12 12.2015 18:02

Podobne numery w mikroskali przeżyłam w swoim miejscu pracy. Też autokratyzm, choć pozorna demokracja. Dyrektorka dzwoniła do "wyborców", żeby "się skonsultować", a naprawdę ustawić przyszłe głosowanie. Też nie wolno nic wynieść do "obcych", czyli na radę wydziału, nie wolno mówić, co się naprawdę dzieje, bo "wyrobimy sobie złą opinię". Ci, co wynoszą na zewnątrz, to są właśnie "najgorszego sortu". Ktoś cytat z rady instytutu przepisał na komputerze i wywiesił na drzwiach gabinetu. - Komentarze? "Zdrada tajemnic rady instytutu przed studentami". Niby studenci wchodzili w skład rady instytutu, ale zapewne skutecznie im "odradzano" faktyczne uczestnictwo.

Dzisiejszy ciąg dalszy:

Natychmiast pojawili się etatowi "minusiarze " mego blogu i już kilka minusów mam. Wobec tego dodam jeszcze jedną zbieżność, która udowadnia powyższą tezę.

Nad moim zatrudnieniem na Radzie Instytutu Filologii Słowiańskiej Uniwersytetu Wrocławskiego dyskusji żadnej nie było, nic - milczenie.... Mimo że w ciągu paru poprzednich miesięcy ta sama Rada przegłosowała pozytywnie: 1) wniosek o mianowanie mnie profesorem tytularnym, 2) wniosek o nagrodzenie mojej książki "Historia literatury czeskiej" nagrodą ministerialną za wybitne osiągnięcie naukowe (I TO WSZYSTKO WYSZŁO), tym razem wyniki głosowania nad moim zatrudnieniem są następujące: 10 osób przeciw, 3 osoby za, 7 osób się wstrzymało.

Z przyczyn obiektywnych w ogóle nie głosowały 2 osoby: ja (jako zainteresowana), prof. Lipowski (usprawiedliwiał się, był wtedy w Brnie).

Tych siedem osób wstrzymujących się od głosowania (plus dwie niegłosujące formalnie) można przyrównać do grupy tych Polaków, którzy NIE POSZLI WCALE NA WYBORY w październiku 2015. Nawet proporcje liczbowe mniej więcej się zgadzają. A brak dyskusji otwartej? Czy to nie dowód, że propaganda była transmitowana inną drogą?

Taki właśnie mamy klimat

 

Dodaj komentarz

3.png5.png0.png3.png7.png8.png