Sensacja-rewelacja! PWSZ w Nysie, pani Zura, prof. Lipowski i ja 09 03.2016 23:07

W Instytucie Neofilologii PWSZ w Nysie te osoby pracowały w latach 2004 – początek 2010, czyli w czasie, kiedy istniały tam studia licencjackie „filologia czeska”. Pani Zury w roku 2004 nie znałam i nie byłam chętna włączeniu jej do zespołu wykładającego (organizowałam go), ale zastępczyni dyrektora Instytutu uważała, że „trzeba mieć kogoś na miejscu”, a pani Zura z rodzicami mieszkała kilka kilometrów od Nysy.  Współpraca układała się jako tako, nabór jednak na ten kierunek (początkowo było 60 osób) zmniejszał się co roku. Tłumaczę to kilkoma okolicznościami:

1) Pierwsi absolwenci nie dostali pracy bliskiej kierunkowi studiów (np. dobra absolwentka sprzedawała w sklepie obuwniczym).

2) Pojawiły się inne kierunki humanistyczne, inni też chcieli mieć drugie zatrudnienie w PWSZ Nysa, np. historia, dziennikarstwo  czy muzyka estradowa (jeden z notabli ma prywatną szkołę muzyczną dla młodzieży) 

3) Konsekwencją pkt. 2) stała się okoliczność, że kandydaci na studia nieoficjalnie dowiadywali się, że „na filologię czeską prawdopodobnie nie będzie w tym roku naboru, lepiej złożyć papiery na inny kierunek” (jedna urzędniczka nie wytrzymała, zadzwoniła do mnie do domu, informując, że dostali takie zalecenie).

4) Senat PWSZ uchwalił zbyt duży limit liczbowy, minimum miało być 30 osób na roku, a na filologię czeską w ostatnich latach zgłaszało  się koło 20 (plus ci, którym ten kierunek odradzono! – patrz pkt. 2).

W takiej sytuacji p. Zura za moimi plecami wybrała się do dyrektora Instytutu Neofilologii (germanisty) i zaproponowała mu otwarcie polonistyki. Dyrektor wówczas nie uwierzył, że Zura działała na własną rękę –  dotąd posądza mnie, że ja ją posłałam, szykując sobie ciepły uskok - ale ja nic o tym nie wiedziałam (ZTL)

W roku 2009 było 18 chętnych, PWSZ zadecydowała, że kierunku nie otwiera.  Wypowiedzenia - p. Zurze, p. Lipowskiemu i mnie - złożono w październiku: po naradzie postanowiliśmy wykorzystać przepisy prawa pracy, że mogą nas zwolnić dopiero na końcu semestru. Przygotowaliśmy syllabusy zajęć bohemistycznych dla germanistów (uważam zresztą, że bohemistyka powinna być razem z germanistyką – patrz też: moja Historia literatury czeskiej). Zajęć było jednak mniej, istniało niedociążenie dydaktyczne (dopuszczalne w przepisach o szkolnictwie wyższym).  Nagle w ramach etatu dostaliśmy polecenie przetłumaczenia na czeski obszernych materiałów reklamowo-informacyjnych PWSZ. Dla prof. Lipowskiego - jako Czecha - i dla mnie to nie był problem, natomiast dla p. Zury tak (praktycznie nie zna języka).  Solidarnie odmówiliśmy tłumaczenia jako pracownicy dydaktyczni, za co nas usilnie dyscyplinowano. Termin wykonania się zbliżał, zaproponowałam więc p. Zurze, żeby swoje tłumaczenie zamówiła u p. Aleny H., czeskiej polonistki, którą znam i cenię – koszt około 6000 koron. Pani Zura jednak odmówiła i zasugerowała, żeby oboje Lipowscy zajęli podobne stanowisko, „bo jak ustąpimy, to nam jeszcze następne tłumaczenia dołożą”.

