Zofia Tarajło-Lipowska

BAJKI I POWIASTKI NA STAREJ POCZCIE ZNALEZIONE

Kilka słów wstępu

Do twórczości z reguły wiedzie nas przypadek, wyrażający się w olśnieniu lub natchnieniu, które nachodzą autora czy autorkę w chwili przełomowej, w chwili zwrotu czy ważnego manewru, w chwili, gdy w świadomości podmiotu krzyżują się lub kulminują prądy energii i emocji. Tak się stało i w tym przypadku.

Wiele lat temu nieubłagany los mnie rzucił do pewnej zapadłej i zaplutej nory, która mieści się we Wrocławiu na tyłach Starej Poczty. Chcąc się dostać na wyznaczone mi tam miejsce, z wielkim poświęceniem przełaziłam przez wysokie ogrodzenie pocztowego parkingu, gubiąc po drodze buty i skarpetki oraz biżuterię, portmonetkę, lusterko  i inne drobiazgi z torebki. Prócz tego nader często pękały mi szwy w dżinsach i pierzchła skóra na rękach, kurczowo zaciśniętych na drucianej siatce ogrodzenia.

Ufff, nareszcie jestem po drugiej stronie!

Pod koniec moich batalii z tą zapadłą dziurą zdarzyła mi się jednak ciekawa przygoda. Po raz kolejny przełażąc przez płot poczty, pomyliłam chorągiewki na dachu wskazujące kierunek wiatru i znalazłam się wewnątrz niej, a dokładniej na szczycie budynku, na którym mieścił się kiedyś gołębnik pocztowy,  dawno już opuszczony przez ptaki. W jednym kątku gołębnika, tym najbardziej zaklejonym guanem, nagle coś zabłysło. Okazało się, że to skarb!

Skarb był zwojem manuskryptów, gęsto oplecionych pajęczyną, powstałych jeszcze przed naszą erą i starannie ukrytych przed oczami opinii publicznej. Sięgały one czasów, kiedy w rozpadających się murach budynku położonego obok Starej Poczty mieścił się dom akademicki, którego mieszkańcy dorabiali sobie u okolicznych mieszczan jako podwykonawcy szkolnych zadań domowych, czyli korepetytorzy ich dzieci. Ci zaś lokatorzy domu akademickiego, którzy pisać nie umieli, pracowali jako stajenni przy koniach na postoju pocztowego dyliżansu, pojąc je wodą, karmiąc sianem i czyszcząc słomą. Resztki siana i słomy zostały tam do dziś i służą jako podściółka pod głowę studentom przysypiającym na nudnych zajęciach, na których samozwańczy guru w kółko powtarza zeszłoroczną mantrę.  

Znalezione manuskrypty otarłam z nieczystości i zabrałam do domu. Przestudiowałam je dokładnie, spodobały mi się, zajęłam się zatem ich aktualizacją i uporządkowaniem, dając im w ten sposób drugie życie

AUTORKA

CZEŚĆ I. Bajki i powiastki z uczelni niewysokiej i niechędogiej

Motto: Wiwat a-ka-de-mijaa! Wiwant pro-fe-so-o-res!

(z rytualnej pieśni "Gaudeamus igitur", pisownia nieoryginalna)

Odcinek I.  Lecznicze kąpiele we Wrocku w błocku

  1. O wyższej kulturze kumkania
  2. O suchych kąpielach błotnych
  3. Orwellowski rzut oka na uczelniany chlewik

Odcinek II. Zdarzenia – zderzenia

  1. O bombastycznej bombie
  2. O rytualnym uboju zbłąkanej trzody
  3. O arogancji z wysokości barowego stołka

 

 Odcinek III. Charakterystyki bardzo ważnych pierwotniaków

7. O Janku, co psomszył
8. O hysiu na mysiu
9. O szalonej krowie

Odcinek IV. Wybryki miejscowych pierwotniaków

  1. Panicznych Paniczek gra w podpisywanki
  2. O twórczym, a nawet proroczym przekładzie literackim
  3. O Gawronie Przelotnym

 Odcinek V. Pożar żądz i pożądań

  1. O pożądaniu królewien albo jak wyczyścić przypalony garnek
  2. O pożądaniu króliczków przez Złego Wilka
  3. O wilczym apetycie na chleb pomazany masłem

Odcinek VI. Dylogia o tchórzofretce i niedźwiedziu 

  1. O dziurawych tenisówkach (bajka z niejednym morałem)
  2. O smacznej zupie na słowniku ortograficznym

 

Część II. Urywki na wyrywki

Odcinek VII. Baby i chłopy

18. O złym chłopie, czyli powiastka antyfeministyczna
19. Chłop nie zdążył, ale baba zdążyła, czyli powiastka feministyczna
20. Między nami kobietami, czyli powiastka introfeministyczna
21. Co przystoi dziewczynce?

 

 Odcinek VIII. Człowiek całe życie się uczy

22. O pożytkach z nauki
23. O braku pożytków z nauki
24. O tym, że życie zawsze wyprzedza naukę
25. O problemach, z jakim borykają się wyższe uczelnie

7.png7.png2.png3.png1.png1.png