09 12.2015 20:22

Sprawą modną teraz w dyskusjach i aktualną jest posługiwanie się kłamstwem. Wydawałoby się, że łatwo można sobie z tym poradzić udowadniając, że kłamstwo jest kłamstwem. Nie jest to jednak oczywiste, bo dla pewnych ludzi to żaden argument. - No i co z tego? - zapyta "upoważniony do kłamstwa" bezczelny człowiek (ulubione wyrażenie dziekana Sarnowskiego). W dobrych dla siebie układach nawet sądu się nie przestraszy

PIERWSZE KŁAMSTWO PANI DYREKTOR

Wielokrotnie tu opisywana pani dyrektor Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, wraz ze swymi pomocnicami i naddyrektorem (jakimś takim "prezesem nad prezydentem") na Radzie Naukowej ww. Instytutu powiedziała o prof. Jaroslavie Lipowskim, że "wyłudził pieniądze od państwa polskiego", bo prowadził jedno seminarium magisterskie zamiast dwóch. Było to do nieba wołające kłamstwo, ponieważ studenci obu seminariów byli wtedy na semestralnych lub wielosemestralnych stypendiach Erasmus w Republice Czeskiej, gdzie zaliczali wszystkie przedmioty prócz seminarium magisterskiego. Prof. Lipowski spotykał się z nimi zarówno w ciągu tygodnia dydaktycznego (z tą kilkuosobową grupką, która z powodów rodzinnych nie wyjechała na stypendia), jak w ciągu weekendów, w soboty i niedziele, umawiając się z nimi e-mailem.

Byłam w tym wszystkim oczywiście na bieżąco - widziałam to, obserwowałam seminaria magisterskie u nas w domu, więc tym uwłaczającym i kłamliwym wystąpieniem dyrektor IFS UWr. poczułam się do głębi oburzona. Prof. Lipowski żądał sprostowania tego twierdzenia: poszedł z tą sprawą do rektora prof. Bojarskiego, potem do ambasadora Republiki Czeskiej (był i jest obywatelem czeskim), wreszcie do rzecznika dyscyplinarnego dla pracowników UWr. (dr hab. Kornobis- Romanowskiej). W pierwszym miejscu napotkał wykrętną interpretację, w drugim - bezradne rozłożenie rąk, w trzecim - radę, żeby udał się z tym do sądu, bo doszło do naruszenia dóbr osobistych.

Złożył więc pozew we właściwym sądzie przeciw Annie Paszkiewicz. Jako sędzia do ww. sprawy została wyznaczona pani Ewa Rudkowska-Ząbczyk, jak się później okazało zatrudniona jako adiunkt na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wrocławskiego, a obrońcą pani Paszkiewicz była pani zatrudniona na etacie jako prawnik Uniwersytetu Wrocławskiego. Nie będę tu opisywała całego procesu, bo już dużo o tym pisałam na tym blogu, zatrzymam się tylko na KŁAMSTWACH, i to wcale nie na kłamstwach świadków - tu skłamał po pierwsze informatyk IFS, prywatnie syn przyjaciółki pani Paszkiewicz przez nią osobiście zatrudniony, choć kandydatów było kilku (skłamał pod przysięgą) oraz jedna z "wicepomocnic" pani Paszkiewicz, która zeznała, że Lipowski - sam z własnej inicjatywy - odwiedził ją w jej gabinecie, zwierzając się jej ochoczo, że drugiego seminarium nie prowadzi (?!).

JAK WIADOMO, W PRAWIE JEST PRZEPIS; ŻE SEDZIA SAM DECYDUJE; KTÓRE ZEZNANIA I DOWODY DO NIEGO PRZEMAWIAJA; KTÓRE WEZMIE POD UWAGE, A KTÓRE NIE.

Pani Rudkowska-Ząbczyk wzięła pod uwagę te opisane wyżej zeznania, ale nie wzięła pod uwagę zeznań przeciwnych, nie wzięła też pod uwagę zeznań studentów, którzy byli uczestnikami tych seminariów (bo - jak to ujęła w wyroku  - pytani o godziny sobotnio-niedzielnych seminariów podali godziny różne, np. pociągi z Czech przyjeżdżały w różnych godzinach)  Dodam od siebie, że takie stwierdzenie obraża tych studentów, pośrednio nazywa ich KŁAMCAMI!!! 

DRUGIE KŁAMSTWO PANI PASZKIEWICZ

W trakcie sprawy pani Paszkiewicz  z własnej inicjatywy złożyła w sądzie dowód w postaci nagrania tej Rady Instytutu Filologii Słowiańskiej, na której oskarżyła prof. Lipowskiego o wyłudzenie pieniędzy. Na życzenie pani adwokat prof. Lipowskiego złożyła też pisemny tekst tego nagrania (prawie 30-stronicowy elaborat). I tu się okazało, że złożony dowód sądowy został sfałszowany, bo wycięła z niego kilka istotnych miejsc, na przykład groźby pod moim adresem (że nie wiadomo, czy moje opinie profesorskie będą pozytywne), na przykład radę "naddyrektora" dziekana Sarnowskiego, żebyśmy my (Lipowscy) miewali różniące się od siebie poglądy w sprawach Instytutu, na przykład część innego oszczerstwa pod adresem prof. Lipowskiego (że nyscy germaniści napisali anonim skierowany przeciw niemu). Jak wiadomo, dowodu sądowego nie wolno fałszować, grożą za to nawet trzy lata więzienia. Pani adwokat Lipowskiego złożyła do sądu wniosek, żeby dowód wniesiony przez panią Paszkiewicz zbadał biegły sądowy w dziedzinie elektroniki.

I tu znów sędzia-adiunkt na Wydziale Prawa UWr. URATOWAŁA panią Paszkiewicz przed skutkami jej kłamstwa, bo wniosku o zbadanie nagrania nie przyjęła, nagranie nie zostało wysłane do zbadania.

Oczywiście można by je zbadać na własny koszt. Ale po co, skoro JA WIEM, że zostało w ten sposób sfałszowane.

Czyżby znów ten informatyk? Demoralizacja syna przyjaciół i  jednocześnie doktoranta PWr.?

Jeśli krytykujemy kłamstwa i brudy "na górze", to trzeba się ich wystrzegać także na własnym podwórku.

I tępić KŁAMSTWO. Nie zgadzać się na nie!!!

 

 

 

 

7.png4.png4.png8.png2.png5.png