Kulisy pewnej habilitacji - 4. Spotkanie komisji habilitacyjnej 8 grudnia 2016 r.

 

 

Jeżeli komuś się wydaje, że kulminację farsy mamy już za sobą, to się grubo myli. Najlepsze jeszcze przed nami. Gdy moje postępowanie habilitacyjne zostało odwieszone wiedziałam, że zaczyna się następny, najważniejszy etap, do którego muszę się dobrze przygotować. Postanowiłam się bronić przed zniewagami prof. Klimowicza. Jak wiecie Drodzy Czytelnicy w Ustawie o stopniach i tytule naukowym… nie przewiduje się prawa habilitanta do obrony. Rzeczona ustawa traktuje habilitanta przedmiotowo, a nie podmiotowo. Ale jest w niej pewien zapis, który otwiera możliwość do przedstawienia swojego stanowiska:

 

„10. O organizacji i trybie pracy komisji decyduje jej przewodniczący, który korzysta z pomocy sekretarza komisji. Przewodniczący komisji jest zobowiązany do zapoznania wszystkich członków komisji z materiałami dostarczonymi przez habilitanta. Przewodniczący udostępnia też członkom komisji opinie sporządzone przez recenzentów. Recenzje są dostępne innym recenzentom dopiero wówczas, gdy wszyscy recenzenci je sporządzą”.

 

W związku z powyższym postanowiłam wysłać do pana przewodniczącego swoją odpowiedź na recenzję pana prof. Klimowicza, sprawozdanie z ostatniego roku swojej działalności naukowo-organizacyjnej oraz fragment mojej pracy doktorskiej (2 arkusze wydawnicze) niewykorzystany w żadnej z moich dwóch monografii (w związku z oskarżeniem mnie o sztuczne rozbudowywanie mojego dorobku).

  Wniosek do p. przewodniczącego komisji habilitacyjnej Piotra Fasta z 28.11.2016r. 

 

 

Sprawozdanie z działalności naukowo-organizacyjnej

 

 

Odpowiedź na recenzję prof. Tadeusza Klimowicza

 

 

Jak się można było spodziewać, pana prof. T. Klimowicza bardzo poruszyły te dokumenty, a szczególnie moja odpowiedź na jego recenzję, która została, zgodnie z moim wnioskiem, przesłana do wszystkich członków komisji habilitacyjnej. W tych emocjach dopuścił się dwóch nieprawidłowości: rozesłał bez proceduralnego pośrednictwa sekretarza dwa dokumenty do wszystkich członków komisji oraz udostępnił im tajny dokument z postępowania wyjaśniającego. Razem z tym dokumentem wysłał jeszcze raz swoją recenzję, którą od roku i tak wszyscy znali, chyba tylko po to, aby wiedzieli jak głosować. Oczywiście wszyscy zrozumieli tę insynuację i postąpili zgodnie z instrukcją – zagłosowali za odmową nadania mi stopnia doktora habilitowanego (lub wstrzymali się od głosu) uzasadniając to tym, że są niezbicie przekonani o tym, że jestem winna zarzucanego mi czynu. Przy czym pan przewodniczący Piotr Fast wiedział, że postępowanie wyjaśniające znowu zostało przedłużone do 31 grudnia 2016 r. (a spotkanie komisji odbyło się 8 grudnia 2016 r.).

 

Skan dokumentu potwierdzającego, że dnia 30 listopada prof. T. Klimowicz rozesłał do członków komisji habilitacyjnej dwa dokumenty

 

 

  Pismo p. dziekan do prof. P. Fasta informujące go o przedłużeniu postępowania wyjaśniającego do 31 grudnia 2016 r.

 

Ponadto mój pełnomocnik wystosował pismo do pana przewodniczącego Fasta, informujące go o tym, że na procedowanie postępowania habilitacyjnego nie może mieć wpływu toczące się postępowanie wyjaśniające. W piśmie wniósł też o wyrażenie zgody na jego uczestnictwo w posiedzeniu komisji w charakterze mojego pełnomocnika. Niestety odpowiedź od pana przewodniczącego Fasta szła do dziekanatu Neofilologii tak długo, że doszła dopiero o godz. 13.00 rzeczonego 8 grudnia, czyli dokładnie w momencie, kiedy rozpoczynało się spotkanie komisji habilitacyjnej w mojej sprawie. Dodam jeszcze, że pan adwokat do tego momentu nie otrzymał żadnej odpowiedzi (nawet mailowej) od pana przewodniczącego. Jest to istotne, gdyż nie znając odpowiedzi na swój wniosek pan adwokat ośmielił się wejść na salę, w której zebrała się komisja, i zapytać już bezpośrednio pana przewodniczącego o pozwolenie uczestnictwa. Pan przewodniczący oburzył się niesłychanie i, co było do przewidzenia, odmówił panu adwokatowi udziału w posiedzeniu. Wtedy wychodząc, pan adwokat poinformował wszystkich, że prawo zabrania procedowania postępowania habilitacyjnego w oparciu i w związku z postępowaniem wyjaśniającym i jeżeli moje prawo w tej sprawie zostanie naruszone, to będę miała podstawy do wystosowania pozwu sądowego względem każdego członka komisji. Jak się domyślacie Drodzy Czytelnicy, na te słowa oburzenie udzieliło się wszystkim. W protokole to oburzenie zostało wyrażone i zdefiniowane jako „szantaż”. Dla mnie jednak najważniejsze było to, że w protokole nie został pominięty fakt uprzedzenia członków przez pana adwokata o bezprawności łączenia tych dwóch postępowań. W związku z tym protokół jest dowodem na to, że wszyscy wiedzieli, że naruszają prawo i zrobili to z pełną świadomością i premedytacją.   

