Szanowni Państwo!

Forum jest nieautoryzowanie, a posty można dodawać bez zalogowania. Dlatego proszę o przemyślane wpisy i merytoryczną dyskusję.

 

Bardzo Państwa proszę o podpisywanie swoich postów. Ułatwi to porozumiewanie się. Możecie się podpisać nickiem/pseudonimem. Nie musicie podawać ani imienia, ani nazwiska :)

 

Dziękuję Joanna Gruba


joanna.gruba@habilitacja.eu 

 

 8
Wyświetla od 1 do 9 z 9 pozycji.

Państwo z tektury polega m.in. na tym, że różne grupy interesów są silniejsze od rządu i nie pozwalają na niekorzystne dla siebie reformy. Kluczowe dla swoich interesów akty prawne, takie grupy interesów recenzują nieformalnie już na etapie ich powstawania i ewentualnie wprowadzają poprawki. Jeżeli to nie wychodzi ma miejsce próba zablokowania aktu prawnego na etapie głosowania lub w sądach. Kilka grup zawodowych w Polsce praktycznie posiada autonomię na zasadach państwa w państw Dla środowiska naukowego nienegocjowalne jest zniesienie habilitacji.

Chyba "jeździł" (przed pandemią). Nie zmienia to faktu, że w takich warunkach nie ma mowy o dogonieniu choćby pierwszej 200 uczelni w światowych rankingach. No ale dobrostan "uznanych profesorów" na polskich uczelniach jest najważniejszy!

Kolega się wyhabilitował, ale za nie dopisanie na okładce ma teraz same ćwiczenia i jeździ codziennie na 1 h

Hahahaha!! Mistrzowie? Czeladnicy? Ile lat?? Amerykanie na swoich uczelniach chyba padli by ze śmiechu. NIe bez powodu polskie uczelnie to peryferyjne szkółki na rubieżach cywilizowanego świata.

Słynna teza starej profesury to "mistrz i uczeń", ale w rzeczywistości to od średniowiecza funkcjonowało na zasadach mistrza cechowego i czeladnika bez praw, któremu utrudniano na wszelkie sposoby wyzwolenie się (w nauce wyzwolenie to habilitacja). Czeladnik po prostu harował na mistrza całe życie wobec braku możliwości wyzwolenia się a dla mistrza było to wygodne. Jak można myśleć, że współcześnie w dobie praw człowieka, globalnej konkurencji i osuwania się polskiej nauki w rankingach światowych taki system zda egzamin?

Patologia to to, kiedy adiunkt ma za swoje, bo kogos nie dopisal na okladce

W artykule trochę racji jest. Wszechobecne punkty i sloty prowadzą do atomizacji wiedzy i braku szerszego spojrzenia. Takie podejście mają często młodzi naukowcy, którzy wychowani są na impaktach i punktach, mają wąską specjalizację i często nie są w stanie przeprowadzić wykładu z przedmiotu. Nie potrafią np. prowadzić genetyki, bo za obszerna. Co najwyżej genetyka nowotworów, człowieka etc. Prawdą jest, że starsza kadra, wychowana na innym systemie często tę zdolność do syntezy zachowała. Niestety, większość tej kadry to ludzie, którzy nic nie robią od uzyskania habilitacji czy tytułu, a te też są podejrzane. I na tym polega dramat, że ustawa wzmocniła wszystkie możliwe patologie, cwaniacy pozostali a faktyczni naukowcy muszą odejść.

Mokosz

To jest kwestia doceniania przeszłych dokonań i jechania na tym do emerytury lub oceniania aktualnego dorobku. Profesor nie stracił zupełnie na wartości, ponieważ zachował habilitację, czyli dorobek sprzed 20 lat ciągle dla niego pracuje. Doktorzy bez habilitacji zostali obcięci nową ustawą - pracuj od nowa. Dlatego profesura nie powinna aż tak narzekać. Mogło się skończyć gorzej, tzn. zniesieniem habilitacji.

Wyświetla od 1 do 9 z 9 pozycji.

Powered by ChronoForums - ChronoEngine.com

5.png9.png7.png7.png3.png4.png