Dostaję wiele listów popierających i rozwijających temat z poprzedniego wpisu. W Instytucie Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego nie uczę już od 4 lat, bo przed 3 laty wyrzucono mnie z pracy, a poprzednio przez rok byłam na urlopie naukowym, z którego zresztą nikt nigdy mnie nie rozliczył. Zaledwie pół roku przed wyrzuceniem mnie z pracy Rada Instytutu Filologii Słowiańskiej UWr. wystosowała wniosek o tytuł profesora dla mnie – decyzja o przyznaniu mi tego tytułu zapadła w październiku zeszłego roku

                        Zofia Tarajło-Lipowska

Cytuję fragment jednego z tych listów:

Niski poziom nauczania (wyłączając dra Malickiego i dr Żygadło-Czopnik) urósł już naprawdę do poziomu legendy i niestety czasem muszę się wstydzić za to, jaki kierunek skończyłam. - Miałam do czynienia ostatnio z kilkoma absolwentami ostatnich lat naszej bohemistyki i, przyznam szczerze, że
te osoby są tak słabe, że nie odróżniają czeskiego od słowackiego... Jednak faktycznie, ładnie się uśmiechają i mają wysokie ego, a więc zabiegi naukowe obecnego kierownictwa nie poszły w las... Nie wyobrażam sobie, że mogłabym uczyć tam, gdzie nawet nieobecni zaliczają zajęcia na 5. Sprawa jest o tyle przykra, że na rynku tłumaczeniowym i - ogólnie mówiąc - kontaktów polsko-czeskich mamy teraz wysyp osób, które deklarują znajomość języka czeskiego na poziomie native speakera, a tak naprawdę nie potrafią nic.

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png6.png1.png1.png