"Śmierć dziekana" - fragment opinii o książce pióra Bogusława Bednarka 20 07.2016 10:32

"Czytelnik, który lubi przekazy puszczające doń „perskie oko” i odznaczające się językową swadą, chętnie sięgnie po Śmierć dziekana. W studni złych emocji, powieść kryminalną Zofii Tarajło-Lipowskiej. Pomijając wiele kwestii, zaakcentujmy, że w dziele tym ukazano placówkę szkolnictwa wyższego przeżartą patologiami, deliktami, świństewkami. Rzeczona uczelnia jest areną niezdrowej rywalizacji o władzę, oazą pozorowanej pracy naukowej, siedliskiem przebojowych miernot, terenem mafijnych układów, domostwem konformistów i lizusów, miejscem utrącania ludzi kreatywnych i niepokornych. Czy są to paskudztwa egzystujące wyłącznie w sferze wyobraźni? Skądże znowu. Jednak w Śmierci dziekana kolekcja łajdactw i zgnilizna est tak rozbudowana, że staje się tworem komicznym. Zresztą Tarajło-Lipowska wzmaga sowizdrzalski klimat literackiego dyskursu, posługując się zabawnym nazewnictwem i kpiarsko charakteryzując powieściowe persony. Na odbiorcach Śmierci dziekana zapewne wywrze wrażenie „sepleniąca i wymokła doktor Krystyna Krysiula, z nosem jakby był niedbale ulepiony z plasteliny”. Mnie najbardziej fascynuje pani profesor Janka Pakowalska, dyrektor Instytutu Studiów Starożytnych Uniwersytetu Kuropaskiego w Pasikurowicach. Dama ta ma zdiagnozowaną schizofrenię, bierze leki psychotropowe, nigdy nie przyznaje się do błędu, na każdego znajdzie haka, celuje w szermowaniu frazesami, jest nieszczera,bywa żeńskim demonem seksu. Kapitalny wybryk natury i kultury! Jaka pozytywna, malownicza i powabna „dziwność” przydaje blasku Uniwersytetowi Wrocławskiemu? Warto tę kwestię rozstrzygnąć w trakcie solidnej konferencji."

(Z felietonu dra hab. Bogusława Bednarka pt. Chrobot piątej klepki. Dziwne uczelnie"  z "Przeglądu Uniwersyteckiego" UWr. 2015 nr 1, s. 50 -51.) 

W mojej nowej książce, która wyjdzie na jesieni, można spodziewać się kontynuacji tej problematyki. Częściowo będą to te same osoby w innych kostiumach i pod innymi nazwiskami, ale część postaci jest "nowa", skopiowana z autentycznych bądź pozlepiana z nich. Intryga, jak zwykle - i przewrotnie - jest tłem, ale dzięki niej książkę czyta się gładko i wartko

Zofia Tarajło-Lipowska

PS Wyjaśniam, że "demon seksu" wyjątkowo nie jest satyrą, tylko drwiną. Określenie zresztą nie jest moje. Zapożyczyłam je od Czesława Miłosza, który w ten sposób skomentował Marię Dąbrowską, odnosząc się do jakichś detali z jej pamiętników. On jednak użył tego nie w sensie drwiącym, tylko ironicznym

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png3.png9.png