Szanowna Pani Profesor,

przypadkiem trafiłem w sieci na blog poświęcony bohemistyce wrocławskiej i w ciągu trzech dni przeczytałem go od początku do końca. Zastanawiałem się nad podjęciem studiów bohemistycznych na UWr, ale po przeczytaniu historii Pani zwolnienia i opisu obyczajów tam panujących postanowiłem, że moja noga w tamtym miejscu nie postanie. W tym roku dodatkowo kuszą nowo otwartym kierunkiem pod nazwą Studia środkowoeuropejskie, prowadzonym przez Instytut Filologii Słowiańskiej. Obawiam się, że z mojej strony zdecyduję się na Poznań, który choć nie jest tak przeżarty kumoterstwem i patologią, też nie ma powodu do chluby w postaci profesora-plagiatora, co wynika z lektury blogu.

Solidaryzuję się z Panią oraz panem profesorem Lipowskim. Jest dla mnie szokującym fakt, że tej klasy fachowców w podły sposób pozbywa się z dotychczasowego miejsca pracy, a zamiast nich przyjmuje się osoby niekompetentne, a sprawy wymagające reakcji zamiata się pod dywan. Uważam, że miejsce, w którym toleruje się taką patologię i łajdactwa, nie zasługuje na miano uniwersytetu. Jeśli slawistyka wrocławska miała kiedykolwiek jakąś renomę, to już ją na pewno straciła. Nie mieści mi się w głowie, że zajęcia bohemistyczne z literatury prowadzili rusycyści, nie mówiąc o polonistach bez odpowiedniej znajomości czeszczyzny na zajęciach z praktycznej nauki języka. Czy ministerstwo nie może wysłać kontroli, która zweryfikuje jakość kadry naukowej i poziom nauki na tych studiach? Nie dziwi w takim wypadku fakt, że znam osobiście przypadek studentki tegoż instytutu, będącej na piątym roku, która skarży się, że praktycznie ich nie nauczono języka i że są na poziomie A2.

Z wyrazami szacunku,

 

Szanowny Panie,

dziękuję za ten list. Gdybym była decydentem, zlikwidowałabym Instytut w tej postaci, ale w tej sytuacji mogę tylko wskazywać palcem i cieszyć się, że ktoś to widzi.

Uniwersytet w Poznaniu byłby lepszy. Zacytuję tu telefoniczną wypowiedź profesora na innym kierunku, który pracował na UWr., ale teraz dojeżdża do Poznania: "Patologie bywają wszędzie, ale to wielka różnica, czy jest ich 80 proc., czy 20.".

Przyznaję, że to śmieszne, że prof. Lipowski (bohemista i słowacysta) jeździ wykładać do Hradca Králové (nawiasem mówiąc, nie wiem, jaka jest Pana osobista sytuacja, ale tam też można bezpłatnie studiować, i to z większym pożytkiem ze względu na język, a utrzymanie troszkę tańsze), tymczasem doc. Jodas na wykłady jeździ do Wrocławia z Ołomuńca. 

Lektorat tutaj to kompletne dno, bo na niższych latach prowadzą go osoby nie znające czeskiego, a na wyższych prowadzi go doc. Martinek, który język może zna, ale uczyć nie umie i pomysłów też nie ma. "Prowadzi" po 2 lektoraty na raz, czyli niby ma uczyć trzy godziny, ale po godzinie wypuszcza do domu.

W Poznaniu, jak pamiętam, języka uczą mgr Pešina i dr Vítová - oboje wiedzą, jak to należy robić.

"Studia środkowoeuropejskie"? Krętactwo, jak zwykle. W roku 2011 dostaliśmy grant na otwarcie takiego kierunku - rusycyści przegłosowali, że go nie chcą. Grantu nie podjęto - Fundusz Wyszehradzki bardzo się dziwił. A ja wtedy słyszałam, jak ówczesny dziekan narzekał, żeby skłonić kolegów-rusycystów do negatywnego głosowania. "Nasi ludzie na tym nie zarobią... ".*)

Jest to wszystko smutne, a brak reakcji ze strony władz Uczelni można wytłumaczyć tylko lekceważeniem tego kierunku. A to dobrze studiom nie wróży - szkoda czasu.

Z pozdrowieniami 

Zofia Tarajło-Lipowska  

*) Dodam poza listem, że opis, jak "nasi ludzie" zarabiali na wieczorowych studiach bohemistycznych, znajduje się na tym blogu we wpisie "Jak złamać sobie kręgosłup moralny". Widocznie nie było widoków, dodam ironicznie, że na specjalizacji "Język i kultura krajów Grupy Wyszehradzkiej we wzajemnym kontakcie" zarobek się powtórzy, zatem "nasi ludzie" przegłosowali, że specjalizacji nie chcą i wyszehradzkich pieniędzy nie przyjmują.

Znów małe (a nawet większe) narody Europy Środkowej zostałyzduszone przez Rosję (w przenośni).      

