Miałem dziś napisać o czymś zupełnie innym. Jednak to w czym zdarzyło  mi się ostatnio uczestniczyć przesądziło, że postanowiłem opowiedzieć o tym na gorąco. Przytrafiło mi się bowiem coś, co w pełni potwierdza znane powiedzenie, że „nie ma rzeczy niemożliwych”. Nigdy w życiu bym się przecież nie spodziewał, że będzie mi dane być  świadkiem publicznego, naukowego nawrócenia. I to jeszcze kogo? Prawdziwego tuza polskiej, marksistowskiej socjologii. Znawcę dialektycznej metodologii i strategii rozwoju teorii socjologicznej opartej na koncepcji materializmu historycznego, dla którego obce  w nauce było wszystko co odbiegało  od tzw. ducha marksizmu. Niechęci do tego co było sprzeczne z założeniami „ojców socjologii naukowej” (m.in. K. Marksa) bohater niniejszego felietonu nauczył się już za młodu od uczonych radzieckich. W swojej książce z 1973 roku (Teoria i wyjaśnienie. Z metodologicznych problemów socjologii) w jednym tylko przypisie przytoczył aż sześciu autorów z Kraju Rad. Mało. Wcale niewykluczone, że  do owej wolty/nawrócenia doszło w następstwie także i mojej skromnej inspiracji, by nie powiedzieć interwencji. Nawrócenie - trudno oczywiście dziś przewidzieć, czy będzie trwałe - dokonało się w obecności dość licznej publiczności, głównie studentów. Miało miejsce podczas wykładu światowej sławy socjologa emerytowanego prof. UJ. Piotra Sztompki (ur. 1944). Określenie „światowa sława” - pochodzi m.in. od prof. Bogusława Śliwerskiego, który pojawi się później w  kontekście stawianych mi oskarżeń o nienawiść do komunizmu/marksizmu jak i postmodernizmu. Konwencja felietonu wymusza, aby poprzestać jedynie na odnotowaniu, że  w wykładzie sporo było o klasycznych wartościach prawdy(w tym prawdy objawionej, ewangelicznej(sic!),dobru i pięknie. ”Pod pojęciem prawdy - dowodził były marksista - kryje się nie tylko prawda empiryczna, ta naukowa, ta oparta na faktach, ale także wiara -czyli prawda objawiona”. Subtelny metodolog, znawca i badacz marksizmu z atencją i szacunkiem nawiązywał też do encykliki Fides et Ratio Jana Pawła II i książek księdza prof. Michała Hellera. Ogólnikowo, nie wchodząc w szczegóły ganił i potępiał też uleganie naukowym modom. Doprawdy miło było (choć przecież nie wszystko) takim katolom jak ja tego słuchać.

Organizator wykładu (11.XII 2018, Instytut Socjologii UJ) już nazajutrz bez fałszywej skromności napisał: ”Wczorajszy wykład Profesora Piotra Sztompki cieszył się ogromnym zainteresowaniem! Serdecznie dziękujemy Wszystkim zgromadzonym za obecność i inspirujące pytania”. Nie ma powodu, abym ukrywał, że pełnoprawnym adresatem tych podziękowań jest także piszący te słowa. Ośmieliłem się  bowiem zadać profesorowi Sztompce pytanie - przywołam je poniżej, które, kto wie, czy aby nie popchnęło dodatkowo Pana profesora do  tytułowego nawrócenia. Teraz przypomnę parę istotnych faktów  z błyskotliwej naukowej kariery prof. Sztompki, gdyż tylko w tej perspektywie można nabrać pełnej  świadomości co tak naprawdę się stało. I skąd ta moja ekscytacja. Otóż profesor  Sztompka doktor honorowy kilku uczelni krajowych i zagranicznych osiągnął w nauce wszystko co tylko było można. Był/jest jej niekwestionowanym ulubionym pieszczochem nieomal wszystkich stąpających po akademickich salonach. Został członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk, jest członkiem krajowym czynnym Polskiej Akademii Umiejętności, członkiem Academia Europaea i American Academy of Arts and Sciences.W latach 1996–2003 pełnił funkcję przewodniczącego Komitetu Socjologii PAN, a w latach 2002–2006 był przewodniczącym Międzynarodowego Stowarzyszenia Socjologicznego. Wystarczy? Czy można chcieć więcej? Jest jednak - (wprawdzie dość  rzadko podnoszony)  pewien istotny  szkopuł.

