17 09.2014 00:18

O kogo chodzi? Oczywiście o bohemistykę wrocławską.

Kiedy w ferworze ataków na mnie ze strony kilkorga rusycystów na powiedzeniu Nadzwyczajnej Rady Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego w dniu 1 lutego 2011 (nawiasem mówiąc żadnego innego nadzwyczajnego posiedzenia Rady nie pamiętam – chodziło tylko o to, żeby dokuczyć mnie, a Lipowskiego obrazić) – broniąc się przed próbami wmówienia mi, że jestem „niczym” i nic tu nie znaczę -  powołałam się na zdanie jednego z poznańskich profesorów polonistyki (znanego i cenionego), że jestem „liderem wrocławskiego środowiska bohemistycznego”, dyrektor Paszkiewicz  utkwiła we mnie wrogie spojrzenie i oświadczyła: „Matką bohemistyki wrocławskiej jest profesor Galon-Kurkowa! Pani wcale nie jest jej matką!” Na to głos zabrał prof. Tadeusz Klimowicz i dodał  „A ja jestem jej ojcem!”

Świadkami tych niezgodnych z prawdą i śmiesznych – trzeba przyznać – wypowiedzi były wszystkie osoby obecne na Radzie, razem około 20. Z bohemistów byli wówczas oboje Lipowscy i dr Malicki, zaproszony dodatkowo, jako ten, który wygryzie z kierowniczej funkcji „niegrzeczną” Tarajło-Lipowską (odmówił wygryzienia).  

Dokładne stanowisko w tej sprawie dyrektor Paszkiewicz zostało opracowane pisemnie i wysłane pracownikom IFS w dniu 15 marca 2011. Cytuję (pisownia oryginalna, wstawki kursywą moje – ZTL):

„W czasie sesji zgłosiły się do mnie Panie doktor ze wspomnianego Zakładu zatroskane o swój los. (Panie „zatroskane o swój los” były najsłabsze dydaktycznie i naukowo. Jest to prawda i jest to logiczne.) I to już była dla mnie podstawa do zareagowania. (Milusie! Nagonka zorganizowana na życzenie piesków myśliwskich, które ponoć bardzo chciały sobie poganiać za zwierzyną przeznaczoną na odstrzał. Patrz wpis „Strzel i traf! Traf i strzel!”) Nie mogłam zwołać kolejnej nadzwyczajnej Rady Instytutu. Udało mi się natomiast skontaktować z jej członkami telefonicznie. (Za moimi plecami - ZTL) Po długich naradach stwierdziliśmy zgodnie, że nie damy wykluczyć bohemistyki ze struktury Instytutu. Są to lata pracy Pani prof. K. Galon-Kurkowej, która jest założycielką wrocławskiej bohemistyki i jako pierwsza prowadziła seminaria bohemistyczne. (Co to są „seminaria bohemistyczne”? Od roku 1990 kierownikiem Studium Języka i Kultury Czeskiej byłam ja, Zofia Tarajło-Lipowska. Jeśli takie prowadziła, bo sama sobie przydzieliła.)  Są to zabiegi mego poprzednika prof. T. Klimowicza, który, nawiasem mówiąc jest ojcem wrocławskiej ukrainistyki. (Ojcostwo również ukrainistyki!) Matką wrocławskiej serbistyki jest prof. M. Semków. (Której zasłużonym ojcem był.....) Są to także moje starania; przyznałam Zakładowi Bohemistyki cztery nowe etaty. Dwa „wychodziliśmy” z Panem Dziekanem u Pana Rektora, a dwa zabrałam rusycystom. Mogłam więc odpowiedzieć zatroskanym o swój los paniom, że u nas w dalszym ciągu znajdą zatrudnienie. (Znalazły! – patrz też wpis „Studentka bohemistyki pisze”. Tylko ja straciłam zatrudnienie zaraz po wydaniu „Historii literatury czeskiej”, tuż przed moją profesurą belwederską. Prof. Lipowski na znak protestu sam z zatrudnienia zrezygnował.) Dlatego dzisiaj chciałabym byśmy przegłosowali i zapisali w protokole to postanowienie. Obiecuję również, że Instytut zapewni młodszym pracownikom bohemistycznym warunki dalszego rozwoju naukowego, przyznając stypendia habilitacyjne i urlopy przewidywane przez Ustawę o Szkolnictwie Wyższym. [Skoro przestrzega się Ustawy o Szkolnictwie Wyższym, to dlaczego jestem kierownikiem Zakładu Bohemistyki w roku 2010/11, kiedy rektor UWr. przyznał mi na ten rok urlop naukowy? Ustawa o Szkolnictwie Wyższym na to nie pozwala. Uniwersytet Wrocławski nie przestrzega jej. patrz też tutaj wpis „Jak rektor Uniwersytetu Wrocławskiego naruszył prawo”.]

