27 05.2014 12:46

Pani Paszkiewicz (tytuły opuśćmy, żeby nie komplikowały tekstu) mówi, co jej się żywnie podoba, za słowa nie odpowiada ani przed Bogiem (swoim sumieniem?), ani przed historią. Aż słuchać hadko, a jeszcze gorzej, jeśli się jej słowa bierze poważnie.

Na Radach IFS UWr. w roku 2011 powiedziała m.in., że:

- ja jako kierownik Zakładu Bohemistyki IFS UWr. źle zorganizowałam wykłady z historii Czech, przy czym zapomniała, że rzekomo złą organizację tych wykładów podpisała sama na umowie obowiązującej do roku 2013;

- moją winą, jako kierownika Zakładu Bohemistyki, jest „bałagan” panujący w tym Zakładzie, choć jeszcze niedawno twierdziła, że Zakład Bohemistyki jest „zawsze pierwszy”;

- ja jestem aktualnym kierownikiem Zakładu Bohemistyki, podczas gdy przed Sądem Okręgowym we Wrocławiu oświadczyła, że kierownikiem był wtedy Lipowski (stało się to jednym z argumentów wyroku), a poprzednio w piśmie do prorektora Cacha napisała, że Lipowski nie jest i nigdy nie był kierownikiem Zakładu Bohemistyki;

- poinformowała, że germaniści ze środowiska naukowego PWSZ w Nysie (pomówienie!) napisali anonim źle oceniający pracę Lipowskiego, co zgadza się z jej negatywną oceną pracy tegoż  (zabrała się nawet do odczytania anonimu, ale inteligentniejsza koleżanka pociągnęła ją za rękaw, żeby jednak nie czytała). Anonim jest sfotografowany tu na blogu;

- Lipowski nie prowadził dwóch seminariów magisterskich, tylko jedno (30 osób!), i w ten sposób „wyłudził pieniądze od państwa polskiego”, o czym świadczy płachta rozkładu zajęć z poprzedniego semestru (znaleziona chyba w makulaturze?)  –  Paszkiewicz pokazała ją obecnym: „o, tu pan Bałaban wpisał oba seminaria w jednej kratce”.

Pani Paszkiewicz zarówno nagranie Rady, na której naruszyła dobra osobiste Lipowskiego, jak i przepisany tekst tego nagrania, dostarczyła jako dowody do Sądu Okręgowego Wydział Cywilny we Wrocławiu, ale z nagrania „ktoś” uprzednio powycinał różne jego fragmenty. Adwokat pana Lipowskiego wniósł o przebadanie nagrania przez eksperta (fałszowanie dowodu sądowego jest przestępstwem, świadczy też o chęci ukrycia czegoś, a więc o kłamstwie ze strony przeciwnej), ale sędzia, i jednocześnie adiunkt na Wydziale Prawa UWr. (podobno „w normalnym kraju” sędzia w takiej sytuacji nie podjąłby się sprawy z obawy przed zarzutem o stronniczość) po namyśle uznała, że do wydania wyroku przebadanie nagrania wcale nie jest potrzebne.

[O powycinanych fragmentach jeszcze napiszemy.]

Pani Paszkiewicz okłamała pracowników Zakładu Bohemistyki, że gdyby bohemistyka się usamodzielniła lub gdyby miała wejść do innej organizacyjnej jednostki, to wszyscy pracownicy Zakładu Bohemistyki (w innych wersjach tej szeptanej propagandy nawet wszyscy pracownicy Instytutu Filologii Słowiańskiej UWr.) dostaną wypowiedzenie i otrzymają nowe umowy o pracę, ale istnieje niebezpieczeństwo, że ich nie otrzymają. (PATRZ TEŻ: PRZYPIS O DOBROWOLNYM PRZYMUSIE - wpis na tym blogu z 23 lutego 2014).  Te nowe umowy można bowiem podpisać z zupełnie innymi osobami... – tu ostrzegawcze spojrzenie, zatem matki dzieciom (które w tym okresie życia mniej publikują, za to więcej zajęć opuszczają) struchlały.  Struchleli też ci, którzy uświadomili sobie, że kandydatami do pracy są też inni, świetni doktorzy-bohemiści (np. dr Aleksandra Seidel- Mączyńska, znakomita znawczyni tzw. czeskiej literatury katolickiej,  czy dr Jana Wojtucka, Czeszka z Wrocławia), w kolejce są też doskonali doktoranci: mgr Olga Czernikow czy mgr Rafał Sielicki.

