Co jest grane z panem Bałabanem, czyli jak z Bunina zrobić rodzinne źródło dochodu 05 07.2016 11:46

Potrzeba zatrudnienia informatyka w Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego pojawiła się w momencie, kiedy mgr inż. Krzysztof Bałaban skończył studia informatyczne. Starała się o ten etat pani z takimi samymi kwalifikacjami, ze stażem zawodowym w dydaktyce, a nawet dorobkiem w postaci książki o nauczaniu informatyki, ale wygrał Bałaban, choć tych doświadczeń był pozbawiony. Nie od dziś wiadomo, że konkursy o zatrudnienie organizuje się „pod wybraną osobę”, najpierw jest krewny lub znajomek do upchania – a potem następują starania o etat (manewry z konkursem to mydlenie oczu).

Kiedy w roku 2010 „moja serdeczna przyjaciółka” Anna Paszkiewicz odwiedziła mnie w Szpitalu Kolejowym na Wiśniowej (nie byłam chora, ale jej doktorantka, doktor medycyny, namówiła mnie na szpitalne „przebadanie”, byłam tam niepotrzebnie 12 dni), zaznaczyła, że przyszła „przy okazji”, bo właśnie odwiedziła przebywającego w tymże molochu szpitalnym Krzysztofa Bałabana. Wytrzeszczyłam oczy, przypuściłam wtedy w myślach, że Bałaban jest jej krewnym.

Koło roku 2010 w Instytucie Filologii Słowiańskiej Bałaban zajmował się kluczowymi kwestiami, a mianowicie układał plan zajęć i protokołował posiedzenia Rady Instytutu, a nawet… nalewał szampana (pamiętne „szampańskie” zebranie w czerwcu 2011, kiedy rusycyści przegłosowali niezatrudnienie mnie, a rektor Bojarski posłuchał tego doradczego teamu, mimo że obiecywał, że tym teamem będzie Rada Wydziału Filologicznego!). Rzetelność jego protokołowania podważyłam (patrz wpis: Za co wrocławscy rusycyści mnie zadziobali), wskutek czego Bałaban został odsunięty od protokołowania (sam też narzekał, że nie chce).

1 lutego 2011 pani Paszkiewicz w ramach „zadziobywania” mnie na Radzie IFS oskarżyła prof. Jaroslava Lipowskiego o wyłudzenie państwowych pieniędzy. Było to zmyślenie, obrażony profesor odwołał się do sądu, a pani Paszkiewicz wyprodukowała rzekome dowody, że obrażając go miała rację. Za świadka posłużył jej krewniak Bałaban, który w sądzie zeznał, że w poprzednim semestrze prof. Lipowski „kazał mu” wpisać dwa seminaria magisterskie w jednej kratce rozkładu zajęć. Było akurat odwrotnie, Lipowski chciał mieć dwa oddzielne terminy, a Bałaban odparł, że skoro studenci są zagranicą na stypendiach Erasmus, „tak się robi u nas w Instytucie”. Doskonale wiem, jak przebiegała rozmowa - pół godziny po niej mąż mi słowa Bałabana powtórzył, miał bowiem wątpliwości co do prawidłowości tego postępowania. Doradziłam mu wtedy sprawdzenie tego u dyrektor Paszkiewicz.

Krzysztof Bałaban okazał się koronnym świadkiem obrony pani Paszkiewicz (w procesie o naruszenie dóbr osobistych) i prokurator wezwał go do złożenia przysięgi sądowej.

Bałaban stawił się i popełnił krzywoprzysięstwo, podwójne krzywoprzysięstwo, bo po pierwsze zeznał, że pozwana Paszkiewicz nie jest żadną jego krewną, a po drugie powtórzył swoje pierwsze kłamliwe zeznanie. W ten sposób na razie jej skórę uratował. Jednak sprawa krzywoprzysięstwa w sądzie będzie zgłoszona do prokuratury (według art. 233, par. 4 KK grozi za to kara pozbawienia wolności do lat 3).

O tych zaskakujących faktach chciałam powiadomić promotora Bałabana, wtedy doktoranta na Politechnice Wrocławskiej (nie pamiętam nazwiska promotora, znalazłam go w Internecie), ale po namyśle zaniechałam tego. Promotor pewnie sam się zorientował, bo mgr inż. Bałaban nie jest już jego doktorantem.

Jak z Iwana Bunina zrobić rodzinne źródło dochodu?

Za to ten pan stał się doktorantem…. dr hab. Anny Paszkiewicz, ponieważ – zaznaczę z ironią - poczuł wielki pociąg do literatury rosyjskiej i chciałby ją badać naukowo!!! Wygląda na to, że oboje: pupil i ciocia zainteresowania naukowe mają nader wspólne, bo p. Paszkiewicz w roku 1987 obroniła rozprawę doktorską o Ivanie Buninie (w Nauce Polskiej brak jednak recenzentów???), a niedawno mgr inż. Bałaban na konferencji "Wielkie tematy w literaturach słowiańskich" w Instytucie Filologii Słowiańskiej UWr. wygłosił o tymże poecie referat naukowy.  

Wstrzymam się przed komentarzami, choć pchają się pod „pióro” ze wszech stron (zdarzają się czasem zrośnięcia rodzinne czy koleżeńskie promotora z doktorantem – promotorowi nawet "opłaca się" napisać za doktoranta rozprawę! - opisałam to w książce „Śmierć dziekana”, odsyłam więc do niej), zapytam jednak, czy pan Bałaban jako doktorant Uniwersytetu Wrocławskiego otrzymuje stypendium doktoranckie (skoro w komisji stypendialnej zasiada pani Paszkiewicz)?

Moja doktorantka mgr Ilona Gołaszewska przez osiem semestrów prowadziła zajęcia ze studentami w IFS UWr., będąc przy tym studentką drugiego kierunku (anglistyki), który w terminie ukończyła, ale jej starania o stypendium nigdy się nie dały rezultatu (nie była niczyją krewną?). Po 9 semestrze studiów doktoranckich ją wykreślono za niezaliczenie 10 godzin praktyki ze studentami, jak napisała do mnie w liście pani kierownik studiów doktoranckich (żona dziekana). Nie zaliczyła, dodam, bo już od kilku miesięcy pracowała na etacie w korporacji, w dzień powszedni nie mogła się "wyrwać z pracy" przed godz. 17.00. Opublikowała jednak kilka dobrych artykułów, temat rozprawy miała ciekawy (utopia i jej odmiany u czeskich pisarek), posługiwała się zręcznie angielskojęzycznymi źródłami, w soboty-niedziele systematycznie odwiedzała mnie w domu na seminariach doktoranckich (bo 4 października 2011 Paszkiewicz wyrzuciła mnie z gabinetu na Pocztowej).

Za to dostała stypendium doktoranckie na filologii pani doktor medycyny, która była pierwowzorem postaci psychiatry z czwartego fragmentu mojej nowej powieści (na tym blogu). Dowiedziałam się o tym, bo „moja serdeczna przyjaciółka” sama mnie o tym (swego czasu) zawiadomiła

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png1.png5.png