Swoją drogą Pani prof. Z. Tarajło-Lipowska snuje bajeczne plany o Katedrze Filologii Czeskiej i Słowackiej, a w Jej Zakładzie (Ja też jestem zombie! – patrz wpis „Expose demontera IFS wygłoszone...”) panuje, eufeministycznie (feministycznie czy eufemistycznie?) mówiąc, bałagan.(...) Pani sekretarka zadzwoniła do Pani prof. Z. Tarajło-Lipowskiej, która była kompletnie niezorientowana i odesłała Ją do dra J. Malickiego. (Dalej jestem zombie, w dodatku kieruję Zakładem Bohemistyki na urlopie naukowym, czyli jestem podwójnym zombie!) Ten natomiast powiedział, że zapomniał uprzedzić studentów, że wykłady odbędą się dopiero w maju. Wykładowca z Czech przyjedzie na dwa tygodnie i zrealizuje całe semestralne obciążenie. Jest to niedopuszczalne z metodycznego punktu widzenia. (Dyrektor Paszkiewicz „zapomniała”, że dwa lata wcześniej sama podpisała umowę z wykładowcą z Czech, bo dzięki tej umowie IFS wykłady miał za darmo, w ramach stypendium CEEPUS.)  Oprócz tego, w ubiegło tygodniowej ewaluacji studenci bohemistyki wielokrotnie podkreślali, że w zajęciach z Praktycznej nauki języka czeskiego panuje, i tym razem delikatnie mówiąc, bałagan. Jeden i ten sam temat jest realizowany przez różnych wykładowców, którzy, zdaniem studentów, nie do końca wiedzą, jaki aspekt prowadzą. We wspomnianym projekcie Katedry Filologii Czeskiej i Słowackiej Państwo Lipowscy uskarżają się na dominację w Instytucie rusycystów. Opowiadali o tym również Rektorowi W. Dynakowi i expresis (zgubione „s” - to tak, jakby napisać „dr ab.”) verbis napisała o tym Pani Z. Tarajło-Lipowska w odwołaniu od mojej decyzji pozbawienia Jej stanowiska kierownika Zakładu. Zdumiała i ubawiła Ona (zaimki osobowe pisze się dużą literą w przypadku osób zmarłych: pani dr ab. filologii powinna o tym wiedzieć!) Rektorat, bo ja takiego wniosku nie wystosowałam ze względu na brak głosowania na poprzedniej Radzie. (Dyrektor Paszkiewicz wespół z dziekanem Sarnowskim w dniu 1 lutego 2011 na Radzie IFS ogłosili odwołanie mnie z funkcji kierownika Katedry Bohemistyki, więc dlaczego Rektorat miałby się śmiać? I z kogo? Czy JM Rektor osobiście, czy tylko panie urzędniczki? ) Zamierzam to uczynić dzisiaj. I nie ma co się odwoływać, gdyż Pani Tarajło-Lipowska do 30 września jest na urlopie, a od 1 października, z chwilą wejścia w życie nowej Ustawy o Szkolnictwie Wyższym, żadne z Państwa Lipowskich nie będzie mogło pełnić funkcji kierowniczych w Instytucie. (Rektor odwołał mnie z dniem 15 marca 2011, polecając wstrzymać wypłacanie dodatku z dniem 31 marca 2011. Patrz tutaj wpis „Jak rektor Uniwersytetu Wrocławskiego naruszył prawo”. ZOSTAŁAM W CZERWCU 2011 WYRZUCONA Z PRACY, BO UPOMINAŁAM SIE O PRZESTRZEGANIE PRAWA W POSTACI „USTAWY O SZKOLNICTWIE WYŻSZYM”, która już wtedy obowiązywała. Pani Paszkiewicz myli dwa rozporządzenia. ) 

W odwołaniu Pani Tarajło-Lipowska pisze, że mało iż cała dyrekcja jest rusycystyczna, to jeszcze dziekan jest rusycystą. Jak to z zalety łatwo zrobiła zarzut, zarzut z funkcji, która jest obiektem zazdrości i zabiegów innych Instytutów. Wiem, że na rusofobię cierpią również pozostałe „małe filologie”. Poza protokołem chciałabym powiedzieć, iż nasuwa się tu refleksja o żmii wyhodowanej na własnej piersi.”

 Nie czuję się żmiją i nie zostałam wyhodowana na piersi rusycystów. Skończyłam polonistykę, potem m.in. cztery lata pracowałam na Uniwersytecie Karola w Pradze jako polonistka. Uniwersyteckie lektoraty dla cudzoziemców, lektura w języku czeskim, atmosfera Pragi, liczne wycieczki naukowe organizowane przez UK, poznanie mego przyszłego męża Jaroslava Lipowskiego spowodowały, że zaczęłam tłumaczyć literaturę czeską, pisać na ten temat artykuły naukowe, potem również książki. Gdybym miała wymienić naukowców, którym coś z tej dziedziny zawdzięczam, to na pewno nie wymieniłabym nikogo z rusycystów z Uniwersytetu Wrocławskiego. Czego miałabym się u nich uczyć? Czytania na głos „Historii literatury czeskiej” Magnuszewskiego? Cytowania literatury czeskiej w tłumaczeniu na rosyjski z rosyjskich źródeł? Takie fakty podawali mi studenci. Żeby nie być gołosłowną, zacytuję niedawny list jednego ze studentów byłej wieczorówki (list powstał pod wpływem lektury tego blogu):   „Prof. K.  bardzo spłycał, a nawet czasem poniżał czeską literaturę, porównując niektóre utwory do wydawnictwa Harlequin, co nam się bardzo nie podobało. Taka była jego specyfika prowadzenia zajęć  jako rusycysty.” 

