Zakład po połączeniu w 2008 roku liczący bodajże 15 pracowników zachował podział pracy w dwóch pomieszczeniach. Pracownicy zostali w pokojach, w których pracowali przed połączeniem. Więc dla zróżnicowania grup będę używać nazw „zespół 215” oraz „zespół 230”, w którym do dziś pracuję.

Jak już wspomniałam nie byłam jedyną osobą, dookoła której utworzyła się niedobra atmosfera. Były bezpośredni przełożony wraz z „kolegami” tworzyli swoistą koalicję przeciwko kolejno wybieranym pracownikom. Moi „poprzednicy” byli w upokarzający sposób konfrontowani z zespołem na zebraniach poświęconych ich „zachowaniu”. Charakterystyczny jest fakt iż ”niedobra atmosfera” dotyczyła osób wykształconych, z dorobkiem naukowym oraz artystycznym.

Rok akademicki 2008/2009, semestr letni. 

Moja poprzedniczka, architekt, artystka malarz, ukończyła również studia podyplomowe w zakresie malarstwa architektonicznego. Doktoryzowała się na Wydziale Architektury,  publikowała i konsekwentnie dążyła do habilitowania się drogą naukową.

W początkowej fazie mobbingu zaczyna się tworzyć dookoła pracownika specyficzną atmosferę, zaczynają się plotki, osaczanie, osoba się broni, zyskuje miano konfliktowej, agresywnej, tłumaczy się, wysyła maile do „kolegów” z zespołu naiwnie myśląc iż otrzyma choćby cień pomocy. Tak też postępowano z moją poprzedniczką. Jak mi powiedziała jedna z koleżanek „zespołu 215”, zaczęto ją miedzy sobą nazywać „kupą, z którą nie wiadomo co robić”, „pod koniec skłóconą ze wszystkimi”. Późną wiosną 2009 roku „zespół 215” pod przewodnictwem byłego bezpośredniego przełożonego, przymierzał się do finału. Byłam niechcący świadkiem rozmowy „kolegów”, którzy rozmawiali na temat planowanego bodajże na następny dzień zebrania poświęconego zachowaniu mojej poprzedniczki. Relacjonowano co mówiła, ile maili i do kogo wysłała. Po owym „zebraniu” poświęconym jej osobie wyrzucono ją z pokoju 215 i polecono przenieść swój pracowniczy „dobytek” do pokoju 230, z „flagową” etykietą osoby konfliktowej. Choroby, zwolnienia, urlopy dla poratowania zdrowia. Moja poprzedniczka już nie pracuje na Wydziale Architektury, wyjechała za granicę. Mam nadzieję iż jej się wiedzie, iż wykorzystuje swoje umiejętności, wiedzę, wykształcenie i realizuje się zawodowo pracując w godnych warunkach.

Rok akademicki 2009/ 2010, semestr letni

Mój poprzednik, artysta malarz i architekt. Habilitował się na Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Sytuacja, w której się znalazł była o wiele trudniejsza.. Również i w jego wypadku tym razem „zespół 230” wcześniej przygotowywał się do finału. Od dłuższego czasu, były bezpośredni przełożony komentował zachowanie mojego poprzednika np. na Radach Wydziału, przedstawiając go w bardzo niekorzystnym świetle, pomimo tego iż powszechnie wiadome było iż kolega ten niedomagał.  

Również i w tym roku późną wiosną 2010 roku „zespół 230” przygotowywał się do zebrania. Bodajże dzień przed zebraniem w stołówce nazywanej Klubem Architekta omawiano „dziwne” zachowanie mojego poprzednika zarówno w pracy, jak i prywatnie. Zachowanie głośno omawiała, osoba która go bliżej znała, osoba znana z przedstawiania pracowników w negatywnym świetle, starszy wykładowca na etacie dydaktycznym. Rozgrzewka przed finałem, ponieważ byliśmy uprzedzeni, że zebranie będzie poświęcone właśnie jemu. Po części organizacyjnej, „zespół 215” został poproszony o opuszczenie pomieszczenia, a były bezpośredni przełożony rozpoczął przemowę oczekując od nas, że będziemy kolejno zadawać ciosy. Niewiele osób się odezwało. Nie zapomnę wyrazu jego oczu, gdy zorientował się co właśnie ma miejsce. Zaczęłam przeczuwać, że będę następna.