Ślepota  koryfeuszy światowej socjologii?

Myślę, że warto w zarysowanym wyżej  kontekście  skonfrontować lawinę przywołanych zaszczytów,  splendorów i pełnionych funkcji koryfeusza światowej socjologii z rzeczywistymi osiągnięciami poznawczymi tej dyscypliny naukowej. Otóż po instytucjonalnym/formalnym upadku komunizmu na Zachodzie rozgorzała dyskusja między socjologami, historykami idei i filozofami o to, kto z nich, kiedy i dlaczego „prześlepił” to, co się stało w państwach komunistycznych. Dlaczego mędrcy(a więc także prof. Sztompka i paru innych, np. prof. J. Szczepański) nie przewidzieli ani powstania „Solidarności”, ani końca Związku Radzieckiego? Dlaczego tak wielu zachodnich badaczy propagowało idee komunizmu i zamykało oczy na wszechobecne kłamstwo, czyli istnienie GUŁAG-u, cenzury i tajnej policji? Czy nie należało wcześniej odrzucić, lub co najmniej zmienić dotychczasową metodologię nauk humanistycznych i społecznych, skoro nie prowadziła do rzetelnej oceny i poznania rzeczywistości? (B. Świderski, „Rzeczpospolita” 2005).Najwyraźniej zbyt mała była świadomość, że komunizm jako  teoria omnipotentna, roszcząca sobie prawo do wyjaśnienia wszystkiego, miała swój urok dla wielu ludzi Zachodu owładniętych przez sceptycyzm. Ideologia ta opanowała w swoim czasie trzecią część globu i oddziaływała na  około półtora miliarda ludzi. Jak na tym tle w obszarze tych nauk zachowywali się i nadal zachowują nasi rodzimi koryfeusze/mędrcy i ich totumfaccy każdy - kto tylko chce i  ma dobrą wolę - widzi.

Koryfeusz naukowy jako wzór osobowy

Pozostańmy jeszcze przy prof. Sztompce odnotowując, że  w 2006 roku otrzymał  od Fundacji na rzecz Nauki Polskiej (FNP) bodaj najbardziej prestiżową  polską  nagrodę za działalność naukową w dziedzinie nauk humanistycznych i społecznych; także najbardziej znaczącą pod względem materialnym. Podczas uroczystości wręczania nagrody podkreślano wyjątkowość tej nagrody i to, że do uzyskania niezwykłego wyniku badawczego nie wystarczą talent i praca, musi im towarzyszyć wybitna osobowość. Wyrażano  przekonanie, że wynik konkursu to także wskazywanie wzorów osobowych.

Socjologiczny Koryfeusz w świetle samooceny

Odbierając nagrodę prof. Sztompka starał się przedstawić uczestnikom uroczystości swoje odczucia. To jest tak - powiedział - jakby wszystkie moje książki ukazały się jednocześnie. To ten moment życia - mówił - kiedy się wie, że było warto. Nagroda to dla prof. Sztompki - nie tylko odpłata za 40 lat pracy naukowej, ale zobowiązanie, dług, który muszę spłacić wobec wszystkich czytelników moich nienapisanych książek( Święto nauki, „Forum Akademickie” nr 1/2007). Zauważmy, że prof. Sztompka potraktował nagrodę jako   odpłatę  za 40 lat  swojej pracy. A więc  także za  okres obejmujący swoje marksistowskie zaangażowanie. We wzmiankowanej już książce z 1973 roku wyrażał ”Kolegom z Zespołu Teorii Społeczeństwa Socjalistycznego Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, a zwłaszcza jego kierownikowi Prof. dr Jerzemu Wiatrowi”- wdzięczność za życzliwą i konstruktywną krytykę refleksji zawartych w książce. No cóż, należałoby przyjąć, że jeszcze  10 lat temu  nawrócenie prof. Sztompki nie  wchodziło w rachubę. Bo nie było  poczucia winy. I tu pojawia się kolejny szkopuł związany w tym przypadku  z szeroko pojętym zaufaniem. Brakuje go już  nieomal wszędzie , czemu już prawie niewielu się  dziwi.

