Niuanse składają się na awanse 29 04.2015 20:16

Przysłowie „kto chce psa uderzyć, ten kija znajdzie” powinno mieć też odwrotną postać: „kto chce psa pieszczotliwie podrapać, ten pchłę, choćby sztuczną, już na nim wyiska”.

Wydawałoby się, że na wyższej uczelni jedynym kryterium zatrudnienia czy awansu powinien być stopień naukowy, dorobek naukowy, opinia u studentów i zasługi organizatorskie. Ale drogi awansów bywają dziwne, kręte - tak kręte, że niewyrażalne, niemożliwe do sformułowania  - o prawdziwych kryteriach można tylko mniemać, można je tuszyć.... Pokrywa się je twierdzeniami bylejakimi, mówi się coś bzdurnego, a wytrenowana//wytresowana Rada, rada czy nierada, wszystkie bzury zaakceptuje.    

Zacytuję trzy wypowiedzi, które słyszałam, wyraźnie i dobitnie wyartykułowane, od osób kompetentnych (przynajmniej formalnie kompetentnych, jeśli nawet faktycznie niekompetentnych):

  1. Sprawa zatrudnienia pewnego doktora habilitowanego, który dotąd pracował gdzie indziej, ale teraz woli tutaj. Pada pytanie z sali „A czym tenże dr hab. X specjalnie się zasłużył?”. Słyszymy odpowiedź, dosyć arogancką przyznajmy: „Jest to jeden z najlepszych nauczycieli języka polskiego we Wrocławiu”. Sala ucicha. Od następnego semestru pan zaczyna właśnie uczyć „języka polskiego we Wrocławiu”, i to nie w szkole średniej.
  2. Sprawa wyrzucenia z kierownictwa zakładu pani dr hab.Y, prof. UWr., z wyniesieniem na to miejsce pani dr AZ.  Dyskutant, który przypadkiem pełni wówczas funkcję dziekana, zdecydowanie optuje za tą zmianą, oświadczając głośno: „A poza tym pani AZ ukończyła 20-godzinny kurs dla kierowników sieci marketingowych!”.  (Za-radna, co?) Na to nieza-radna, ob-radna, zd-radna, choć po trosze też bez-radna, Rada, śmiechem bynajmniej nie reaguje, kreśli natomiast posłusznie na kartkach „tak”.
  3. Sprawa awansu pewnej pani, która, jak uchwalono pół roku wcześniej, nie spełniła kryteriów awansu, o który się ubiegała. - Kryteria trzeba zmienić, bo pani uciekł mąż - wyjaśnia mi w telefonie osoba, która te awanse oficjalnie proponuje.

Jak się okaże, nad politowaniem nad porzuconą kobietą przeważą koneksje tej pani, o których tej osobie przypomniała, i które przełożą się na przysługi, jakie w podzięce odda inicjatorom głosowania nad zmianą kryteriów.  (I rzeczywiście, oddała - kiedyś opowiem, jak znajdę ładne tło narracyjne.) 

Które z tych „uzasadnień” jest najgłupsze? Pewnie ostatnie, choć przedostatnie też może okazać się „niezłe”, jeśli Rada zachowa się jak stado posłusznych owieczek.  W obu zresztą przypadkach panie podparły się „przysługami”, które były ważniejsze od wyartykułowanego absurdalnego uzasadnienia. Przysłowie „kto chce psa uderzyć, ten kija znajdzie” powinno mieć też odwrotną postać: „kto chce psa pieszczotliwie podrapać, ten pchłę, choćby sztuczną, już na nim wyiska”.

Podobne, odgórne i „litościwe” spojrzenie na kobiety przejawiło się w radzie udzielonej mi przez rektora Bojarskiego, abym się przed dziekanem Sarnowskim jako mężczyzną... rozpłakała. Bo wtedy to on mi przebaczy... „Niech sobie gada zdrów!” – pomyślałam, wychodząc z jego gabinetu, ale jak się okazało, rada była jak najbardziej realna. Nie płakałam – dziekan mi nie przebaczył. Czego?  Krytyki Instytutu Filologii Słowiańskiej (czytaj: krytyki powyższych uzasadnień awansów).

Nie chcę tutaj wchodzić w hasła feministyczne - nie pozwólmy się jednak, drogie panie, obrażać - ani słowami, ani traktowaniem. I  same nie oszukujmy, tak jak ta „kierowniczka sieci marketingowych”, która z miną zażenowaną i jednocześnie zadowoloną słuchała wówczas dziekańskich komplementów. Po głosowaniu rektor Bojarski awansował ją do funkcji kierownika na Uniwersytecie Wrocławskim. W następnym semestrze studenci bohemistyki złożyli skargę, że tylko 30 procent zajęć na tymże kierunku się odbywa (w tym czasie też przypadkiem Václav Klaus gościł w Auli Leopoldina, kierownika BOHEMISTYKI jednak na spotkaniu nie było, dyrektora "slawistyki" też), a tymczasem „wielostronna kierowniczka” ruszyła zagranicę na marketingowe akcje. W nagrodę w następnym roku od „osób iskających sztuczne pchły” otrzymała urlop naukowy (którego przydzielenie podpisał rektor). Wiele bowiem akcji marketingowych można w czasie takiego urlopu oblecieć  

                                                          

Zofia Tarajło-Lipowska

 

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png3.png8.png