19 05.2013 00:28

Ostatnie cztery lata moich bliskich związków z Uniwersytetem Wrocławskim (bliższych niż obecne związki) oraz METODY, jakimi się posłużono, aby starać się o ich zerwanie

Lata tłuste

W latach 2008 – 2010 na wniosek Uniwersytetu Wrocławskiego zostałam wyróżniona kolejno następującymi medalami: Srebrny Krzyż Zasługi, Medal Komisji Edukacji Narodowej i Medal za Długoletnią Służbę.  Ponadto w grudniu 2010 ukazuje się moja „Historia literatury czeskiej”. Jak dalej się okaże, te państwowe i resortowe odznaczenia mają bardzo małą wartość, podobnie nie ceni się pracy nad syntezą literatury narodowej, uhonorowanej zresztą nagrodą ministerialną jako osiągnięcie naukowe

Zmiana następuje w styczniu 2011

Na Radzie Instytutu Filologii Słowiańskiej wygłaszam krytykę polityki IFS w stosunku do Zakładu Bohemistyki oraz wskazuję na niekoherencję awansów naukowych z wymaganiami w stosunku do młodych pracowników. Patrz: Moje przemówienie na Radzie IFS UWr. (tutaj wpis z marca 2013).

Lata chude

2011, 1 luty

Na Nadzwyczajnej Radzie IFS profesor Lipowski (prywatnie mój mąż) zostaje fałszywie pomówiony o liczne wykroczenia, ja zaś dowiaduję się, że „utraciłam zaufanie” pani dyrektor IFS oraz dziekana Wydziału Filologicznego UWr., którym wówczas był rusycysta. Oboje natychmiast wpisali tę pochodzącą jeszcze z komunistycznych czasów formułę do moich akt osobowych na Uniwersytecie Wrocławskim (nie zapominając oczywiście o uniwersyteckich pieczątkach);

2011, kwiecień

Zostaję pozbawiona kierownictwa Zakładu Bohemistyki, a na moje miejsce jako p.o. kierownika mianuje się panią dr Annę Zurę (czyli jedyną, która się zgodziła, przedtem 3 osoby z Zakładu odmówiły dyrekcji IFS wyrugowania mnie z tej funkcji);

2011, maj

Na Radzie IFS z inspiracji dyrekcji i dziekana zostaje ODRZUCONY mój projekt dydaktyczny, aby wprowadzić specjalizację magisterską „Języki i kultura krajów Grupy Wyszehradzkiej we wzajemnym kontakcie”, mimo że kilka miesięcy wcześniej Zakład Bohemistyki dostał grant w wysokości 50 000 euro na jego wprowadzenie (specjalizacja miała trwać 6 lat, ale fundatorzy godzili się na skrócenie tego okresu, gdyby było trzeba). Przyznanych pieniędzy Uniwersytet Wrocławski wcale nie podjął.

Na tej samej Radzie zgłaszam przypadek PLAGIATU już obronionej pracy magisterskiej (odkryłam to w Internecie, potwierdziłam osobiście w czeskiej bibliotece), kilka dni później powtarzam to w piśmie do dziekana Wydziału Filologicznego. REAKCJI W TEJ SPRAWIE NIE MA DO DZIŚ, tj. do maja 2013 (służę odpowiednimi dowodami – zarówno plagiatu, jak i zaniedbania władz UWr. w tej sprawie).

2011, czerwiec

Rada IFS większością głosów negatywnie odnosi się do mej prośby o dalsze zatrudnienie mnie na poprzednio zajmowanym stanowisku (prawie wszyscy członkowie Rady to rusycyści zaprzyjaźnieni ze sobą od czasu studiów w latach 70.).

Decyzją dyrekcji IFS wniosek w ogóle nie trafia na Radę Wydziału Filologicznego, rektor na mój wniosek odpowiada odmownie, następnie na moje odwołanie w imieniu rektora odpowiada .... dziekan Wydziału Filologicznego (rusycysta), też oczywiście odmownie.

Tragifarsa trwa dalej

2011, na jesieni

Na listy od trzech czeskich instytucji naukowych, zaniepokojonych sytuacją na bohemistyce wrocławskiej, rektor Uniwersytetu Wrocławskiego jednozdaniowo odpowiada, że „na własną prośbę poszłam na emeryturę”, podczas gdy doskonale wie, że z mojej strony był to manewr służący do podniesienia dochodów (w czerwcu tego roku wizytując Radę Wydziału Filologicznego rektor osobiście taki manewr doradzał, co zbiegło się w czasie z mymi bezskutecznymi staraniami o podwyżkę, bo chciałam zarabiać przynajmniej tyle, ile moi „koledzy” rusycyści). Uważam, że rektor Uniwersytetu powinien zawsze mówić i pisać prawdę, zgodnie ze swą najlepszą wiedzą.

