20 03.2015 23:15

Studia Podyplomowe Język Czeski w Administracji, Turystyce i Biznesie w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego?  - Śmiech na sali!

Instytut Filologii Słowiańskiej Uniwersytet Wrocławskiego na Pocztowej 9 polikwidował już dotychczasowe studia podyplomowe (z braku na nie chętnych), a teraz proponuje nowy kierunek podyplomowy o nazwie jak wyżej.

I dzieje się to parę lat po tym, jak pracownicy tego Instytutu w osobach „specjalnie dobranych wybrańców” w postaci połowy sławetnej Rady Instytutu Filologii Słowiańskiej wyszczuli ze swego grona dwoje profesorów-bohemistów (specjalność rzadka w Polsce), zamieszkałych we Wrocławiu na Grabiszynku (cztery przystanki tramwajowe od Pocztowej lub 10 minut jazdy samochodem), a na te miejsca rektor po konsultacji z Radą Wydziału Filologicznego UWr. (do wypędzenia Lipowskich żadnych konsultacji z tą Radą jakoś nie potrzebował?!) zatrudnił dwóch docentów – jeden dojeżdża z Opawy raz na dwa tygodnie, a drugi z Ołomuńca. No więc Lipowska i Lipowski też jeżdżą, bo w tej sytuacji pracują w Hradcu Králové.

„Turystykę” czesko-polską mamy załatwioną, bo wiele ciekawych rzeczy kierowca może wypatrzeć z okien samochodu. Jakież to kompetencje mają prowadzący w zakresie „administracji i biznesu"? A może krewni  będą nauczać, na przykład sekretarka i informatyk? 

Dlaczego nie utworzono specjalności magisterskiej Język i kultura krajów Grupy Wyszehradzkiej we wzajemnym kontakcie http://bloog-admin.pl/pid,345741064,adm_edytuj_wpis.html?sp=%3Fcatid%3D0%26pc%3D5%26state%3D0%26page%3D2 ??? Była to specjalizacja szersza, dawała szerszą wiedzę i uprawnienia. Otóż nie utworzono jej „dzięki” wynikom głosowania tego samego „sławetnego” gremium, czyli Rady Instytutu Filologii Słowiańskiej. Mimo że zdobyliśmy na ten cel grant w wysokości 50 000 euro, mimo że twórcy projektu nieźle się napracowali, mimo że studenci byli zaciekawieni.

Nie czas jednak żałować róż, gdy podważona jest egzystencja. Po co mianowicie Instytutowi Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego taka ekwilibrystyka, po co zamyka studia podyplomowe, otwiera studia podyplomowe... i tak dalej, i tak w kółko?

Otóż Państwowa Komisja Akredytacyjna, która zwizytowała Wydział Filologiczny Uniwersytetu Wrocławskiego w czerwcu zeszłego roku, wystawiła mu zaledwie ocenę WARUNKOWA, co jest oceną bardzo niską, jak na duży wydział dużego uniwersytetu, utrzymywanego z pieniędzy państwowych. Żeby zapewnić własne „ciepłe posadki”, trzeba zatem „poszerzać wachlarz ofert edukacyjnych”, obiecywać, że w przyszłym roku studenci się nabiorą na oferowaną „specjalność” (to znaczy, że uda się na nią nabrać studentów), widmo klapy odsunie się jeszcze na rok lub dwa (zanim się specjalność zamknie), a przywódcy grupy (bynajmniej nie „Wyszehradzkiej”, ale „koleżeńskiej” w złym znaczeniu tego słowa), którzy przed rokiem - dwoma przekroczyli sześćdziesiątkę (pensję już udało im się dociągnąć do górnej granicy „widełek”), doczłapią jakoś do emerytury.

Na stronie 53 raportu powyższej PKA jest wzmianka o filologii czeskiej w Instytucie Filologii Słowiańskiej UWr., wzmianka krytyczna, bo zwraca uwagę, że prawie wszystkie prace magisterskie prowadzą tu doktorzy, podczas gdy powinni je prowadzić samodzielni pracownicy naukowi, bo doktorzy w tej roli są możliwi tylko w sytuacjach awaryjnych.

- Tak, tak – powiem ironicznie – tu nastąpiła awaria. Awaria, która polegała na tym, że 10 rusycystów z Rady Instytutu Filologii Słowiańskiej, w tym dziekan-rusycysta, głosowało przeciw ponownemu zatrudnieniu mnie.

W następstwie tego profesor Lipowski sam się zwolnił, po czym kilka pań doktor z Zakładu Bohemistyki z największą chęcią rozdrapało między siebie bohemistyczne seminaria magisterskie, licząc na to, że nie trzeba będzie ich w ogóle prowadzić, bo i tak studenci studiów magisterskich są na stypendiach Erasmus. Jakie to obrzydliwe wygodnictwo!       I jaka nieuczciwość pod patronatem samego "miłościwie nam patronującego batiuszki dziekana" i dyrekcji. Ale cóż dziwnego, skoro sama dyrekcja we wrześniu (NA WAKACJACH !) w Rydze, Wilnie i Tallinie wykłady po rosyjsku "prowadzi" w ramach Erasmusa.

Do tego cynizm - wszystko jedno, co napiszą albo splagiatują, albo ściągną ze stojących w Czechach na półkach czeskich prac magisterskich (wiem, co mówię – w maju 2011 zgłosiłam taki przypadek, a w czerwcu „sławetna” Rada IFS przegłosowała, że doradzi rektorowi moje wygryzienie - rektor teraz podobno "nie pamięta", - jak oświadczył - czy doradziła mu Rada Instytutu, czy Rada Wydziału... jakoś tak...).

A doktoranci? W powyższym raporcie dużo jest o doktorantach, niechże sobie przeczytają, bo raport jest publicznie dostępny i jawny. Między innymi dosłownie pisze się o tym, że promotorzy to często "figuranci", wyjaśniła pani kierownik tych studiów (w gwarze uniwersyteckiej "słupy", które podtrzymują doktorat, żeby utrzymać fikcję).  Ale za seminaria magisterskie i seminaria doktorskie się płaci, bo te godziny wlicza się do pensum dydaktycznego. Komu się płaci, czyżby "słupowi"?    

Wracając do bohemistyki: żal mi, że to, co ja na Uniwersytecie Wrocławskim urządziłam i rozkręciłam, w tak złym kierunku się toczy.

 

 

 

 

6.png1.png2.png8.png8.png6.png