28 06.2016 15:42

Interesuje mnie praca magisterska Ireny Krasnickiej z 1982 roku, powstała i obroniona na Uniwersytecie Karola, ponieważ istnieje możliwość, że w książce babilitacyjnej pana Balowskiego o słowiańskich paralelach (Orten i Baczyński), powstałej na Uniwersytecie Ostrawskim w roku 2000, został popełniony plagiat. Postaram się to wyjaśnić, choćby na własny użytek, ale być może też na użytek tego blogu. Tak jak już wcześniej pisałam, autoplagiat pan Balowski i tak popełnił, bo w czasopiśmie Bohemistyka opublikował dwuczęściowy, obszerny artykuł o identycznym tytule (2009). Pierwsze „paralele słowiańskie” wyszły po polsku (w Czechach), a drugie po czesku (w Polsce). Czyli polski tekst posłużył do otrzymania czeskiej habilitacji, a czeski - do polskiej. Zawsze to "trudniejsze" dla członków komisji, rad czy innych gremiów, pobieżnie się z tym zapoznają.

Kieruje mną czysta ciekawość, ale nie brak w tym pewnej intencji. W dwóch listach, które dostałam od prof. Balowskiego, ich autor zwraca uwagę, że wcale nie polecał zatrudnienia na UWr.  opolanek Anny Zury i Katarzyny Chrobak, a także nie wnioskował negatywnie w sprawie profesury dla mego męża (chociaż mógł, jak zaznacza on sam, jest bowiem członkiem Rady Wydziału na UAM – należy więc zrozumieć w podtekście, że „ktoś” z nim o tym rozmawiał i namawiał go?), czyli mówiąc ogólnie nie zaszkodził ani mnie, ani bliskim mi osobom (jakby odkrywanie plagiatu było rodzajem zemsty?), a za panią, która wygryzła mnie z kierownictwa, ani za jej pomocniczką on wcale nie stoi.

Tymczasem było tak.

W roku akademickim 2008/2009 panie Chrobak i Zura odmówiły wykonania moich kierowniczych poleceń, uzasadniając to pracą nad powstającym na Uniwersytecie Ostrawskim słownikiem, do czego zaangażował je profesor Balowski, jak mi powiedziały. Zwołałam wtedy zebranie Zakładu Bohemistyki, wszem i wobec wyjaśniając, że praca nad słownikiem powstającym na innej uczelni nie zwalnia od wykonywania poleceń wydawanych w podstawowym miejscu pracy. Wyraziłam przypuszczenie, że panie Chrobak i Zura w ten sposób dorabiają do pensji, ale obie energicznie zaprzeczyły.

Rzeczywiście w roku 2009 na Uniwersytecie Ostrawskim wyszedł czesko-polski słownik frazeologiczny, jako autorzy figurują Mieczysław Balowski i Eva Mrhačová, o innych jego autorach nie ma wzmianki.

Wobec tego nasuwają się dwie możliwości:

  1. Panie Zura i Chrobak skłamały przede mną i przed całym Zakładem Bohemistyki IFS UWr. (na zebraniu), chcąc się wykręcić od wykonaia poleceń.
  2. Skłamali autorzy słownika, ukrywając udział obu tych pań.

Jeśli zaś sprawa była czysta i prof. Balowski jako były promotor jednej i nauczyciel akademicki obu, wykształconych w Opolu, miał prawo je zatrudnić do pomocy w pracy nad słownikiem, to dlaczego nie zapytał o to mnie jako ich bezpośredniej przełożonej na Uniwersytecie Wrocławskim? Czyżby mimo zatrudnienia na UWr. obie panie wciąż tworzyły jego „dwór”?

W każdym razie już za mego kierowania Zakładem Bohemistyki obie pracownice popisały się dużą bezceremonialnością w traktowaniu własności intelektualnej. Pani Chrobak dosłownie przejęła mój komunikat posłany jej w celach szkoleniowych i umieściła pod swoim nazwiskiem w Bohemistyce (zażądałam sprostowania autorstwa, ale pan Balowski najpierw odesłał mnie do dziekana Wydziału Filologicznego UWr., a potem już o tej sprawie nie wspomniał - jako o pachnącej brzydko?). Pani Zura zaś przygotowała broszurkę „Ćwiczenia z czeskiej składni”, w której na każdej stronie umieściła swoje nazwisko jako autorki, tymczasem ćwiczenia były wycięte (nawet nie przepisane!) z podręcznika dla czeskich dzieci. Poza tym pani Zura - za mego kierownictwa kilkakrotnie - brała wielotygodniowe zwolnienia lekarskie, które – chodziły słuchy – służyły jej do podróży marketingowych. W tym czasie opuszczała zajęcia na wieczorówce (płatne) i nie odrabiała ich (mówiła mi o tym wieczorowa studentka).

