całe..

II.

Pozycja napisana jest ładnym bogatym językiem. Można powiedzieć że praktycznie cała książka to obszerne opisy zeznań świadków i nie mniej skromne przemyślenia śledczych. W tym wszystkim wyłaniające się życie uczelni od kuchni i żądzące tam prawa co w kółko się powtarza – trochę do znudzenia – ale tak miało być, żeby nie puścić szybko w niepamięć jej sedna? Jako thriller specjalnie dobra nie jest, choć nie sposób jej odłożyć bo chce się poznać finał. Myślę, że autorka bardziej chciała przedstawić profile psychologiczne bohaterów czy zgubne skutki wiary w autorytety, i wyszło dobrze. Ogólnie polecam, jest sensowna i przede wszystkim życiowa. Satyryczna, nie zemdli patosem.

III.

Czy w "Śmierci dziekana" z wąskiej uliczki zabytkowego, akademickiego miasta wyskakuje psychopata z nożem w ręku? A może to jeden z dydaktyków ma drugą twarz niczym Dr Jekyll? Jakim cudem w szacownym środowisku dzieją się tak straszne rzeczy?
Nie otrzymasz odpowiedzi na te pytania, jeśli nie przeczytasz książki wrocławskiej bohemistki, Zofii Tarajło-Lipowskiej.
To powieść, która zgrabnie łączy bagaż tekstu satyrycznego z kostiumem utworu kryminalnego. Mamy więc zabawne, znaczące nazwiska. Chodzi na przykład o Dalimila Muminka czy Gabrielę Pozłotkę. I mamy zbrodnię, ofiarę oraz zabójcę. To taka nierozdzielna triada.
Jeśli ktoś lubi dreszczyk, wątek kryminalny, cień przestępcy unoszący się nad powieściową akcją, a przy tym interesują go mechanizmy sterujące określoną społecznością, to "Śmierć dziekana" w pełni zaspokoi jego oczekiwania.
Polecam!

Na łamach blogu (jeśli można tak powiedzieć) dziękuję Autorom recenzji, z uwagami zasadniczo się zgadzam. Mam nadzieję, że nowa powieść kryminalna, której wydanie niebawem zaanonsuję, jeszcze lepiej spełni oczekiwania Czytelników.

Do drugiej recenzji zakradł się co prawda błąd ortograficzny, ale to jest ostatnio modne i tolerowane, nawet u osób ze stopniem doktora habilitowanego (patrz wpis "Parodia przemówienia Pani Demonter wygłoszona..." - poniżej parodii jest oryginalny tekst; patrz też braki ortograficzne innej dr hab., też z nazwiskiem na P., tym razem z Sejmu).

Zofia Tarajło-Lipowska 

 


 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png3.png8.png