01 08.2016 10:10

Droga Pani Profesor!

Nie są to dla mnie miłe wspomnienia. Przez kilka lat nie brałam emerytury, mając już do niej prawo (nie wiedziałam o tej możliwości), ale potem dawna koleżanka z polonistyki mnie obśmiała: wszyscy biorą, jak mogą, a ty nie bierzesz? Wyszłam na frajerkę, co potwierdziła jeszcze wizyta rektora na Radzie Wydziału Filologicznego. Dosłownie powiedział tak: Wiem, że mało zarabiacie, nie mogę wam podwyższyć uposażeń, ale niech ci, co mają już do tego prawo, złożą podania o emeryturę (wyjaśnił, jak to zrobić), a ja decyzję Rady Wydziału zawsze poprę. Posłuchałam i tydzień później złożyłam podania, traktując to jako formalność (poszedł wniosek o moją profesurę, o nagrodę ministra dla mnie, dostałam grant na dydaktykę 50 tys. euro, wydałam właśnie Historię literatury czeskiej, a poza tym byłam na urlopie naukowym dla napisania następnej książki). Tymczasem mój wniosek o ponowne zatrudnienie nawet nie dotarł do Rady Wydziału Filologicznego UWr., bo zatrzymał się na poziomie Rady Instytutu. Dyrektorka za negatywne głosowanie na mnie obiecała kolegom gruszki na wierzbie. I tak wyszło. Rektor, który doskonale o tym wiedział, ale z organizatorem tej "negatywnej dla mnie akcji" pił wódkę podczas wyjazdów na Wschód (gdzie dostawał tytuły dra h.c.), przyjął tylko moje podanie o emeryturę, a w sprawie drugiego podania mi poradził, żebym .. jak to kobieta... rozpłakała się przed organizatorem tej "akcji". Zresztą gejem, żeby było jeszcze "śmieszniej" (może rektor o tym nie wiedział).

Zastanawiam się, jak to skomentować, ale nie znajduję słów dostatecznie wielkich. Trzeba się chyba ćwiczyć w patosie negatywnym.

Serdecznie pozdrawiam

ZTL

 

DODAM SWÓJ CZAT Z INNA PANIĄ (MIESZKA ZAGRANICĄ, NIE ZNA STOSUNECZKÓW TUTAJ), KTÓRA SIĘ TĄ SPRAWĄ ZAINTERESOWAŁA:

Pani L: Czy podanie o emeryturę "zaszkodziło"? Czy wszystko jedno, i tak  trzeba było podawać wniosek o ponowne zatrudnienie ?

Ja: Rektor na Radzie Wydziału powiedział, że trzeba jednocześnie złożyć podanie o emeryturę i drugie - o ponowne zatrudnienie. On decyduje w sprawie ponownego zatrudnienia, ale obiecał (byłam tam), że zawsze będzie się kierował zdaniem RW. Ale nie dotrzymał słowa. Bliższa ciału koszula - a dla niego koszulą okazał się dziekan - obrzydliwa zresztą figura.

Pani L: Właśnie to chciałam zrozumieć. To znaczy że jeśliby Pani nie złożyłaby podanie o emeryturę, to pozostałaby zatrudniona?

Ja: To nie mogliby mnie zwolnić. Więc twierdzę, że sam rektor mnie oszukał, a raczej potwierdził misterne oszustwo kilkorga rusycystów. Dziwię się, że tak zlekceważył swój rektorski autorytet, że poszedł na lep tych kilku honoris causa (Lwów, Tomsk i jeszcze jakiś uniwersytet z byłego ZSRR) Słów rektora na Radzie Wydziału nie zanotowano w protokole tej Rady – gdyby było inaczej, mogłabym się na jego wypowiedź powołać.

Pani L. To nic nie zmieniłoby,  jakby nawet dziekan podał tekst wystąpienia rektora do protokołu: w tym nie widać "oszustwa" - jeśli procedura złożenia wniosków jest według reguł... A rektor to powiedział tal "w ogóle" czy tylko do Pani?

Ja: Do ogółu Rady Wydziału, koło setki osób. Dyrektor IFS powinna była zgłosić mój wniosek na Radę Wydziału, choćby z negatywnym poparciem Instytutu, ale nie zgłosiła. Nie wiem, do jakiego stopnia była to jej zła wola, a do jakiego stopnia postąpiła wbrew przepisom.

Pani L: Dyrektor IFS powinna była i tak zgłosić ... ale nie zgłosiła - to 100% postąpiła wbrew przepisom! I "nie jest jasne , do jakiego stopnia była to jej zła wola, a do jakiego stopnia" - inna przyczyna. Ale ten fakt że "postąpiła wbrew przepisom" przecież można było zaskarżyć?

Ja: Za pośrednictwem adwokata wytoczyłam sprawę UWr., bo prowadzę doktorantów i pracuję naukowo. Rektor był na rozprawie i zeznawał, twierdził m.in. (śmieszne!), że nie pamięta, czy mówił o radzie wydziału czy instytutu... (i tu by się przydał porządny protokół z tego właśnie posiedzenia). Na stronie UWr. mam oficjalny status „nieetatowego pracownika naukowego”.

 

 

 

 

7.png4.png4.png8.png6.png0.png