W tej sprawie niezwykle interesująco rysuje się również postać p. Evy Mrhačovej z Uniwersytetu Ostrawskiego, która w fazie wydawania wspólnego z panem Balowskim słownika została przewodniczącą komisji ds. niezgodnego z dobrymi obyczajami w nauce wykorzystanie pracy magisterskiej Ireny Krasnickiej (patrz też wpis: Fakty o Balowskim i o Zakładzie Bohemistyki IFS UWr.). Komisja, której przewodniczyła, ten fakt potwierdziła, a pan Balowski dobrowolnie poddał się karze polegającej na wyrzeczeniu się pracy na czeskich uniwersytetach. Jednak - jak sam napisał mi w liście z pewną przechwałką - na Uniwersytecie Ostrawskim znów pracuje (?). Polskiej nauce natomiast fakt ukarania polskiego profesora w ogóle nie został zgłoszony

Czeskim współpracownikom pana B. łagodne potraktowanie go w tej sprawie wyjaśniono, jak słyszałam, potrzebą wyciszenia całej sprawy ze względu na dobro polskiej mniejszości na Zaolziu. Jakby to bowiem wyglądało, gdyby potwierdzono, że polski profesor wykorzystał pracę czeskiej studentki i ani słowem o niej nie wzmiankował? Trochę to śmieszne, trochę straszne, w każdym razie znów mamy do czynienia z zamiataniem sprawy pod dywan.

Sądzę jednak, że łagodne potraktowanie Balowskiego w sprawie kradzieży pomysłu do książki habilitacyjnej z czeskiej pracy magisterskiej Ireny Krasnickiej oraz wielu jej obserwacji i tez (oraz nieprzyznania się do tego) kryje zupełnie inne powody. Po pierwsze chodzi o niuanse współpracy przy wspólnym słowniku frazeologicznym (zapewne uczestniczyli też "podwykonawcy", jak wspomniane Chrobak i Zura, które się do tego otwarcie - na zebraniu Zakładu Bohemistyki - przyznały), a po drugie o fakt, że nie tylko doc. Mrhačová zatrudniła Balowskiego na Uniwersytecie Ostrawskim (wbrew ustaleniom komisji, której przewodniczyła - dokładne materiały na ten temat publikowałam na tym blogu w zeszłym roku), ale na zasadzie reciprocity Balowski zatrudnił Mrhačovą w Państwowej Szkole Zawodowej w Raciborzu. Każde z tych państwa ma tu i tam etacik!!!  

Na marginesie tej sprawy warto poddać w wątpliwość kierunek, jakim podąża wrocławska bohemistyka. Zainteresowania koncentrują się na Śląsku Cieszyńskim, Opolskim, Ostrawskim, jakby reszta Czech nie istniała i jakby przypadkiem języka i kultury tych terenów nie zajmowały się już od dawna miejscowe uniwersytety. Na tejże bohemistyce rządzą polonistki z Opola, w dodatku przyjaciółki z ławy akademickiej, i ich sympatyczny (ponoć) kolega badający polskie opolskie szkolnictwo (?). Oraz pan Martinek z Opawy, wyspecjalizowany w literaturze polskiej powstałej na Zaolziu i w literaturze czeskiej powstałej w powiecie bruntalskim (?).

Brak natomiast przejawów naukowego zainteresowania Dolnym Śląskiem (pruskim Śląskiem, jak go nazywano w Czechach). Przyznaję, że jest to trudniejsze, mniej przebadane i przetrawione, trzeba by było pogrzebać w archiwach, w bibliotekach. Nie da się zrobić kompilacji z dawnych naukowych prac opolskich, katowickich (filia w Cieszynie), ostrawskich czy opawskich. Może zresztą właśnie dlatego?

 

 

 

7.png4.png1.png5.png9.png0.png