Właśnie przed tym zebraniem jeden z pracowników starszy wykładowca, dążący do bycia  zawsze wobec mnie w pozycji uprzywilejowanej, zawsze pierwszy wagonik za każdą lokomotywą, zakomunikował mi iż jest zdolny do wszystkiego i mi to udowodnił.

W dosyć krótkim czasie po tym zebraniu mój poprzednik poważnie zachorował. Zwolnienie, urlop dla poratowania zdrowia. Również i obecnie często niedomaga. Jakiś czas po zebraniu były bezpośredni przełożony oficjalnie zademonstrował zapisaną kartkę papieru, skarżąc się iż po zebraniu mój poprzednik złożył do Dziekana skargę.

Jako antidotum chroniącym przed pracownikami niepublikującym tzw. N0 zaczęto proponować etaty dydaktyczne. Mój poprzednik, mgr inż. architekt oraz dr hab. w dziedzinie sztuk plastycznych, adiunkt mający artystyczny dorobek i jak myślę współfinansujący swoje artystyczne stopnie wylądował na dydaktycznym etacie, takim samym  jak osoba mająca za sobą trzy nieudane próby zrobienia doktoratu, która de facto powinna zapłacić za stracony czas nie tylko promotorów.

Rok akademicki 2010/2011, semestr letni

Wydarzenie, które miało miejsce 25 maja 2011 r. na terenie Wydziału Architektury stało się podłożem nękania i szykanowania mnie do tej pory, czyli już osiem lat. Co prawda nie zorganizowano zebrania poświęconego mojemu zachowaniu, ale nękano mnie na kolejnych zebraniach i konsekwentnie mnie szykanowano, dyskryminowano mnie, sabotowano moją dydaktyczną,  naukową i artystyczną karierę na różne sposoby.

Bogatsza o doświadczenia poprzedniczki unikałam „skłócania” się z zespołem, ale konsekwentnie mnie ze współpracownikami skłócano i skłóca się dalej. Wciągani w to byli i jak myślę dalej są również studenci, którym jak mi powiedziano głównie ta sama osoba, starszy wykładowca przedstawiała mnie w niekorzystnym świetle podkopując mój zawodowy autorytet, niestety ani władze Wydziału, ani Samorząd Studencki nie były zainteresowane konfrontacją oraz wyjaśnieniem sprawy.  

Z moich obserwacji wynika iż podanie faktów do wiadomości publicznej w cyklu artykułów  „Politechnika Wrocławska ignoruje mobbing?”, zamieszczonej na stronie poświęconej akademickim patologiom https://nfamob.wordpress.com/ prowadzonej przez dr Józefa Wieczorka, poprawiło moją sytuację. Chociaż w Kodeksie Etyki Politechniki Wrocławskiej z 2016 roku wyraźnie jest napisanie iż pracownicy P.Wr. powinni sprzeciwiać się wszelkiej patologii życia społecznego i akademickiego i pomimo tego iż wyraźnie daje mi się do zrozumienia iż jako „samozwańczy kontroler” (za plecami mogę być nazywana bardziej dosadnie) „pokalałam swoje gniazdo”, to z własnego podwórka wiem iż najgorszym rozwiązaniem jakie może szykanowany pracownik podjąć, to „korzenie się” i „czekanie aż przejdzie”. 

Zapraszam do zapoznania się z patologiami akademickiego życia, które stały się moim udziałem i niniejszym załączam Uchwalę Senatu P.Wr. w sprawie przeciwstawiania się „mowie nienawiści”

 Uchwała Senatu PWr o odrzuceniu mowy nienawiści

2.png9.png1.png2.png1.png2.png