22 03.2014 20:09

Oj, bohemistyko, bohemistyko ty wrocławska!

- Scyzoryk mi się w kieszeni otwiera! – mówiła moja szkolna koleżanka Anita, kiedy była zła, choć w kieszeni miała najwyżej chusteczkę do nosa. Ja też scyzoryka w kieszeni nie noszę, ale wciąż mi się otwiera, niestety...

Bohemistyka wrocławska gnieździ się w „filologii słowiańskiej”, w związku z czym, mówiąc w skrócie (szczegóły są w innych wpisach na niniejszym blogu), wrocławska bohemistyka pozbyła się dwojga tytularnych profesorów: jednego (mnie) wyrzucając na siłę (nieuczciwym podstępem wysyłając na emeryturę, podczas gdy chcę i mogę pracować z młodzieżą akademicką), a drugiego (prof. Lipowskiego) wyszczuwając nagonką (patrz: podrobiony anonim od „kolegów po fachu”, tu wpis z dnia 18.08.2013; patrz: całkiem niedawne komentarze – cytowane tu 4.03.2014, a wcześniej prowokacja w postaci obraźliwego posądzenia o nieuczciwość plus inne szykany).

Na miejsce tych profesorów slawiści (czyli rusycyści; dodam, że nic przeciw rusycystom nie mam, tym uczciwym rusycystom, ale tutaj niestety...) zatrudnili dwóch czeskich docentów (emeryta i drugoetatowca), którzy dojeżdżają co dwa tygodnie i prowadzą ... lektoraty. Nie uczestniczą ani w Radach Instytutu Filologii Słowiańskiej, ani w Radach Wydziału Filologicznego, a więc wszystkie ważne decyzje zapadają bez nich.

Liczą się jako „samodzielni pracownicy naukowi” i jednocześnie liczą się podobno jako native speakers, co jest niezgodne z pragmatyką, bo native speaker powinien być na co dzień z młodzieżą studencką, prowadzić z nią lektoraty od I roku, działać wśród nich (jak działał dr Petr Jokeš, który przed kilku laty z powodów rodzinnych przeszedł na UJ). Wykłady i seminaria magisterskie powinni zaś prowadzić profesorzy [W INNYM RAZIE STUDENCI SA OSZUKIWANI ZA PAŃSTWOWE PIENIADZE!], a nie doktorzy, wśród których są jednostki pozytywne, ale kilka z nich też ... niestety...

Tuż przed moim „wyrzuceniem z Uniwersytetu Wrocławskiego” tenże Uniwersytet zwrócił się o profesurę tytularną dla mnie. Zwrócił się, ale dosłownie po kilku tygodniach metodami siłowymi próbował tę profesurę „odkręcić”, co zapowiedziała pani dyrektor Instytutu Filologii Słowiańskiej UWr., dr hab. Anna Paszkiewicz, która na zebraniu Rady IFS pogroziła mi tymi słowy: „zwróciliśmy się wprawdzie o pani profesurę, ale zobaczymy, jakie będą recenzje...” (tu zawieszenie głosu i wściekłe spojrzenie).

Jej słowa okazały się prorocze. Trzy recenzje z innych uniwersytetów były dobre, ale czwarta zła. Od profesora Uniwersytetu Wrocławskiego. Tenże sam profesor kiedyś w mojej recenzji habilitacyjnej napisał zupełnie inaczej: jako kandydatka do habilitacji byłam dlań świetną znawczynią czeskiej literatury – jako kandydatka na profesurę jestem znawczynią tejże literatury słabą i jeszcze gorzej. Ta właśnie recenzja (ze swej natury tajna) „wyciekła” i zaczęła ponoć krążyć jak ulotka wśród uniwersyteckich kolegów (dziekanem Wydziału był wtedy rusycysta dr hab. Michał Sarnowski), a nawet została udostępniona jednemu z wyżej wymienionych Czechów, doc. Liborowi Martinkowi, który wypisał z niej obszerne fragmenty i razem ze swoimi uwagami umieścił jako komentarze na niniejszym blogu w intencji skompromitowania mnie i utrzymania swojej drugiej pensji na Uniwersytecie Wrocławskim. Twierdzę, że recenzję tę podsunięto mu w złym zamiarze (mój wpis z 25.07.2013).  Miało to wszystko konkretne skutki, bo ponadto członkiem ogólnopolskiej komisji z ramienia Uniwersytetu Wrocławskiego był wówczas również rusycysta, prof. Tadeusz Klimowicz. Procedura otrzymywania profesury w moim przypadku wydłużyła się o rok – półtora, ale ją dostałam.

Prof. Jaroslav Lipowski, pouczony moim przypadkiem i własnymi doświadczeniami, o wystąpienie o profesurę belwederską zwrócił się do UAM w Poznaniu. Tymczasem z pracy we Wrocławiu wyjątkowo łatwo go wypuszczono, chociaż tytularnych profesorów – językoznawców w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego nie ma w ogóle. Ani jednego.

W przypadku profesora Lipowskiego wszystko przebiegło szybko, więc przypadkiem tak się złożyło, że decyzje o przyznaniu nam profesur tytularnych zapadły prawie jednocześnie.

A Uniwersytet Wrocławski?

Niestety... 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png4.png8.png3.png5.png