2012, na wiosnę

Na pytanie ze strony MNiSzW o brak samodzielnego pracownika naukowego na bohemistyce wrocławskiej (co owocowałoby zamknięciem kierunku) rektor Uniwersytetu Wrocławskiego odpowiada, że wszystko będzie w porządku, bo (cytuję) „sprawa bohemistyki wrocławskiej jest przedmiotem jego najwyższej troski”.

2011/2012

Wysłanniczka Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, pani Zura, jedzie do czeskich uniwersytetów z pytaniem, który pracownik naukowy, przynajmniej docent, chciałby uczyć we Wrocławiu, dojeżdżając od czasu do czasu.

W roku 2012/2013 zgadza się na ww. propozycję świeży docent Martinek, pracujący na Uniwersytecie w Opawie (dotąd tam pracuje). Zgadza się pod warunkiem, że otrzyma opiekę nad doktorantami, których w Opawie mieć nie może i których mu odmówiono także na kilku innych czeskich uniwersytetach. Dyrektor IFS idzie więc do studentów bohemistyki i pyta, kto chce być doktorantem „nowego pana profesora”. Zgłaszają się dwie osoby, docent Martinek zostaje zatrudniony na bohemistyce wrocławskiej – a także raz na zawsze przerywa swoją dość intensywną korespondencję ze mną (!). „Obraża się” bowiem na mnie (wyręczając w tym mnie). Te dwie osoby oczywiście dostają się na studia doktoranckie na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Wrocławskiego, w czym niemały udział zapewne ma fakt, że pani dyrektor IFS z tytułu funkcji zasiada w komisji egzaminacyjnej. Gdyby bowiem było inaczej (dodam ironicznie), trzeba by było z powrotem przyjąć do pracy panią Tarajło-Lipowską, która w swoim przemówieniu z 25 stycznia 2011 (zacytowanym tutaj we wpisie z marca 2013) widocznie trafiła w sedno sprawy, sformułowała zbyt trafną jej diagnozę.  

Należy jednak dodać, że pan Martinek wcale nie jest odpowiednią osobą dla tej „godnej najwyższej troski” wrocławskiej bohemistyki, bowiem zajmuje się polską literaturą powstałą w czeskiej części Śląska Cieszyńskiego, choć ostatnio wydał książkę o literaturze w języku czeskim, a mianowicie o literaturze powstałej w miasteczku Krnov (po polsku Karniów). Opisywanie „literatury regionalnej” jako przedmiot habilitacji? Plotki głoszą, że „korepetycje” do prowadzenia wrocławskich doktorantów-bohemistów ów pan pobiera u innych kolegów z Opawy. Stać go na to.

Inne przejawy samowoli

1 października 2011 pani dyrektor IFS UWr., dr hab. Paszkiewicz,  wyrzuciła mnie z gabinetu na ul. Pocztowej 9, mimo że nie robi się tak w stosunku do emerytowanych pracowników naukowych z habilitacją, tym bardziej, że pod opieką mam troje doktorantów. Odtąd seminaria doktoranckie prowadzę w domu, choć co semestr wpisuję doktorantom zaliczenia do indeksów (30 godzin zajęć). Podobnie „zdalnie” steruję ich praktyką dydaktyczną, co semestr wpisuję im ocenę i zaliczenie tej praktyki. Wierzę im.

Od października 2011 do dziś nie dostaję żadnych zaproszeń na posiedzenia Rady Instytutu Filologii Słowiańskiej, choć ciągle wchodzę w jej skład. Protokoły z tych posiedzeń muszą być zatem pod względem formalnym sfabrykowane. Jakim prawem przy moim nazwisku zaznacza się nieobecność?

Byłam pomysłodawcą, kierownikiem naukowym i głównym organizatorem konferencji naukowej „Wielkie tematy kultury w literaturach słowiańskich. Sen”, która odbyła się w maju 2011. Kto zadecydował o tym, że redakcję tomu mi odebrano? Czyżby była to ta sama osoba, której uroczyście ten tom poświęcono? Odebrała mi redakcję tego tomu, żeby uroczyście go sobie poświęcić? Śmieszne! Nie wstyd przypadkiem?

Nie zaproszono mnie do uczestnictwa w następnej konferencji z tego cyklu, która odbywała się w ostatnich dniach w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego ani nie zawiadomiono o niej – dowiedziałam się o niej dopiero z e-maila wysłanego przez dziekanat Wydziału Filologicznego, który przyszedł parę dni przed konferencją. Nie zaprosiła mnie ani nawet nie zawiadomiła moja była doktorantka, obecnie pani doktor, która wchodzi w skład komitetu organizacyjnego tej konferencji. Jakim kryterium kierowano się, wysyłając propozycje do uczestników konferencji? Bo kryterium naukowym na pewno nie.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

3.png9.png4.png0.png5.png0.png