Sytuacja była podbramkowa, termin tłumaczenia upływał na dniach, Lipowski i Lipowska ostatnim rzutem na taśmę materiały przetłumaczyli i wysłali do PWSZ w niedzielę (termin był do piątku). Pani Zura wcale ich nie przetłumaczyła. Mimo tego potraktowali nas troje jednakowo, dostaliśmy zwolnienia dyscyplinarne z PWSZ z dniem 15 stycznia 2010, czyli tuż przed zaliczeniami dla studentów (zaliczyliśmy im), podczas gdy zgodnie z przepisami prawa pracy powinni nas zatrudnić do końca lutego tego roku.

Zura, Lipowski i Lipowska wystąpili z tą sprawą do sądu pracy w Nysie. Wspólnego adwokata załatwiała pani Zura jako „miejscowa” (być może reprezentował ją też w Wałbrzychu – coś mi się o uszy obiło??).

Odbyła się rozprawa w Nysie, adwokat tymczasem dogadał się z prawnikiem PWSZ, że zapłacą nam jeszcze jedną pensję i cofną zwolnienia dyscyplinarne, jeśli podpiszemy ugodę i zrzeczenie się dalszych praw (tzw. odprawy).

Pierwsza weszła na salę sądową p. Zura, podpisała, potem ja, też podpisałam, ale jak byłam w środku, to p. Zura rozpłakała się „koleżeńsko” przez Lipowskim, że sąd był dla niej „tak okrutny” i nie dostrzegł w niej „słabej kobiety”. Tymczasem prof. Lipowski i tak był bardzo rozżalony, ponieważ tłumaczenie WYKONAŁ i POSŁAŁ, a poza tym sprawdził i poprawił moje tłumaczenie (jestem Polką). Nie zdążyłam mu wyperswadować, żeby nastawienie zmienił i machnął ręką, bo już musiał wejść na salę sądową. Ugody nie podpisał – odmówił.

Sprawa była nieprzyjemna i nie skończyła się, jak oczekiwaliśmy.

Rok później 1 lutego 2011 dyrektor Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego Anna Paszkiewicz na Radzie tego Instytutu oświadczyła, że „wpłynął do niej i do kilku innych osób na kierowniczych stanowiskach” anonim, którzy posłali „germaniści zatrudnieni w PWSZ w Nysie” i zaraz go przeczyta...  (z nagrania, które później Paszkiewicz złożyła we wrocławskim sądzie, ten fragment został wycięty).

Na temat anonimu (że wpłynął) wypowiadali się jeszcze pp, Krzysztof Kusal (m.in. wyjaśniał krótko, dlaczego "nyscy germaniści" znali AŻ DWA jego adresy: christofor i Kusal) i Wiesława Zybura, kiwała głową (pamiętam!) Elżbieta Tyszkowska-Kasprzak, natomiast inna z koleżanek protestując ciągnęła dyrektorkę za rękaw.   

Poniżej przepisuję tekst anonimu (fotografię z komórki mam)     

Od: germaista ermaista    Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Do: Zybura, Kasprzak, Paszkiewicz, christofor, Kusal, Klimowicz

Data: poniedziałek, 31. 01. 2011, godz. 17.24

Temat: „profesor” L.

Drodzy Koledzy, doszły nas słuchy o problemach w Waszym Instytucie, których przysparza bohemista L. Chcielibyśmy poinformować, iż z tym panem mieliśmy problemy przez cały okres „współpracy” w PWSZ w Nysie. W związku z niewykonywaniem przez niego obowiązków służbowych został zwolniony dyscyplinarnie. Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który utrzymał zwolnienie w mocy.  Pragniemy Państwa przestrzec przed tym „profesorem”, ponieważ jest to człowiek o wygórowanych ambicjach nieadekwatnych do poziomu, który reprezentuje, a także zdolny do nieetycznych, godzących w środowisko naukowe, posunięć.  Szczegółowych informacji na temat „osiągnięć naukowych” tego pana mogą Państwo zasięgnąć w Rektoracie PWSZ w Nysie  

