Przeszło rok temu napisałam do nowego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego list, który wobec braku jakiejkolwiek odpowiedzi pozwalam sobie przytoczyć:

 

                                                                           Wrocław, 6 grudnia 2016

                                                                   Jego Magnificencja
                                                                   Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego
                                                                   prof. dr hab. Adam Jezierski
                                                                   Uniwersytet Wrocławski
                                                                   50-137 Wrocław, p. Uniwersytecki 1

 

Szanowny Panie Rektorze!

Zwracam się z wnioskiem o usunięcie z moich akt osobowych,  przechowywanych w Dziale Osobowym Uniwersytetu Wrocławskiego, bezpodstawnie mnie krzywdzących, odręcznych wpisów dokonanych przez byłego dziekana Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego dra hab. Michała Sarnowskiego i byłą dyrektor Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego dr hab. Annę Paszkiewicz. Wpisy te zrobiono w drugim kwartale roku 2011: są to wpisy krótkie o podobnej treści „Utraciła zaufanie… podpis  i pieczątka” oraz wpisy dłuższe, odręczne, np. wpis dra hab. Michała Sarnowskiego z 16.03.2011. Wpisów tych dokonano złośliwie, bez żadnych powodów i bez podania podstawy tego urzędowego aktu, a w dodatku w tajemnicy przede mną, bez zawiadomienia mnie o tej czynności.  Zostały wykonane przez osoby znające się z tego samego kierunku studiów i rocznika, prywatnie i towarzysko bardzo ze sobą zżyte. Istnienie tych wpisów wykryłam przypadkiem, przeglądając swoje akta osobowe w obecności urzędniczki Działu Osobowego UWr.

Pracowałam w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego na pełnym etacie w latach 1990-2011, a w latach 2012 -2016 figuruję tam jako „nieetatowy pracownik naukowy”. Twierdzę jednak, że na Uniwersytecie Wrocławskim pracowałam na pół etatu od października 2011 do czerwca 2016, prowadziłam bowiem seminaria doktoranckie dla trojga doktorantów na Wydziale Filologicznym UWr., udzielałam konsultacji studentom tego Wydziału, w imieniu UWr. publikowałam artykuły naukowe, uczestniczyłam czynnie w konferencjach, również zagranicznych, kilkakrotnie przebywałam na bohemistycznych stypendiach, uczestniczyłam aktywnie w Radach Wydziału Filologicznego UWr., a także podwyższyłam swoje kwalifikacje zawodowe, bo otrzymałam profesurę tytularna na wniosek Uniwersytetu Wrocławskiego Wykonywałam zatem wszystkie czynności według karty stanowiska pracy pracownika naukowo-dydaktycznego, obowiązującej na Uniwersytecie Wrocławskim 

Wspomniane na początku bezpodstawne wpisy pochodzą z roku 2011, kiedy byłam zatrudniona na pełnym etacie jako profesor nadzwyczajny. Dodam tutaj, że przez 22 lata w Instytucie Filologii Słowiańskiej UWr. pełniłam funkcje kierownicze: byłam kierownikiem Studium Języka i Kultury Czeskiej, a potem kierownikiem Zakładu Bohemistyki. Nigdy nie było na moją pracę najmniejszej skargi, odwrotnie – chwalono mnie jako twórcę wrocławskiej bohemistyki (nowego kierunku na Uczelni) i pierwszą jej wykładowczynię. Kilkakrotnie dostałam nagrodę rektora Uniwersytetu Wrocławskiego, a w roku 2011 otrzymałam nagrodę II stopnia Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego za osiągnięcie indywidualne. W poprzednich latach na wniosek Instytutu Filologii Słowiańskiej i Wydziału Filologicznego byłam kilkakrotnie nagradzana medalami: w roku 2008 otrzymałam Srebrny Krzyż Zasługi, w roku 2009 Medal Edukacji Narodowej, a w roku 2010 Złoty Medal za Długoletnią Służbę. Z własnej inicjatywy i według własnych pomysłów zorganizowałam trzy wielkie międzynarodowe konferencje naukowe: Wrocław w Czechach – Czesi we Wrocławiu (Wrocław 2002, bez dotacji ze strony UWr.), Podzwonne dla granic – Už hranicím odzvonilo (Jugowice 2008), Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich. Sen (Wrocław 2011), byłam też ich kierownikiem naukowym.  

Do tego należy dodać, że w roku 2011 Uniwersytet Wrocławski wnioskował o moją profesurę tytularną. Pozytywna decyzja w tej sprawie zapadła w roku 2013, a profesurę otrzymałam 10 kwietnia 2014 z rąk prezydenta Bronisława Komorowskiego, który przy wręczaniu wymienił Uniwersytet Wrocławski  jako moją macierzystą uczelnię.

Problemem jest dla mnie nie tylko sprawa wspomnianych złośliwych i bezprzedmiotowych wpisów w moich aktach osobowych, ale także nieprzychylne przyjęcie mojej profesury tytularnej przez władze Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Wrocławskiego (mimo że one same o nią wnioskowały). Wprawdzie na moją prośbę i w mojej obecności we wrześniu 2014 dziekan dr hab. Marcin Cieński na Radzie Wydziału Filologicznego wspomniał o mojej profesurze, to jednak wcześniej przede mną sugerował, żebym przyniosła „jakieś zaświadczenie o profesurze”, co wobec oficjalnych ogłoszeń w Internecie jest co najmniej dziwne, a poza tym odczułam to jako doświadczenie skrajnie nieprzyjemne.