Bez zaufania ani rusz!

Wskazują na to doświadczenia związane  z Kongresem Kultury Akademickiej w Krakowie zorganizowanym  przez prof. Sztompkę w marcu 2014r.Profesor nie ukrywał - i chwała mu za to - z tej okazji swojego zniesmaczenia. Martwił się moralną degrengoladą akademickiej profesury-cytuję: „Dominuje – pisał – zgoda na totalną, powszechną bylejakość”  a w efekcie uzasadnione załamanie się zaufania społecznego do profesury… Ujawnił też wyznania uczestników Kongresu „Zgadzamy się na etyczne uchybienia, niskie standardy(...). W tej sytuacji grzesznicy mają się lepiej od sprawiedliwych” .Wygląda na to, że wartość i rangę zaufania w relacjach międzyludzkich profesor Sztompka lokuje szczególnie wysoko. Wątek  zaufania obecny był w jego  analizowanym wykładzie. Wartości moralne - słusznie dowodził wykładowca - regulują tę przestrzeń w której wszyscy żyjemy. Zaufanie -jako jedna z kluczowych wartości - przypominał - pozwala oczekiwać, że partner postąpi zgodnie z naszymi pragnieniami i nadziejami. Można też oczekiwać - słusznie dowodził: uczciwości i prawdomówności – przykładowo – gdy Państwo przychodzą na mój wykład to oczekują, że będę mówił to co myślę, a nie coś tam pod czyimś jeszcze jakimś adresem, tak żeby się komuś przypodobać”. I trudno nie było przyznać prof. Sztompce racji. Ale tu - niestety-prof. Sztompka -jak to za chwilę pokażę - zawiódł. Nie powiedział bowiem tego  co myśli. A współsprawcą - okazałem się  być ja. Poszło o moje  kłopotliwe dla profesora pytanie, które rozpocząłem tak: ”Panie profesorze, powiem być może coś kontrowersyjnego, dlatego chciałbym się otoczyć parasolem ochronnym przywołując intuicję świętego Augustyna, który powiedział: >>Skarć mądrego, a będzie cię miłował <<.Otóż Panie profesorze - jesteśmy rówieśnikami i ja Pana pamiętam jako sztandarową postać uczonego marksisty zajmującego się socjologiczną analizą budownictwa socjalizmu w Polsce. W dzisiejszym wystąpieniu wielokrotnie przypominał Pan, że stoi na gruncie klasycznych wartości prawdy dobra i piękna. Chciałbym w związku z tym zapytać Pana profesora jak odnosi się Pan do współczesnych tendencji w nauce uniwersyteckiej  (a jest to tendencja światowa), w której to nauce obecny jest - jak to określają nieliczni amerykańscy intelektualiści konserwatywni-barbarzyński postmodernizm. Ani razu  w swoim wykładzie Pan Profesor nie użył tego pojęcia. A to przecież postmodernizm jest wszechobecny w  uniwersyteckiej nauce i kulturze. A jest to przecież  fenomen, który zdominował i  w gruncie rzeczy niszczy cywilizację zachodnią mającą korzenie chrześcijańskie. Rad byłbym, gdyby Pan Profesor coś w tej kwestii powiedział.”(wypowiedzi  dosłownie spisane z nagranego wykładu).

Odpowiedź prof. P. Sztompki była następująca: „W pierwszej kwestii, tzn. mojego niegdyś zainteresowania i badań związanych z socjalizmem - to wyspowiadałbym się raczej świętemu Augustynowi niż przed tym audytorium. Więc to pominę”.

No cóż - zauważmy -że prof. Sztompka nie potrafił stanąć ze swoim życiorysem twarzą w twarz ze swoimi młodymi,(bo takich była zdecydowana większość) słuchaczami. I pod tym względem przypominał innych koryfeuszy światowej socjologii, a ściślej rzecz biorąc nauk społecznych i humanistycznych w ogólności. Znamienne, a  można by tak wnioskować po  reakcji słuchaczy (częste oklaski)- że wykładowca zaufania słuchaczy nie utracił. Mimo, że  na szczerość i prawdomówność prof. Sztompki mogło liczyć nie grono uczestników wykładu, lecz jedynie, ewentualnie święty Augustyn. I ostatecznie wyszło na to, że tę formę ekspiacji wykładowcy, ale wyłącznie przed obliczem Świętego - słuchacze uznali za wystarczającą i satysfakcjonującą. No cóż , zawsze to coś. Zwłaszcza, gdy w rachubę wchodzi - zazwyczaj pozostający na bakier z wartościami ewangelicznymi - były marksista…

Postmodernistyczne obrzydliwości...

