Rozważania na temat postawionych pytań, rozpocznę od definicji autoplagiatu, która mówi, że jest to „wielokrotne publikowanie tego samego lub w niewielkim tylko stopniu przetworzonego tekstu, w warunkach wprowadzających w błąd, że jest to utwór lub część utworu po raz pierwszy rozpowszechniana[1].
Autoplagiat jest pojęciem spoza języka prawnego i nie ma nic wspólnego z przyjętym w prawie terminem „plagiat”, gdyż nie można splagiatować samego siebie. Jednak w środowisku naukowym jest to pojęcie bardzo rozpowszechnione i na tyle ważne, że zostało opisane w Kodeksie etyki pracownika naukowego, w którym czytamy, że „ponowne publikowanie tej samej pracy (lub istotnych jej części) może zostać zaakceptowane tylko za zgodą jej redaktorów i zawsze należy podać odwołanie do pierwszej publikacji pracy[2].
Zagadnienie autoplagiatu jest również poruszone w kodeksie etycznym uczonego Dobre obyczaje w nauce. Zbiór zasad i wytycznych, w którym jest napisane, że „pracownik nauki nie mnoży publikacji naukowych w celu upozorowanego wzbogacenia swego dorobku. Jeżeli upowszechnienie osiągnięć naukowych usprawiedliwia opublikowanie tej samej pracy w różnych czasopismach, to należy powiadomić o tym redakcje tych czasopism i uzyskać ich zgodę. W takiej sytuacji konieczne jest powołanie się autora na swe wcześniejsze publikacje tego samego tekstu oraz wyraźne zgrupowanie powtórzonych publikacji w wykazie własnego dorobku naukowego na jednej pozycji[3].

Na jakich szczeblach kariery naukowej można popełnić autoplagiat?

Rozpatrując możliwość popełnienia autoplagiatu na najniższych szczeblach kariery naukowej można stwierdzić, że na poziomie pisania pracy licencjackiej nie można popełnić autopalgiatu. Dlaczego? Po pierwsze, praca licencjacka jest prawdopodobnie pierwszą pracą naukową młodego człowieka, więc nie ma skąd i czego powtórzyć. Po drugie, nad napisaniem pracy czuwa promotor, który powinien nauczyć swojego podopiecznego rzetelnego publikowania przypisów i bibliografii.

Autoplagiat może pojawić się już na poziomie pisania pracy magisterskiej. W pracy magisterskiej można bowiem powtórzyć fragmenty napisanej wcześniej pracy licencjackiej. Jednak i w tym przypadku nad napisaniem pracy magisterskiej czuwa promotor, który w dalszym ciągu powinien wskazywać młodemu człowiekowi w jaki sposób rzetelnie publikować odwołania.
Powtórzone treści z wcześniejszych poziomów kształcenia mogą wystąpić w pracy doktorskiej. Ale także w tym przypadku nad całością badań i treści teoretycznych czuwa doświadczony promotor, który powinien znać osiągnięcia swojego doktoranta i nie powinien dopuścić do powstania autoplagiatu.

Sytuacja zmienia się na etapie pisania pracy habilitacyjnej. Jest to samodzielna praca naukowca i jest oceniana przez trzech (niezależnych) recenzentów. W teorii powinny to być osoby niepowiązane z habilitantem, które na podstawie przedstawionych publikacji powinny rzetelnie i obiektywnie ocenić dorobek naukowy osoby starającej się o stopień doktora habilitowanego. Niestety, bardzo często recenzenci nadużywają w recenzjach słowa autoplagiat.

Ostatnio pojęcie to stało się niezawodną metodą eliminowania naukowców ze środowiska akademickiego. Niektórzy recenzenci piszą w recenzjach wprost o autoplagiacie, inni używają bardziej zawoalowanej formy. Na przykład w jednej z recenzji habilitacyjnych można przeczytać: „…pani dr XYZ wymienia tę publikację bez stosownej adnotacji. Byłaby zatem konieczna możliwość wglądu członków Komisji Habilitacyjnej w dysertację doktorską, by sprawdzić, czy to przypuszczenie jest właściwe niezależnie od jakiegokolwiek oświadczenia autorki w tej kwestii […]. Jednak i z tego zbioru należałoby wyeliminować te pisma pomniejsze, których część jest ujęta w książce habilitacyjnej” (Śliwerski 2015).

