Nie będę Was zamęczać, Drodzy Czytelnicy, szczegółami całego postępowania habilitacyjnego, gdyż moja narracja zamieniłaby się wtedy w książkę. Zapewniam Was jednak, że spotkanie z komisją habilitacyjną dnia  8.12.2015r. pozostanie w mej pamięci na zawsze… Do tego momentu w mojej świadomości środowisko profesorskie rysowało się jako wzorzec autorytetu i pełnego dostojeństwa. Po tym spotkaniu zrozumiałam, jak bardzo byłam naiwna. Rezultat spotkania był z góry ustalony przez panów profesorów zwyczajnych. Świadczy o tym chociażby pismo przewodniczącego komisji prof. Piotra Fasta do pani dziekan T. Tomaszkiewicz z dnia 16 listopada 2015 r. (zamieszczone poniżej), w którym, jeszcze przed spotkaniem ze mną, wyraził swoją i prof. Klimowicza pewność, że popełniłam plagiat. Podczas spotkania zrozumiałam już, że mój los jest przesądzony, bez względu na fakty, dowody i moje argumenty. Jedno Wam w tej sytuacji powiem – kiedy zrozumiecie, że wciągani jesteście w taką aferę, miejcie zawsze przy sobie dyktafon!  Bez takich nagrań nikt Wam w sądzie nie uwierzy i nie wysłucha, ponieważ cała komisja przyjmuje front profesorów zwyczajnych.

 

 Pismo prof. Fasta do pani dziekan T. Tomaszkiewicz z dnia 16.11.2015 r.

 

 

Gdy dostałam protokół z tego spotkania to oniemiałam – same niejasności, przekłamania i przede wszystkim przemilczenie najciekawszych wypowiedzi panów profesorów zwyczajnych (reszta członków komisji siedziała cicho ze spuszczonymi głowami – miałam wrażenie, że jakby mogli, to schowaliby się pod stół). Jedyne co mi wtedy pozostało, to napisać wniosek do pani dziekan o sprostowanie i uzupełnienie protokołu. W razie czego mój obszerny wniosek został dołączony do akt. Właściwie panowie profesorowie z góry założyli, że zjadą się na to spotkanie do Poznania tylko po to, aby pan przewodniczący mógł wystosować wniosek do rady wydziału o zawieszenie mojego postępowania habilitacyjnego. Jak się okazało później, pan profesor Fast pełniąc funkcję przewodniczącego komisji habilitacyjnej przed podjęciem tej decyzji nie skonsultował się z prawnikami, sam również nie sprawdził przepisów prawnych na tę okoliczność. Świadczy o tym jego pismo do pani dziekan Tomaszkiewicz z dnia 7 czerwca 2016 r. (to pismo zamieszczam poniżej w części omawiającej długotrwały proces odwieszania mojego postępowania habilitacyjnego).

 

Ale nie był to jedyny błąd wynikający z opieszałości pana przewodniczącego. Redagowanie treści protokołu z tego spotkania również okazało się zadaniem nieprostym. W rezultacie protokół ten został podpisany jedynie przez pana przewodniczącego (nawet sekretarz się pod nim nie podpisał). Nawiasem mówiąc, zgodnie z prawem (KPA), taki protokół powinien być podpisany przez wszystkich członków komisji – inaczej jest nieważny. Puentą niech nam posłuży scenka rodzajowa, która rozegrała się na oczach moich i mojego męża. Gdy staliśmy na parkingu przed budynkiem Collegium Novum, zauważyliśmy biegnącego sekretarza mojej komisji z jakimś arkuszem papieru w ręce. Zatrzymałam go i zapytałam, dokąd tak biegnie, a on mi odpowiedział, że musi dogonić profesora Fasta na dworcu kolejowym, gdyż musi on podpisać wniosek o zawieszenie mojego postępowania. Przy czym pan profesor sam nakazał sekretarzowi przynieść ten dokument na dworzec kolejowy!    

  Pismo p. dziekan T. Tomaszkiewicz do JM rektora B. Marciniaka

 

 

Pismo pani dziekan Tomaszkiewicz – zawiadomienie o zawieszeniu postępowania habilitacyjnego

w odpowiedzi na wniosek przewodniczącego prof. P. Fasta z dnia 8 grudnia 2015r.

 

 

  Uchwała o zawieszeniu postępowania habilitacyjnego

 

 

Na pewno zastanawiacie się teraz Drodzy Czytelnicy, czemu miał służyć ten przebiegły plan.