Mam też podstawy, aby sądzić, że moja profesura na Uniwersytecie Wrocławskim w ogóle nie jest ewidencjonowana. Na przełomie 2014/15 pytałam bowiem redakcję „Przeglądu Uniwersyteckiego UWr.”, czy zamieściła o niej notatkę, ale dostałam pisemną odpowiedź, że nie zamieściła, bo  (cytuję) „nasze czasopismo ogłasza tylko profesury zdobyte przez pracowników Uniwersytetu Wrocławskiego” (Korespondencja ta zginęła mi w komputerze, ale sądzę, że pozostaje to w dokumentach elektronicznych „Przeglądu Uniwersyteckiego”).

Na marginesie dodam, że mam albumowe wydawnictwo Politechniki Wrocławskiej: Marek Burak, Piotr Pregiel „Tytularni profesorowie Politechniki Wrocławskiej 1945-2015”, Wrocław 2015.  Obawiam się, że gdyby podobne wydawnictwo powstało na Uniwersytecie Wrocławskim, to w ogóle nie byłabym w nim ujęta, co oczywiście nie tylko mnie krzywdzi, ale też narusza prawdomówność opracowania. Ta sama uwaga dotyczy kłamliwych źródeł do , wiedzy o mnie, czyli  wymienionych na początku tego  pisma bezpodstawnych wpisów w moich aktach osobowych.

Powyższa sprawa jest dla mnie bardzo ważna, przenosi bowiem w przyszłość charakterystykę mojej osoby (jako autorki ossolińskiej „Historii literatury czeskiej” i wielu innych książek), stawiając mnie w bardzo niekorzystnym świetle.

W przypadku nieusunięcia tych kłamliwych, krzywdzących i bezpodstawnych notatek w moich aktach osobowych będę zmuszona udać się na drogę sądową.

Z poważaniem

(...) Zofia Tarajło-Lipowska  


List został wysłany jako polecony ze zwrotnym poświadczeniem odbioru, które (podpisane) otrzymałam od Poczty Polskiej w grudniu 2016.

Kodeks postępowania administracyjnego, któremu podlegają czynności osób pełniących funkcje administracyjne i organizacyjne, stanowi, co następuje:

„Przedmiotem skargi może być w szczególności zaniedbanie lub nienależyte wykonywanie zadań przez właściwe organy albo przez ich pracowników, naruszenie praworządności lub interesów skarżących, a także przewlekłe lub biurokratyczne załatwianie spraw (art. 227 K.p.a.). Organ właściwy do załatwienia skargi powinien załatwić skargę bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca (art. 237 § 1 K.p.a.). O sposobie załatwienia skargi zawiadamia się skarżącego.”

JA JEDNAK DO DZIŚ NIE DOSTAŁAM ŻADNEJ ODPOWIEDZI NA SWOJE PISMO, tylko (serdeczne) zaproszenie na uroczyste spotkanie opłatkowe w dniu 14 grudnia 2017 na Uniwersytecie Wrocławskim oraz zaproszenie na koncert organowy w Oratorium Marianum w dniu 17 stycznia 2018, w którym wystąpi adresat powyżej przytoczonego pisma, prof. Adam Jezierski. Wstęp wolny.

Trudno mi uwierzyć w serdeczność tego zaproszenia, skoro wbrew mojej profesurze i zasługom, wbrew nagrodom i medalom oraz zdobytemu tzw. dużemu Grantowi Wyszehradzkiemu (który zresztą, już po otrzymaniu go, rusycyści wyrzucili do kosza) akta osobowe w dalszym ciągu mam upstrzone dopiskami „utraciła zaufanie” oraz czerwonymi pieczątkami kadencyjnego dyrektora i kadencyjnego dziekana.

Śmiem twierdzić, że kolejne kadencyjne osoby chcą po prostu przeczekać swoją kadencję w nadziei, że tą przykrą sprawą zajmie się już ktoś nowy, wybrany i mianowany.

Studenci i doktoranci w ten sposób uczą się, że nie liczą się stopnie naukowe, wydane książki, zdobyte granty i otrzymane odznaczenia (że to wszystko POZORY), tylko „układziki” między małymi ludźmi.

Dodam, że nie znam osobiście pana rektora prof. Adama Jezierskiego, ale słyszałam o nim, że nigdy by sobie nie pozwolił na poradzenie mi, żebym się przed powyższym „pieczątkowym” dziekanem rozpłakała, bo łzy kobiece tak rozczulająco na mężczyzn działają - na co pozwolił sobie poprzedni rektor.

Trudno mi jednak powiedzieć, dlaczego w moim przypadku najwyższe organy Uniwersytetu Wrocławskiego nie przestrzegają zasad kodeksu postępowania administracyjnego, nie mówiąc o zwykłej lojalności i grzeczności w stosunku do pracowników, których Uniwersytet Wrocławski  sam wnioskował do tytułu profesora i którzy ten tytuł otrzymali.  

Skąd więc milczenie tych organów? 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png4.png8.png5.png6.png