Kontynuując odpowiedź na moje pytanie prof. Sztompka (tekst piszę w oparciu o nagranie wykładu) poszedł jak to się mówi na całość. Tak radykalnie bezpardonowej  negatywnej oceny współczesnych tendencji w światowej humanistyce od byłego koryfeusza  marksistowskiego pojmowania człowieka i  świata nie słyszałem jeszcze nigdy. Incydent może mieć posmak wypowiedzi skandalicznej ponieważ z niektórych obserwacji wynika, że postmodernizm to w gruncie rzeczy  zakamuflowany marksizm. Można nawet powiedzieć, że postmodernizm jest szczególną kontynuacją marksizmu. Tymczasem prof. Sztompka mówił tak: natomiast w tej drugiej sprawie: dlaczego ja o postmodernistach i tego typu trendach/rzeczach nie wspominam, które jak Pan słusznie bardzo mówi są destrukcyjne w moim ujęciu kultury. Otóż nie wspominam, bo w pewnym momencie życia człowiek zasługuje na to żeby zajmować się sprawami, które lubi, które mu się podobają Natomiast nie zajmować się różnymi obrzydliwstwami, które w nauce oczywiście występują. I które są przemijającymi  na szczęście - mam nadzieję. Nie doczekam pewnie sprawdzenia tej nadziei, ale z nadzieją pozostanę, że te klasyczne ujęcia się obronią. Ja nie podejmowałem krytyki (postmodernistycznych) tendencji - bo ważniejsza jest pozytywna refleksja przedstawiająca ten mój klasyczny punkt widzenia na problem kultury”.

Przyznam się, że dopóki byłem  na etacie  u pana Dyrektora (i tu wykładowca z szacunkiem   skłonił głowę  w stronę obecnego na wykładzie -byłego swojego  chlebodawcę dyrektora Instytutu Socjologii UJ) - to uważałem za konieczne, żeby czasem poczytać tych autorów(...), ale  teraz już nie muszę. Więc nawet nie czytam: po co psuć sobie humor (rzęsiste brawa!).W miejsce  komentarza tej wypowiedzi może warto, abym wyjaśnił dlaczego  w mojej relacji z nawrócenia  prominentnego marksisty aż tyle drobiazgów i szczegółów. Otóż ubzdurałem sobie, że moja (raczej  udana )bezpośrednia konfrontacja z uczonym tuzem światowej sławy  może dać mi jakąś szansę poprawy lichej reputacji jaką mam za sprawą rozpowszechnianej od wielu lat informacji/opinii jakobym “polował na czarownice”. O co chodzi? Otóż wprawdzie „dekomunizacja polskiej pedagogiki” jest rzekomo konieczna, ale niestety Herbert Kopiec w swoich rozprawach przesadził. Nadmiernie swoje sądy krytyczne wyostrzył i został “usunięty zresztą z tego powodu poza obszar akademickiej debaty i kształcenia “(blog, pedagog, Krytyka w pedagogice, 3 stycznia 2008).To samo o H. Kopcu jako „myśliwym” można przeczytać w następnym roku  w książce: Współczesna myśl pedagogiczna, Kraków 2009, s.20. Wreszcie kolejny raz  (znowu w blogu) w bieżącym roku, w dniu 25 X 2018,pojawiła się ta sama informacja, tyle że pod innym tytułem: Kiedy nastąpi rozstanie z pedagogiką socjalistyczną? W tym ostatnim(?) wpisie gospodarz blogu dokonał niewielkiej korekty. Odnotował, że “polujący na czarownice” H. Kopiec  osiągnął status emerytowanego wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego. Natomiast słowo usunięty opatrzone zostało cudzysłowem. Dodano jeszcze do słowa „usunięty” - określenie „jego zdaniem”, co rzecz jasna zmienia sens informacji. Zajmuje się tym wszystkim nie byle kto ,bo aktualny przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN i mój były przyjaciel (to znak czasu!) w jednej osobie - prof. Bogusław Śliwerski. Osobliwością otrzymanej przygany  jest fakt, że recenzentem pracy (chodzi o moją książkę „Rozumiejący wgląd w wychowanie”, Katowice 1998, siedem wydań, ostatnie 2010r. ) z powodu, której  jako „myśliwy” - sam znalazłem się na celowniku - jest nie kto inny jak prof. Bogusław Śliwerski. W zarysowanych okolicznościach tak sobie myślę, że być może rozpowszechnianą informację o moim „usunięciu poza obszar akademickiej debaty” w świetle mojej  aktywności na wykładzie prof. Sztompki dałoby się choćby tylko częściowo zakwestionować….