Koledzy po fachu

Anonim został w ewidentny sposób sfałszowany (przez adresatów-autorów, do których należy doliczyć Sarnowskiego jako przyjaciela Kusala – Sarnowski nie był wtedy „kierownikiem” tylko „dziekanem”, ale też był obecny na prezentacji anonimu 1 lutego 2011). Świadczy o tym dziwny nadawca „germaista”, data wysłania (w przeddzień Rady), treść (nijak się ma do opisanej sprawy, a poza tym Lipowski jako autor 5 naukowych książek był obiektem żywej zazdrości mniej   ...ych kolegów z IFS UWr.), a także fakt, że nikt z nyskich germanistów nic o anonimie nie wiedział, ręczyli nawzajem za siebie, z naszej pracy byli zadowoleni.

W lutym 2011 pani Zura rozesłała pozostałym kolegom z Zakładu Bohemistyki IFS UWr. (być może wszystkim pracownikom IFS ?) e-maile z zapewnieniem, że dyscyplinarne zwolnienie z PWSZ Nysa wcale jej nie dotyczyło, bo dyscyplinarnie zwolniony został tylko Lipowski (mnie opuściła jako adresata tego e-maila, ale i tak o nim wiem).

Podobne oświadczenie napisała dla rektora UWr. prof. Marka Bojarskiego, który z dniem 15 marca 2011 zdjął mnie z kierownictwa Zakładu Bohemistyki Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego (nie byłam wtedy kierownikiem, miałam urlop naukowy, a Zakładem kierował Lipowski, ale kierowałam tam Studium, a potem Zakładem przez 21 lat ) i na to miejsce jako p.o. kierownika mianował ......panią Annę Zurę.

Kłamstwo, fałszerstwo, obłuda, hipokryzja, jak to inaczej nazwać?  Ludzie na tym poziomie etycznym, moralnym i fachowym uczą studiującą młodzież na państwowym uniwersytecie? 

„Takie będą rzeczpospolite, jakie ich młodzieży chowanie”  

 A propos „ ... a także zdolny do nieetycznych, godzących w środowisko naukowe, posunięć” z tego anonimu. O co tutaj chodzi? Otóż w głosowaniu na Radzie IFS UWr. nad profesurą zwyczajną dla pani M.S.   prof. dr hab. Lipowski (prof. został później z wniosku UAM) głosował przeciw niej. Czemu? Po pierwsze pani dostała profesurę tytularną i zwyczajną bez jakichkolwiek książek (w życiu napisała 2, ja znam tylko jedną). Po drugie dyrektor IFS w rozmowie wyraziła o pani opinię skrajnie negatywną, a za kilka dni powiedziała, że jednak ta pani „musi awansować” (dlaczego – zamilczmy, chociaż byłoby to jeszcze bardziej „sensacyjne”, w każdym razie chodziło o powody czysto OSOBISTE)

prof. dr hab. Zofia Tarajło-Lipowska

O co chodzi z tymi 4 minusami? Przecież można odczytać numer IP, skąd wysłano "anonim" napisany wieczorkiem w przeddzień "nadzwyczajnego zebrania Rady IFS UWr.", zwołanego przez p. Paszkiewicz, i zlokalizować komputer.  11 marca, 11.30 - 6 minusów? Proponuję sprawdzenie IP przez biegłego sądowego, z czyjego mieszkanka czy innego lokalu wysłano "anonim" prezentowany przez p. Paszkiewicz jako przewodniczącą "nadzwyczajnej" Rady IFS UWr. w dniu 1 lutego 2011  Inna rzecz, czy sąd w ogóle weźmie taką ekspertyzę pod uwagę, skoro sędzia Ewa Rudkowska-Ząbczyk nie skierowała do ekspertyzy nagrania tejże Rady, które do sądu dostarczyła Anna Paszkiewicz - i które zostało ewidentnie sfałszowane (powycinano z niego fragmenty). Sędzia, dodatkowo zresztą adiunkt na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, uznała, że ta ekspertyza nie jest jej potrzebna do wydania wyroku. Być może na to liczą "minusiarze"?  Na przychylne sądy liczą?

 

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png3.png6.png