[Powody niepewności mogły być też głębsze np. podpisanie swoim nazwiskiem artykułu, który napisałam ja (patrz wpis z marca 2014: Wrocławska bohemistyka – tradycja i współczesność).]

Pani Paszkiewicz nie ma określonej opinii o pracownikach, przystosowuje je do sytuacji i do potrzeb, czego sama jestem najlepszym przykładem (nagrody, ordery, spoufalanie się, a potem "kara", usunięcie z pracy, za krytykę, która w niewielkim stopniu jej samej dotyczyła). Według opinii pani Paszkiewicz pewna pani jest „bezczelna, bo zażądała awansu” (a tu za parę miesięcy ten awans otrzymała!), inny pan „w ogóle nie prowadzi seminariów magisterskich” ( nie chodziło, broń Boże, o Lipowskiego, który jest do przesady skrupulatny), a tymczasem tenże rzadko przychodzący na zajęcia pan dostaje przedłużenie pracy w IFS do bardzo późnej emerytury. Jeszcze inny pan „nie zrobi habilitacji, bo jest plagiatorem” (właśnie ją zrobił, a wnioskowała o to pani P.), pewna młoda pani jest zaś „tak słaba naukowo, że doktorat dostała pod warunkiem, że nie będzie się ubiegać o etat na UWr.” (tutaj czytelnicy trafnie zgadują.... tak, tak, złożywszy tę obietnicę pani  zaczęła się ubiegać, a dziś – zadowolona – pracuje w IFS).

W ostatnich wyborach na dyrektora pani P. dostała cztery głosy (własny, dwóch swoich zastępczyń i Anny Zury, którą wcześniej pani P. awansowała ponad jej rzeczywisty poziom: naukowy, organizacyjny  i osobisty - coś o tym wiem, bo pracowałam z tą panią  o 6 lat dłużej niż pani P. ). Tak się jednak złożyło, że kandydujący na dyrektora IFS były dziekan Wydziału Filologicznego Michał Sarnowski w pierwszym głosowaniu odpadł, więc jego „stronnictwo” (łącznie z nim samym) z obawy przed rządami trzeciego kandydata przerzuciło głosy na panią Paszkiewicz. Razem więc otrzymała 8 głosów, a konkurent dostał tylko 7. Trzeba dodać, że frekwencja na wyborach nie była najwyższa, bo wahający się wybrali „nieobecność na wyborach”.

Pani Paszkiewicz została zatem dyrektorem IFS. I władcą absolutnym w budynku UWr. na Pocztowej, daleko położonym  od kwatery głównej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Ktoś pyta, w jaki sposób ten "negatywny dobór" decydentów w ogóle jest możliwy? Otóż opiera się on na zasadzie "koleżeńskiej". Kiedy zaraz po wydaniu "Historii literatury czeskiej" zawiązano spisek zmierzający do pozbawienia mnie pracy na Uniwersytecie Wrocławskim (w oszustwa wciągając m.in. sekretarkę IFS, okłamując moje koleżanki i wprowadzając w błąd rektora UWr.), zadzwoniłam do pewnej osoby z Rady Wydziału Filologicznego UWr., osoby bardzo we Wrocławiu znanej. Usłyszałam tylko tyle: "... przecież Michał to dobry kolega".

Koleżeństwo (kolesiostwo?) ma zastąpić obiektywne, sprawiedliwe kryteria? Przypomina mi to pakt z diabłem: diabeł zrobi ci przysługę, ale ty na zawsze zaprzedasz mu duszę.

 

 

 

6.png1.png2.png8.png9.png4.png