Dawid i Goliat

Ciekawe: iluż to uczonych mężów - w randze skromnego doktora -  poważyło się stanąć w akademickiej debacie  na przeciw taaakiego Olbrzyma? Ale coś mi się wydaje, że bez niczyjej „pomocy” wpędziłem  się  do przysłowiowego koziego rogu. Obiecuję więc solennie swoim czytelnikom , że jak się tylko z niego wydobędę - to z popełnionego przed chwilą  grzechu pychy wyspowiadam się  u mojego parafialnego księdza wikarego jeszcze  przed Świętami Bożego Narodzenia.

P.S.

Zauważyłem, że w nawróconym marksiście pozostał  ślad/ symptom dawnej postawy. Mam na myśli optymizm i słynny ideał marksistowskiego zaangażowanie w budowę raju na ziemi. Prof. Sztompka ujawnił je na samym  końcu wykładu. Będąc niewątpliwie uskrzydlony widokiem stłoczonych (to prawda, że w niewielkiej  salce wykładowej) słuchaczy mówił: “Mówiąc szczerze ja się spodziewałem - znając realia współczesnych zebrań naukowych(...), że będzie 10 osób. Natomiast to, że Państwo zechcieli przyjść tutaj - ja nie odbieram wyłącznie jako komplement(...)jest to dla mnie także optymistyczny sygnał, że może się coś dobrego dzieje, że młodzi ludzie szukają  drogowskazu, busoli jakiejś idei bardziej abstrakcyjnej, bardziej nośnej niż to co przynosi telewizja, radio, czy prasa codzienna. Wcześniej trochę jakby w duchu współczesnych obrońców demokracji napomknął też, że “prawda z ambony - niestety często nie ma wiele wspólnego z prawdą ewangeliczną”. Ja bym chciał wierzyć - rozmarzył się Profesor,  że te wspólnoty myślenia i odczuwania pośród młodych zaczynają się już  formułować. Mnie to napawa - muszę to powiedzieć- dużym optymizmem i chęcią do tego by w miarę sił i zdrowia dalej swoje rzemiosło wykładowe uprawiać”(rzęsiste BRAWA).No cóż życzmy najserdeczniej  Panu profesorowi dużo zdrowia i  spełnienia marzeń, zaś w przypadku prawdziwego i trwałego nawrócenia - WITAMY W DOMU, W NASZEJ WSPÓLNEJ  UKOCHANEJ POLSCE ! Aby tym razem już wspólnie (współczesny wzór osobowy uczonego,  świeżo nawrócony były marksista/komunista prof. Sztompka i zionący słynną nienawiścią do komunizmu i postmodernizmu dr Herbert Kopiec) krocząc ramię w ramię  mogli toczyć  zwycięski bój z barbarzyńskim postmodernizmem. A swoją drogą,  byłoby nie lada gratką móc zobaczyć minę prof. B. Śliwerskiego na widok takiej zaskakującej wspólnoty i zbratania. Nie łatwo przejrzyście  opisywać i zrozumieć chaos. Gdyby jednak ktoś chciał ów galimatias jakoś spróbować pojąć niech może jeszcze raz zajrzy do mojego grudniowego tekstu "Durna synteza".

 

 

5.png1.png9.png6.png6.png4.png