 Odpowiedź p. prof. P. Fasta na podanie p. adwokata (z pieczątką wpływu dnia 8 grudnia 2016 r.)

 

 

Odpowiedź p. prof. P. Fasta skierowane do p.dz. A. Sopaty (z pieczątką wpływu dnia 8 grudnia 2016 r.)

 

Protokół z posiedzenia komisji habilitacyjnej z dnia 8 grudnia 2016 r.

 

Do dziekanatu wpłynął jeszcze jeden dokument – stanowisko pani prof. Rzeczyckiej, w którym pani profesor wyjaśnia, że podtrzymuje pozytywną ocenę mojego dorobku, ale wstrzymuje się od głosu, ponieważ jej wątpliwości wzbudziło pismo rozesłane przez prof. Klimowicza 17 listopada 2016 r. świadczące o tym, że popełniłam plagiat. Jak się okazuje spośród wszystkich członków komisji habilitacyjnej tylko pani profesor Rzeczycka postarała się zachować przyzwoicie. Tylko tyle mogła zrobić, ponieważ trudno oczekiwać, żeby jako jedyny członek komisji zagłosowała na moją korzyść. W ten sposób weszłaby jedynie w konflikt z panami profesorami zwyczajnymi a i tak nic by to nie zmieniło. Powiem tylko tyle – do dzisiaj nie otrzymałam tego tajemniczego pisma, które zaważyło na głosowaniu w sprawie mojej habilitacji. Nie ma go w moich aktach i nikt nie wie, o co chodzi…   

 

Stanowisko prof. M. Rzeczyckiej

 

Problem polega na tym, że 6 grudnia 2016 r. odbyłam dziwną rozmowę z sekretarzem komisji habilitacyjnej. Zadzwoniłam do niego, aby się zapytać, kiedy spotyka się komisja habilitacyjna w mojej sprawie. Podał mi datę, ale przy okazji powiadomił mnie o dziwnej sprawie. Stwierdził, że prof. Fast przesłał członkom komisji jakąś opinię „superrecenzenta” w sprawie podejrzenia mnie o plagiat, ale nie pamiętał nazwiska „superrecenzenta”. Wtedy zapytałam, czy to nazwisko to nie „Ksenicz” przypadkiem. On potwierdził, że tak, rzeczywiście „Ksenicz”. To zdaje się jest poważne naruszenie prawa i nadaje się już do prokuratury. Ciekawe, skąd prof. Fast miał opinię „biegłego” Ksenicza?

 

Opisując wydarzenia związane z posiedzeniem komisji habilitacyjnej mogłabym jeszcze wspomnieć o tym, że panowie profesorowie zwyczajni przed posiedzeniem komisji w mojej sprawie, zorganizowali sobie posiedzenie komisji habilitacyjnej w sprawie mojego kolegi dra Bartosza Osiewicza, który oczywiście jednogłośnie „przeszedł”. Interesujące są tu dwie okoliczności. Po pierwsze, skład komisji habilitacyjnej obradującej w sprawie pana Osiewicza był prawie taki sam, jak skład mojej komisji (ci sami: prof. P. Fast – przewodniczący, prof. T. Klimowicz – recenzent, G. Przebinda – recenzent, B. Waligórska-Olejniczak – tu: sekretarz, nowi członkowie: prof. A. Lazari – recenzent, prof. P. Mitzner – członek komisji, dr hab. T. Sucharski – członek komisji). Po drugie, pan Osiewicz od razu znał rezultat głosowania, a ja jeszcze miesiąc po obradach komisji nie znałam wyniku głosowania w swojej sprawie. Mogłam się tylko domyślać. Gdy na początku stycznia 2017 r. poszłam na spotkanie z panią dziekan Sopatą, aby zapytać ją o wynik głosowania członków mojej komisji habilitacyjnej, to odpowiedziała mi, że nie ma obowiązku udzielać mi takich informacji. Komentarz tu chyba nie jest potrzebny… (więcej interesujących szczegółów znajdziecie Drodzy Czytelnicy w moim odwołaniu do CK).  

   

Moje pismo z dnia 12 grudnia 2016 r. do p.dz. A. Sopaty

 

 

 

2.png2.png1.png9.png6.png8.png