na wstępie mojej narracji chciałbym serdecznie podziękować odważnej i niezłomnej Joannie Grubie, która zaproponowała mi podzielenie się swoją kuriozalną historią habilitacyjną z Czytelnikami odwiedzającymi jej stronę internetową. Już na początku chciałabym podkreślić, że gdyby sprawa ewidentnych naruszeń proceduralnych, prawnych i etycznych w postępowaniu Joanny była zrewidowana przez Centralną Komisję w 2014 roku uczciwie i profesjonalnie, to ja i wielu innych habilitantów nie musielibyśmy przechodzić przez cyrk zwany postępowaniem habilitacyjnym obecnie. Niestety, okazuje się, że patologie nie były plewione a pieczołowicie hodowane przez Centralną Komisję kadencji 2013-2016. Pozostaje nam mieć jedynie nadzieję, że nowe władze Centralnej Komisji wybrane na kadencję 2017-2020 rozpoczną rewitalizację i naprawianie szkód po poprzedniej ekipie.  

 

Moje postępowanie habilitacyjne rozpoczęło się we wrześniu 2015 roku, a zakończyło się 19 stycznia 2017 roku. Przy czym moje odwołanie zostało wysłane przez radę wydziału na początku czerwca, czyli rozpatrzenie odwołania przez CK może trwać do końca tego roku. Jak widać już sam termin trwania postępowania mówi sam za siebie. Tak, to była i ciągle jest skomplikowana sprawa. Głównie dlatego, że profesorowie, dziekani, członkowie i przewodniczący komisji nie czytają przepisów prawnych. Co więcej, oni z przyzwyczajenia chyba ciągle je ignorują. Zupełnie tak, jakby przepisy i ustawy napisane były dla ozdoby, albo służyły jako fasada polskiej wsi potiomkinowskiej.

 

Oczywiście twierdzenie, że główną przyczyną moich problemów jest ignorancja prawa przez organy administracji jest prawdą, ale nie całą. W toku próby zorientowania się, o co chodzi w postępowaniach habilitacyjnych zrozumiałam, że w tej sferze funkcjonuje stały zwyczaj doprowadzony niemal do rytuału. Kiedy czytałam odwołania habilitantów, to okazywało się, że były to osoby o wybitnych osiągnięciach i niezwykle bogatym dorobku naukowym. Obserwując też postępowania habilitacyjne osób znanych mi doszłam do wniosku, że możemy śmiało sformułować następującą hipotezę – habilitację bez problemów przechodzą ci, którzy w swoim dorobku mieszczą się w przeciętnej (w mojej dziedzinie - literaturoznawstwie (rusycystyka) to 20 artykułów i 2 monografie (w tym habilitacyjna)). Natomiast ci, którzy (podobnie jak ja) mają większy dorobek i wychodzą ponad przeciętną – tak samo zresztą jak Joanna Gruba – są plewieni niczym chwasty z polskiej nauki. Jest jedna okoliczność, kiedy ponadprzeciętny habilitant gładko przechodzi przez postępowanie habilitacyjne. Dzieje się tak, gdy ma za plecami wsparcie „swojego profesora”, którym może być bądź były promotor pracy doktorskiej, bądź kierownik zakładu lub ktoś w tym rodzaju – mówiąc krótko – mentor, uznany w danym środowisku za „swego człowieka” (dotyczy to również kobiet, chociaż w mniejszej mierze). Z czego to wynika? Oto następna hipoteza – profesorowie zwyczajni bronią swoich pozycji przed młodszą i zdolniejszą konkurencją. A to, zdaje się, jest tendencja sprzeczna z pobożnymi życzeniami Pana Ministra Jarosława Gowina, który chciałby, aby najzdolniejsi naukowcy wrócili z zagranicy. Panie Ministrze – oni nie są samobójcami!

 

I jeszcze jedna uwaga. Zauważyłam również stały zestaw zarzutów pod adresem habilitantów przeznaczonych do odstrzału – plagiat, „autoplagiat” (mało kto wie, że takiego pojęcia nie ma w prawie polskim, można jedynie mówić o autocytowaniu, a i to jest sprawą dyskusyjną) i nieudolności stylistyczne. Ostatnie oczywiście jest absurdalne, ponieważ kiedy mamy do czynienia z opublikowanym tekstem, to recenzenci mogą mieć jedynie pretensje do redaktorów, korektorów i recenzentów tych publikacji. Nie mówiąc już o błędach merytorycznych, stylistycznych i ortograficznych, które popełniają w postępowaniach habilitacyjnych sami recenzenci-„inkwizytorzy”. Natomiast oskarżenie o plagiat musi mieć konkretne podstawy, ponieważ jeżeli takowych brak, osoba wypowiadająca takie oskarżenia sama podlega artykułowi Kodeksu postępowania karnego (KPK) mówiącego o naruszeniu dóbr osobistych i materialnych osób trzecich, tj. dóbr habilitanta. A kierować się takimi oskarżeniami i odwoływać się do nich w procesie nadawania lub odmowie nadania stopnia doktora habilitowanego, to jest już skandal. Tym bardziej, że zgodnie z przepisami, postępowanie habilitacyjne i postępowanie wyjaśniające (lub na kolejnym etapie, postępowanie dyscyplinarne) są odrębnymi niezależnymi od siebie postępowaniami. Ale o tym dalej…

 

 

 

 1. Komisja habilitacyjna i recenzje

 

 

 2. Zawieszenie postępowania habilitacyjnego

 

 

 3. Wielomiesięczne próby odwieszenia postępowania habilitacyjnego

 

 

 4. Spotkanie komisji habilitacyjnej 8 grudnia 2015 r.

 

 

 5. Uchwała RW Neofilologii UAM o odmowie nadania mi stopnia dra hab.

 

 

 6. Korespondencja z Panią Dziekan Aldoną Sopatą i odwołanie do CK

 

 

 7. Opiniowanie odwołania do CK przez Radę Wydziału Neofilologii UAM

 

 

 8. Opinia Rady Wydziału Neofilologii UAM w sprawie mojego odwołania do CK

 

 

 9. Dalsze kroki

 

 

 Postscriptum

 

 

1.png4.png3.png7.png0.png8.png