 

----------------------------------------

Dodam, że doprawdy jestem dumna, że IFS UWr. tak słucha moich rad, choć oficjalnie okazuje mi nienawiść. Okazuje się, ja tam cały czas pracuję i doradzam dyrekcji w jej posunięciach (p.o.kier. nie liczę, bo to nie poziom decyzyjny).

Podam kilka przykładów

  1. W wystąpieniu z 25.01.2011 wnioskowałam o zmianę protokolanta (syna przyjaciół pani dyr., który potem skłamał na jej korzyść przed sądem) - Protokolant został zmieniony.
  2. Pokpiwałam z tytułu cyklu konferencyjnego "Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich" (najpierw pokpiwałam dobrotliwie, np. na jednej z tych konferencji wygłosiłam referat: Mały temat kultury - czeski humor recesyjny) - Konferencje IFS UWr. nazywają się już zupełnie inaczej (oczywiście mnie, chociaż pomysłodawczyni, nie przysyła się zaproszenia)
  3. Pani "p.o.kier" już nie bierze długo trwających zwolnień lekarskich, aby rozwijać sieć marketingową w Niemczech (za co pośrednio chwalił ją pan sprawujący wówczas funkcję dziekana). - I słusznie, bo wystarczyłoby donieść do ZUS-u. Teraz kontrole są w tym względzie ostre.
  4. Pan, który ma dwa doktoraty pedagogiczne (w tym samym roku) i zupełnie nie zna czeskiego (czego w takim razie uczył?), nie będzie dalej pracował (patrz mój wpis na tym blogu: Promotor i jego doktorant)
  5. Najśmieszniej i najsmutniej jednak rozwija się wątek pojawiający się tu w kilku wpisach (m.in. Grant Wyszehradzki wyrzucony na śmietnik). Jak pisze mój korespondent w ofercie IFS UWr. pojawiły się "studia środkowoeuropejskie" (komentarzem do tego "pojawiania się" może być mój wpis: Śmiech na sali! Otwieranie i zamykanie...). Przypomnę tu, że w roku 2010-2011 program podobnych studiów Zakład Bohemistyki pod moim kierownictwem przygotował (byłam autorką pomysłu, który zrodził się pod wpływem rozmowy z moją magistrantką p. Katarzyną Dudzic, pracującą wtedy w Bratysławie), a kierownikiem specjalizacji wyszehradzkiej miał zostać dr Jarosław Malicki. Przygotowanie obejmowało sylabusy przedmiotów i przetłumaczenie tego na angielski. Dostaliśmy wtedy 50 tys. euro na dotowanie tego kierunku, ale pieniędzy nie podjęto, bo choć dziekan Sarnowski wniosek podpisał, to po udzieleniu grantu nagle postawił się "przeciw" (?)

A co teraz? Teraz powstanie taka specjalizacja z pieniędzy Uniwersytetu Wrocławskiego? Międzynarodowe granty są niepotrzebne, tak?

prof. dr hab. Zofia Tarajło-Lipowska 

Wzruszają mnie do łez te "studia środkowoeuropejskie". To jest dokładnie jak w moim wpisie tutaj "Smiech na sali..." - czyli żeby się nazywało. Wartość tutaj tych studiów jest podobna jak w przypadku jednostek "naukowych" w mojej nowej satyrycznej książce: Instytut Semikomunikacji Interkulturowej, Zakład Kultur Represyjnych lub Centrum Badań nad Posttotalitaryzmem, czyli w środku nic, a na czele pan Martinek z Krnova, którego z czeskich uniwersytetów akceptuje tylko Uniwersytet w Opawie (badałam tę sprawę). Oraz polski Uniwersytet Wrocławski, bo tutaj wszystko jedno. (Próbka stylu naukowego pana Martinka jest w jednym z moich zeszłorocznych wpisów.)

Do dziwnych obietnic przedstawianych naiwnym studentom należy też "komunikacja międzykulturowa". Pamiętam, jak paniusia wicedyrektor IFS UWr  z całą swoją bezdenną głupotą oświadczyła, że  w ramach tego przedmiotu można robić "co się chce". A więc uczący tego przedmiotu Lipowski prowadził "język czeski i słowacki w biznesie" (bo widział, że to studentów interesuje, i wiedział, że im się przyda). a ucząca tego przedmiotu pani Zura uczyła studentów mówienia ludziom komplementów, bo jako kierowniczka sieci marketingowej (ukończenie 20-godzinnego kursu w tej dziedzinie, przypominam, dziekan Sarnowski wymienił to jako argument na rzecz zastąpienia nią mnie w funkcji kierownika Zakładu Bohemistyki). Co do treści zajęć pani Zury w tamach przedmiotu "komunikacja międzykulturowa" - patrz wypowiedź uczestniczki tych zajęć we wpisie "Studentka bohemistyki pisze".

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png1.png3.png