W innej recenzji tego samego autora można przeczytać: „…wyłączam z oceny dorobku, gdyż są one w dużej części powtórzeniem wyników badań z okresu przygotowywanej pracy doktorskiej, jak i po nim […]. Nie należy sztucznie kreować większego dorobku, niż jest on w rzeczywistości. Nie jest zgodne z etyką akademicką wykazywanie tej publikacji we własnym wykazie osiągnięć naukowych, jako tych, które miały miejsce po doktoracie…” (Śliwerski 2016).

Niektórzy recenzenci posuwają się do tropienia autoplagiatów. Tak jest w przypadku recenzji, w której recenzent pisze: „…brak w rozprawie habilitacyjnej informacji o wcześniejszym opublikowaniu tych tekstów w innych miejscach […] nosi znamiona autoplagiatu ukrytego (Szczepankowski 2013). Należy pogratulować panu profesorowi odkrycia autoplagiatu ukrytego!

Jak nietrudno się domyślić, stwierdzenie autoplagiatu w pracy habilitacyjnej (nieważne, czy powtórzony fragment publikacji opatrzony jest przypisem, czy też nie) najczęściej kończy się odmową nadania stopnia. Na tym etapie kariery naukowej autoplagiat jest nieprzyzwoity, nieetyczny, niemoralny, nieuczciwy, niecny, naganny itd. … i może zrujnować życie naukowca, w pracy którego recenzenci „odkryli” autoplagiat. Odkrycie autoplagiatu w pracy habilitacyjnej odciska piętno na całej pracy naukowca. Stygmatyzuje go.

Zupełnie innego charakteru nabiera autoplagiat po uzyskaniu stopnia doktora habilitowanego, czyli po wejściu do „towarzystwa” naukowego. Szczególnie wśród profesorów pojęcie autoplagiatu przeistacza swoje znaczenie z pejoratywnego na wartościowe i pożądane. Skąd to wiadomo? Posłużę się tu wypowiedzią prof. Bogusława Śliwerskiego, tego samego, który neguje istnienie autoplagiatów w swoich recenzjach habilitacyjnych. Prof. B. Śliwerski twierdzi że „w naukach humanistycznych i społecznych nie ma niczego złego, jeśli ich twórcy publikują swoje artykuły, książki czy na ich podstawie rozdziały w pracach zbiorowych na ten sam temat czy nawet z wykorzystaniem tych samych treści, by dotrzeć z nimi do jak największego kręgu odbiorców. Taka też jest misja kształcenia i upowszechniania zdobyczy nauki[4], co zresztą piszący te słowa skrupulatnie propaguje w swoich tekstach.

Dlaczego doświadczeni naukowcy powtarzają wcześniejsze fragmenty publikacji?

Przyczyn może być wiele. Po pierwsze, opublikowany artykuł zostaje poszerzony o nowe wątki, fakty czy badania. Poruszany przez naukowca temat zostaje uzupełniony, przedstawiony w „nowej odsłonie”. W takim przypadku rzetelny naukowiec przywołuje w przypisach wcześniej napisane teksty, do których czytelnik ma możliwość się odnieść. W takim przypadku nie może być mowy o autoplagiacie.

Ale mogą być też inne przyczyny powielania/multiplikowania tego samego tekstu. Do najczęstszych przyczyn należy:
- lenistwo,
- brak nowych pomysłów na napisanie nowego, oryginalnego tekstu,
- brak umiejętności pisania,
- brak warsztatu naukowego,
- wypalenie zawodowe,
- ignorancja czytelników,
- wątpliwy talent naukowy,
- brak czasu.
W takich przypadkach najczęściej autorzy powtarzają treści napisanych już wcześniej publikacji, a jedyny wysiłek jaki wnoszą do publikacji, to zmiana tytułu. Nowy tytuł artykułu/publikacji sugeruje, że czytelnik ma do czynienia z nowym, oryginalnym dziełem. W przypadkach multiplikowania dorobku spowodowanego wymienionymi powyżej przyczynami, autor nie podaje przypisów, wskazujących na wcześniejsze wykorzystanie tekstu.

 

Dodaj komentarz

4.png7.png7.png4.png7.png9.png