Bajka o wściekłej krowie 07 08.2016 20:36

O chorobie szalonych krów

Krowa Kras Ula wpadła w szaleństwo, kiedy stwierdziła, że jest krową i niczym więcej niż krową. Kropka.

Doszło do niej, że wszelkie te gustowne gałgany i gadżety, choćby najkosztowniej wypasione, najtroskliwiej wypieszczone i najbardziej wypucowane, są tylko zbędnym  dodatkiem do jej zasadniczego krowieństwa.  Kras Ula nie zniosła tej myśli i zwariowała, choć już samo uświadomienie tego powinno być dla niej dobroczynne. Wszystko jedno zresztą, i tak niezbędna była specjalistyczna kuracja z elektrycznym pastuchem dla bydlątek o pomieszanych zmysłach i zaburzonej osobowości.

Kuracja pomogła i po pewnym czasie krowa Kras Ula wróciła do siebie, na swój skrawek łąki (- przecież nikogo nie zabiła – tłumaczyły dobrotliwe myszy polne), do pełnego zdrowia jednak nigdy nie doszła. Najpierw swoje stany psychiczne, te poniżej wszelkiego poziomu, zajadała tortami (mniam, czekoladowymi) i kremówkami,  przez co powiększyła się w pasie nadmiernie.  Natchniona przygodami telewizyjnej Brzyd Uli postanowiła wypięknieć i dużym nakładem wysiłków schudła. Odsunięcie od kremówek i tortów zaowocowało jednak spadkiem nastroju,  co pociągnęło za sobą niestety konieczność zażywania podwójnych dawek leków hamujących ataki furii i prostujących myśli.

Oszołomiona lekami Kras Ula wpadła w stan otępienia, otumanienia ogólnego i milkliwości wtórnej. Krowie szaleństwo tliło się w niej podstępnie, gotowe  do wzniecenia w każdym momencie.  Rozżarzyła je do czerwoności sprawa niejakiej Lo Yoli, krowy rasy importowanej i w dodatku mało krowiastej.

- Tej Lo Yoli żyje się na świecie tak jakoś inaczej niż mnie... - wzdychała Kras Ula,  postanawiając przyjrzeć się z bliska podejrzanemu przypadkowi. Badania potwierdziły jej hipotezę: życie Lo Yoli upływało wyjątkowo słodko, nadmiar słodyczy wręcz spływał jej z pyska, słodząc poranną kawę, nie musiała do niej dodawać ani łyżeczki cukru. Wstrzymajmy się przed wymienieniem innych niezasłużonych sukcesów tej podejrzanej Lo Yoli.         

 - Musi być na świcie jakaś sprawiedliwość, musi  – szeptała do siebie Kras Ula – trzeba Lo Yolę z żyznej roli wyrolować – postanowiła,  przeżuwając swoją wieczorną porcję błonnika. Zaczaiła się na nią i znienacka mocno ubodła rogami (wzór zapewne biorąc od producenta wytwornych mebli „Bodzio”), aż tamta pośliznęła się na jednym z krowich placków pstrzących pastwę i straciła równowagę.  Następnie, przy współpracy wspominanej już ochotnej straży pożarnej pod wezwaniem świętego Pro Kopa, wykopała Lolę poza żyzną pastwę, ile sił miała w swych elegancko obutych raciczkach. 

„Niepubliczny Zakład Wypasionej Opieki Rodzinnej” – kazała napisać na czerwonej tabliczce przy wejściu, polecając, żeby  Lo Yola pod żadnym pozorem wpuszczana nie była. Akt wykopania przyniósł wprawdzie Kras Uli orgiastyczną przyjemność (cała grupa świętego Pro Kopa wypiła z tej okazji toast szampanem), ale nie  przywrócił jej, niestety, myślowej równowagi.

Blady strach padł na krowi świat. Wieść o nieuleczalnie szalonej krowie  rozniosła się po Europie. Wyuczeni rzeźnicy ostrzą noże i w pełnym pogotowiu oczekują Wielkich Yatek. – A Dla porównania można przeczytać sobie starszy wpis na tym blogu: Co to jest krowa? Ten starszy wpis nie jest bajką, tylko hasłem encyklopedycznym.aa, ya-ya-yay! – podśpiewu-y-ą sobie.

Dla porównania można przeczytać sobie starszy wpis na tym blogu: Co to jest krowa? Ten starszy wpis nie jest bajką, tylko hasłem encyklopedycznym.

 

 

 

 

Dodaj komentarz

7.png4.png1.png5.png9.png5.png