 

Celem tego planu było pozbawienie mnie stopnia dra habilitowanego, wyrzucenie mnie z pracy oraz odebranie mi dobrego imienia. I to się uczestnikom tej akcji udało – pozostaje im jedynie pogratulować sukcesu – BRAWO! Nie ma to jak niszczyć ludzi – to taki „polski sport narodowy”. Dlatego dziwić się nie należy temu, że młodzi i ambitni ludzie uciekają z tego kraju, dziwić się należy tym, którzy tego jeszcze nie zrobili (ale z pewnością nadrobią to ich dzieci).  

 

Długo nie rozumiałam, o co chodzi w całym tym przedsięwzięciu. Dopiero po pół roku zaczęłam rozumieć, kiedy dowiedziałam się, że rzecznik dyscyplinarny UAM dr hab. Rafał Sikorski złożył wizytę mojemu byłemu dyrektorowi Andrzejowi Sitarskiemu w celu ustalenia biegłego w sprawie podejrzenia mnie o popełnienie plagiatu. Wybór padł na kolegę pana dyrektora – prof. Andrzeja Ksenicza. Problemu nie stanowił nawet fakt, że prof. Ksenicz nie był i nie jest biegłym sądowym. Jego brak kwalifikacji w tej materii szybko dał o sobie znać. Jego opinia była błędnie sporządzona i pan rzecznik musiał przedłużyć postępowanie wyjaśniające o następne 3 miesiące w oczekiwaniu na nową opinię, a prof. Kseniczowi przekazał dokładne instrukcje jak się pisze takie opinie. Pan Sitarski dzięki opinii prof. Ksenicza (do której nota bene zgodnie z prawem, nie powinien był mieć dostępu) mógł rozpowiadać w instytucie, że nie ma wątpliwości co do tego, iż popełniłam plagiat. A rozpowszechnianie poufnych danych osobowych jest karalne 2 latami więzienia – jeżeli dobrze pamiętam. Dodam jeszcze, że panowie profesorowie Fast i Klimowicz są wieloletnimi przyjaciółmi pana Andrzeja Sitarskiego, znali się jeszcze z czasów studiów, potem razem pracowali, a dzisiaj łączą ich niezwykle ciepłe relacje, o czym pan Sitarski lubi rozpowiadać wszem i wobec.

 

Mój problem polega jednak na tym, że pan Sitarski w takie same ciepłe relacje wszedł również z rzecznikiem dyscyplinarnym i nie tylko... Powstaje pytanie, dlaczego dyrektor Sitarski miałby coś przeciwko mojej osobie? Po co zależałoby mu na pozbywaniu się jednego ze najlepszych (choć nienagradzanych nagrodami) pracowników instytutu? Odpowiedź jest banalna – na polskich uczelniach wcale nie ceni się i nie lubi ludzi pracowitych i zdolnych; jeżeli nazywą cię „osobą ambitną” w twoim środowisku, to możesz zacząć szukać innej pracy. Co jest w oczach mojego byłego dyrektora moim grzechem śmiertelnym? – „Nadaktywność” naukowa i organizacyjna oraz brak uniżoności i pokory w stosunku do niego. Temu panu zwykła kultura osobista i profesjonalizm we wzajemnych relacjach nie wystarczy.

 

Mechanizm pozbycia się mnie wydawał się prosty – należało tak długo przedłużać postępowanie wyjaśniające w sprawie podejrzenia mnie o popełnienie plagiatu, aby były podstawy do utrzymania w zwieszeniu mojego postępowania habilitacyjnego do czasu, aż skończy się mój okres zatrudnienia na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza (czyli do końca stycznia 2017 r.). Od samego początku wszystkim się wydawało – ponieważ nikomu do głowy nie przyszło, żeby zapoznać się z wykładnią prawa w tej sprawie, – że postępowanie habilitacyjne nie jest powiązane z postępowaniem wyjaśniającym. Na moje oczywiste pytania: a co jeżeli postępowanie dyscyplinarne (które hipotetycznie następuje po postępowaniu wyjaśniającym) będzie się toczyć następne przepisowe 2 lata? Czy w takim razie moje postępowanie habilitacyjne miałoby trwać 4 lata? – żadna z pań na stanowisku dziekana nie potrafiła mi udzielić odpowiedzi! Co gorsza nie zrozumiały nawet paradoksalności tej sytuacji, na którą wskazywały moje proste pytania.   

 

 

 

1.png5.png3.png0.png2.png6.png