31 12.2014 00:39

Do minusujących

Osoby notorycznie „minusujące” na tym blogu (powtarzające tę czynność wielokrotnie niby okrzyk „nieeee”, aby zaprzeczyć oczywistym dowodom) powinny być świadome następujących faktów, które ocierają się o czyn kryminalny:

  1. Kradzieżą własności intelektualnej jest przetłumaczenie na język polski obcojęzycznej pracy magisterskiej i podanie tego jako wyniku swoich badań (nie chodzi oczywiście o cytaty czy przypisy - jako legalne i w pracy magisterskiej zrozumiałe). Osoby wtajemniczone wiedzą, o jakiej sprawie mówię. Niewtajemniczonych na razie nie wtajemniczam.
  2. Wielkim jednak wstydem dla władz uczelni jest to, że sprawa nabrała biegu dopiero po trzech latach (zgłosiłam ją dziekanowi Wydziału Filologicznego już na wiosnę 2011), a jeszcze większym wstydem jest to, że koledzy ze studiów rusycystycznych ówczesnego dziekana dra hab. Michała Sarnowskiego (bliskie roczniki, wspólny akademik, wspólne praktyki w byłym ZSRR, wspólna praca przez całe życie) miesiąc po moim zgłoszeniu tego plagiatu przegłosowali nieprzedłużenie mego zatrudnienia na Uniwersytecie Wrocławskim.
  3. Kradzieżą intelektualnej własności ze strony pracownika naukowego jest wycięcie z czeskiego podręcznika do szkoły podstawowej ćwiczeń gramatycznych, naklejenie ich na kartce i podpisanie swoim nazwiskiem jako wyniku własnego intelektu i pomysłowości. Ćwiczenia te zostały rozesłane studentom jako rzekome ćwiczenia do składni (nie do lektoratu) autorstwa pani prowadzącej zajęcia, pierwowzoru zresztą „doktor-pokier” z dziewiątego odcinka powieści „Recykling ciał i dusz”. Dodam ironicznie, że „własnością” pani p.o.kier. jest najwyżej klej, którym te wycinki przykleiła przed skserowaniem stron, podczas gdy sama uczestniczyła w tym „intelektualnym przedsięwzięciu” najwyżej z pozycji osoby rozwiązującej te ćwiczenia, czyli uczennicy szkoły podstawowej.
  4. Wiele innych przykładów, które mogłabym podać, dotyczy mego wyciągnięcia pomocnej ręki, na którą obiekt wyciągnięcia natychmiast napluł, jak tylko pomoc przestała być potrzebna. Najlepiej nie pomagać albo przynajmniej wcześniej sprawdzić poziom moralny obiektu, któremu udziela się pomocy

 

Komentarz

Przeczytałam właśnie bardzo ciekawą książkę Miloša Urbana „Praga piccola”, którą zresztą wszystkim czytającym po czesku szczerze polecam.

Dzięki tej książce przypomniałam sobie trafną dewizę Tomáša Garrique’a Masaryka: Nebát se a nekrást!, a jednocześnie uderzyło mnie, jak ta zasada jest wciąż aktualna, nawet w mojej zawodowej sytuacji.

Jest bowiem tak, że moi wrocławscy przeciwnicy, uporczywie minusujący na tym blogu boją się i kradną. Boją się prawdy, a kradną, bo im się na to pozwala.

 

 

 

 

3.png5.png0.png3.png5.png0.png