Jeśli miałabym szukać swoich nauczycieli, to wymieniłabym panią prof. Krystynę Kardyni-Pelikánovą z Uniwersytetu Masaryka w Brnie (wciąż ze sobą korespondujemy), a także nieżyjącego już pana dra Vladimira Macurę, dyrektora Instytutu Literatury Czeskiej AN RCz w Pradze. We wczesnym okresie swojej pracy konsultowałam się też z krakowskimi profesorami: Marią Bobrownicką i Zdzisławem Niedzielą. Listę rozszerzyłabym o kilka dalszych osób, ale na pewno nie byłoby wśród nich żadnego rusycysty z UWr. czy innego naukowca z UWr., chociaż  znam tutaj wielu polonistów i filologów obcych, których bardzo sobie pod względem naukowym cenię.

Byłam pierwszą bohemistką na Uniwersytecie Wrocławskim, zatrudnioną w roku 1990 przez rektora UWr., prof. Mieczysława Klimowicza (żadne pokrewieństwo z prof. Tadeuszem Klimowiczem), drugi był  Jaroslav Lipowski, trzecia pani Alena Zipser, czwarty Jarosław Malicki,  piąty Petr Jokeš  (tytuły pomijam, bo większość z nich tymczasem awansowała).   Kierowałam Zakładem Bohemistyki i organizowałam wszystkie imprezy bohemistyczne, w tym dwie poważne międzynarodowe konferencje (i trzecią ogólnoslawistyczną), konferencje studenckie, jednym słowem wszystko, co miało hasło „czeski” lub „bohemistyczny”

Rusycyści „wymiksowali” mnie z pracy z końcem września roku 2011 (tego określenia, trafnego, przyznajmy, użyła autorka artykułu „Niższe wyższe uczelnie”, opublikowanego w „Nie” w dniu 29 sierpnia 2014 – miło mi, że trafiła na mój blog!).

Dalej jednak, jak widać, jestem „matką bohemistyki wrocławskiej” (mimo że samo określenie jest trochę śmieszne), bo pracuję naukowo i publicystycznie, czuwam nad stanem bohemistyki przynajmniej z daleka i prowadzę troje doktorantów (ściślej rzecz biorąc od tego semestru dwoje, bo jedną panią też „wymiksowano”).   Na pewno nie czuwają nad jej stanem ani pan Martinek, ani pan przyjęty do pracy zamiast prof. Lipowskiego, dojeżdżają bowiem tylko w wybrane dni i nie uczestniczą w Radach Instytutu ani w Radach Wydziału – w żaden sposób nie reprezentują bohemistyki ani nie troszczą się o nią. Nie czuwa nad jej stanem p.o.kier. Zura, skoro bohemistykę ośmiesza, a studentów zniechęca, prowadząc jakieś absurdalne ćwiczenia na temat „jak być miłym dla siebie nawzajem” (patrz tu wpis „Studentka bohemistyki pisze”), nawiązujące do jej pozauczelnianej wiedzy o marketingu. Do uczenia marketingu nawet matury nie trzeba! I co to ma wspólnego z wyższymi studiami filologicznymi?

O tym, że jestem na zawsze z bohemistyką wrocławską związana, świadczą też inne fakty. Podam tylko jeden: w grudniu 2011 w Auli Leopoldinie gościł Václav Klaus, ówczesny prezydent Republiki Czeskiej. Kto z bohemistów był obecny na spotkaniu? Byli oboje Lipowscy (Lipowska wyrzucona, Lipowski w okresie wypowiedzenia) i dwie inne panie z Zakładu Bohemistyki. Poza tym nikt z tzw. „slawistów” (którzy, jeśli mnie wyhodowali „na własnej piersi”, to chyba silikonowej!), Nie było ani dyrekcji IFS, ani p.o.kier. Zakładu Bohemistyki. P.o. kier. oficjalnie na dłuższym zwolnieniu (nieoficjalnie w Niemczech), zaś pani dyrektor Instytutu Filologii Słowiańskiej (Słowiańskiej!!!) nikt o przyjeździe Václava Klausa nie zawiadomił. [Oczywiście, że nie zawiadomił, bo nikomu z władz UWr. „slawistyka” z Czechami się nie kojarzy. Czechy to domena komórki kierowanej przez dra Ryszarda Gładkiewicza – badania śląskoznawcze i bohemistyczne wyczerpują całe zainteresowanie władz Uczelni bohemistyką – przez 21 lat miałam okazję wielokrotnie o tym się przekonać].

 

 

                                                                   

 

7.png4.png4.png8.png4.png9.png