27 08.2016 18:37

Jak przestałam (nagle - i bynajmniej nie z własnej woli) prowadzić zajęcia (prócz seminariów doktoranckich) i zajmować się pracą naukową w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego (choć naukowo pod szyldem UWr. i tak pracuję), to IFS UWr. zastąpił mnie osobnikiem zwanym doc. Liborem Marcinkiem, zaprotegowanym na tenże UWr. przez dr Annę Zurę, absolwentkę polonistyki na Uniwersytecie Opolskim, której jej nauczyciele akademiccy z Opola jakoś nie pamiętają. Pani ta została wypromowana na doktora przez prof. Mieczysława Balowskiego, o którym pisałam na tym blogu kilkakrotnie.

Nie  uwierzyłabym, że doc. Martinek może MNIE zastąpić, ale reprezentujący mnie adwokat dostał oficjalne pismo z UWr., w którym tak jest napisane.

Doc Martinek po pomyślnym załatwieniu dziewiętnastowiecznego ludowego poety z Jabłonkowa, Adama Sikory (czytałam recenzję w „Odrze”),  zajął się laskim literatem Óndrą Łysohorskim. O nim pisze swoje najnowsze naukowe wypociny, uczestnicząc w konferencjach organizowanych przez Instytut Filologii Słowiańskiej UWr. (organizowanych oczywiście za pieniądze polskich podatników).

Rzecz jednak w tym, że Óndra Łysohorsky (Erwin Goj) jest zjawiskiem politycznym, a jeśli rozszerzyć badania nad nim w kierunku filologii, to również okrajowym (ciekawostkowym) zjawiskiem językoznawczym.      

Gwara laska jest gwarą wciśniętą między gwary śląskie (polskie), czeskie i morawskie, a pan podpisujący się jako Łysohorsky chciał ją awansować na język samodzielny i w ten sposób „awansować” mówiących tą gwarą ludzi na naród laski. W tym celu udał się z prośbą do Stalina – i to jest właśnie najciekawszy jego postępek. Stalin jednak – wiemy - grupy ludzi mówiących tym językiem nie awansował na naród.

Za to awansują ją naukowcy. Jako gwarę i język literacki badał ją nieżyjący już profesor Jiří Marvan, człowiek trzeba przyznać wybitny, zasłużony jako założyciel slawistyk w Ameryce i w Australii, choć badania nad językiem Óndry Łysohorskiego nie wpłynęły najbardziej na jego osiągnięcia. Pan Profesor w swoim długim i pracowitym życiu był m.in. ambasadorem - i tu pragnęłabym dodać, że bycie ambasadorem (choćby już nieaktualnym) w tajemniczy i dziwny sposób wzmaga naukowość niektórych profesorów (prof. Marvan jednak rzadko się tym podpierał). Prof. Marvan był również ulubionym czeskim językoznawcą wrocławskich slawistów (czytaj: rusycystów) – sama byłam świadkiem, jak dr hab. Jan Sokołowski mówił, że jak na konferencję zaprosi się prof. Marvana, to już nikogo więcej z Czech nie trzeba zapraszać. Prof. Marvana cenię i lubię, w dodatku bardzo rozradował mnie jego list, że p.o.kier, Zakładu Bohemistyki IFS UWr. dr Zura (metodą siłową nią mnie zastąpiono) nie umie napisać listu po czesku, a więc kompromituje wrocławską bohemistykę.

Drugą osobą badającą piszącego po lasku Óndrę Łysohorskiego jest dr Grażyna Balowska z Uniwersytetu Opolskiego. Innych badaczy nie znam, ale pewnie są.

Teraz bada go bohemista i literaturoznawca wrocławski dr hab. Libor Martinek,

Z zasady nie czytam jego twórczości naukowej, ale mam duże wątpliwości, czy tu mamy „coś” do literaturoznawczego dłubania, i to dłubania pod szyldem bohemistyki (wrocławskiej – ha, ha ha!), skoro Erwin Goj pisał w języku innym niż czeski, jak sam uważał. Mniejsze narody i literatury chętnie poszukują u siebie zjawisk analogicznych do tych, jakie występują w literaturach większych (potrąciłam o to w „uwagach genologicznych”  w sierpniowym wpisie „Krakowscy bohemiści piszą”). Każdy, kto uważa się za naród, chce mieć swego Byrona, swoje pieśni bohaterskie, swoją lirykę miłosną i swoje żale na krzywdę socjalną, lepiej jeszcze na krzywdę narodową (?).

Przypomina mi to słynnego Petra Bezruča, za którego poezją  (ani za jego osobą) nie przepadam, ale bycia czeskim poetą nie można mu odmówić. Czeskim, a nie „laskim”.

Pozdrawiam wszystkich studentów i kolegów nieszczęsnego pana Martinka, mącącego im w głowach pseudonauką

           

 P.S. Czy pan Martinek nie powinien być w związku z tym, co poniżej, przeniesiony na polonistykę na Uniwersytecie Wrocławskim? Najlepiej razem z dr Zurą. 

Gwary laskie (cz. lašská nářečí) – zespół etnolektów północno-wschodnich Czech należących do grupy języków zachodniosłowiańskich, najczęściej uważane za dialekty języka czeskiego, aczkolwiek dialektolodzy polscy pochodzenie tych gwar wiążą z językiem polskim[1], zaś dialektolodzy czescy z językiem czeskim, a różnią się one zarówno w wymowie jak i piśmie od obu języków (dyglosja).

Fragment innej pracy pana Martinka cytuję w przekładzie we wpisie z dnia 9.07.2015. Uprawianie nauki jako wyliczanie faktów, pierwszo- i drugo-, a nawet trzeciorzędnych w jednej linii? Jakież to nudne i niepłodne!

 

 

 

 

3.png9.png5.png9.png8.png5.png